Rzeźba światła, czyli rękodzielnicze lampy z tykwy

Wyobraźcie sobie sytuację, że na Instagramie obca osoba poleca Wam pewnego artystę. Wchodzicie na jego profil i wpadacie w zachwyt. Lampy wykonane z tykwy czarują pięknymi świetlnymi wzorami rzucanymi na ścianę. Spontanicznie piszecie do twórcy marki wiadomość – doceniacie projekty, dzielicie się swoimi odczuciami. Odpisuje. Wywiązuje się między Wami rozmowa, która przeradza się w dyskusje o kondycji rzemiosła i polskich artystów. W czasie korespondencji szukacie informacji o rozmówcy – okazuje się, że człowiek po drugiej stronie to Przemek Krawczyński, a jego lampy znajdują odbiorców na całym świecie. On również sprawdza, kim jesteście – docenia działania Projektu Pracownie, dopytuje o bohaterów dotychczasowych publikacji. Po kilku godzinach wymiany wiadomości wspólnie podejmujecie decyzję o realizacji materiału w pracowni artysty. Zaproszenie twórcy Calabarte staje się dla nas kolejnym bodźcem – czas na wyjazd z Warszawy, jedziemy do Łodzi!

Drugie życie talerza – kolczyki i naszyjniki z porcelany

Biżuterię Magdy Ziółkowskiej odkrywamy na drugiej edycji targów „Niech żyją dziewczyny”. Z daleka dostrzegamy informację, że produkty zostały wykonane z nietypowego materiału, a mianowicie z… talerzy. Podchodzimy do rękodzielniczki i widzimy na stoisku kolczyki, broszki, naszyjniki powstałe z potłuczonej porcelany. Kilka tygodni później odwiedzamy ją w pracowni na warszawskiej Woli.

Kapeluszowy zawrót głowy

Przyciągające spojrzenia nakrycia głowy sygnowane marką Martoczki pierwszy raz widzimy na 3. Warszawskim Dniu Kapelusza przy Mysiej 3. Samą projektantkę kapeluszy, Martę Galińską, poznajemy na spotkaniu w Muzeum Warszawskiej Pragi poświęconym neonom witrynowym w Warszawie, które przeżywają swój renesans. Modystka dopytuje o aspekty prawne umożliwiające wykorzystanie reklamy w przestrzeni publicznej. Opowiada o swojej pracowni na Krakowskim Przedmieściu i zamiłowaniu do tworzenia toczków oraz kapeluszy. Po wydarzeniu chwilę gawędzimy o naszej inicjatywie i szybko otrzymujemy zaproszenie do królestwa kapeluszy.

Stolarski small biznes z Pragi

Okazją do pierwszego spotkania z Kubą Przyborowskim jest dla nas premiera Mapy Rzemieślników, przygotowanej przez Miasto Jest Nasze. Z Andrzejem Dobrowolańskim poznajemy się później, w czasie urodzin Pańskiej Skórki w „PM na Trawie”, na terenie osiedla Jazdów. Nasza znajomość z duetem stolarskim Dobrowolański Przyborowski ma nieco inny przebieg niż większości relacji zawieranych przy okazji zdobywania kontaktów do Projektu Pracownie. Przede wszystkim dlatego, że umawiamy się na wywiad do ich stolarni przez ponad pół roku, chociaż prywatnie nasze ścieżki przecinają się dosyć często. Panowie polecają nam innych rzemieślników, informują o problemach lokalizacyjnych, ale do zaprezentowania własnej działalności podchodzą z dystansem.

Rękodzieło inspirowane dziećmi

Pluszaki produkowane przez Paulinę Kupisz wpadają nam w oko w czasie targów Przerób-My przy ul. Mińskiej, które miały miejsce w październiku. W czasie wydarzenia organizowanego przez Pimp It spotykamy wielu rzemieślników, ale niepowtarzalna serdeczność Pauliny zatrzymuje nas przy jej stoisku na dłużej. Jeden z fotografów Projektu Pracownie absolutnie szaleje na punkcie uszytych ręcznie króliczków i owieczek. Postanawiamy odwiedzić właścicielkę Fairymum w jej warsztacie. Kilka tygodni później włączamy dyktafon w pracowni w Alejach Ujazdowskich.

Kobieca manufaktura kaletnicza

Alicja Sajewicz jako druga rzemieślniczka sama dowiaduje się o Projekcie Pracownie i zaprasza nas do swojej pracowni. Niesamowita kobieta, która zdecydowała się na rzucenie pracy w mediach i sprzedała samochód, żeby kupić narzędzia kaletnicze, wita nas w progu swojego warsztatu w warszawskim Aninie aromatyczną herbatą i zaraźliwym entuzjazmem.

Architektura noża

Od początku działania Projektu Pracownie ludzie pytają nas o markę Kłosy. Kolejne osoby wspominają jej właściciela, Piotra Jędrasa, który zdecydował się na produkcję noży kuchennych. Sprawdzamy. Faktycznie, za tym nazwiskiem kryje się opakowany w ciekawą historię pełnowartościowy produkt.

Francuz ze stolarskim zacięciem

Wszystko zaczęło się od drewnianego reniferka. A właściwie… od jego braku. Poznajemy François w czasie Nocy Otwartych Pracowni, kiedy na swojej autorskiej maszynie wykonuje dla kolejnych odwiedzających, w ramach pamiątki z wydarzenia, urocze rogacze. Niestety nikomu z nas nie udaje się zabrać upominku do domu. Gości jest dużo, François nie odchodzi od narzędzia przez wiele godzin, dlatego wymieniamy tylko kilka słów. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na kontrowersyjną nazwę pracowni sympatycznego Francuza – Ostre Rżnięcie. Szybko wychodzi na jaw, że pod jego nazwiskiem kryje się również kanał na YouTubie poświęcony pracy z drewnem.