Kobieca manufaktura kaletnicza

Alicja Sajewicz jako druga rzemieślniczka sama dowiaduje się o Projekcie Pracownie i zaprasza nas do swojej pracowni. Niesamowita kobieta, która zdecydowała się na rzucenie pracy w mediach i sprzedała samochód, żeby kupić narzędzia kaletnicze, wita nas w progu swojego warsztatu w warszawskim Aninie aromatyczną herbatą i zaraźliwym entuzjazmem.

Wenska Leather Goods to marka stworzona przez Alicję po tym, jak zrezygnowała z pracy w radiu i telewizji. Dziewczyna, kiedyś znana z poranków w Radiu Plus i PiN, postanowiła wrócić do czasów znanych z domu rodzinnego – gdy obecność różnych materiałów była dla niej elementem codzienności. Zajęła się projektowaniem oraz produkcją pasków, toreb i biżuterii z naturalnej skóry.

Projekt Pracownie: Czy nazwałabyś rezygnację z pracy w mediach ucieczką?

Alicja Sajewicz: W pierwszej chwili faktycznie odbierałam to w ten sposób, ale szybko zrozumiałam, że jest inaczej. To nie była ucieczka. Faktycznie, zdecydowałam się na stworzenie własnej marki po bardzo intensywnym czasie pracy w telewizji, ale ta decyzja miała raczej charakter przyzwolenia na zmianę. Chciałam mieć większy wpływ na rzeczy, którymi się zajmuję. Odkopałam w sobie potrzebę pracy ręcznej, a ta tkwiła we mnie od dawna.

W niektórych wywiadach wspominasz, że inspiracją do zostania kaletnikiem była torebka wykonana przez Twoją mamę. Wykorzystany przez nią materiał pochodził z fartucha spawalniczego.

Tak, to prawda. Ta torebka służyła mojej mamie przez 15 lat! Można powiedzieć, że zamiłowanie do rękodzieła wyniosłam z domu, chociaż moi rodzice zajmowali się rzemiosłem. W naszych czterech ścianach zawsze można było trafić na narzędzia przydatne do wykonania każdej pracy. Prawdę mówiąc, przez całe dzieciństwo żyłam w przekonaniu, że tak jest we wszystkich domach! To, że ktoś sam coś naprawia lub tworzy, wydawało mi się bardzo naturalne. Otaczało mnie wiele inspirujących rzeczy, które trafiły do naszego otoczenia dzięki rodzicom czy dziadkom. Tak właśnie pierwszy raz trafiłam na skórę. Miałam okazję przyglądać się różnym kawałkom materiału i zastanawiałam się nad ich strukturą. To było dla mnie fascynujące!

Czy doświadczenie pracy w mediach pomogło Ci stworzyć własną markę?

Bycie dziennikarzem bardzo pomaga w tym sensie, że ułatwia nawiązywanie relacji. Kiedy ruszyłam z działalnością, a było to przed samymi świętami Bożego Narodzenia, wszyscy znajomi z domu mediowego, w którym kiedyś pracowałam, zamówili ode mnie prezenty dla rodziny (śmiech). Nawet nie wiecie, jakie to motywujące! Na początku nie masz dystansu do swoich produktów – wiesz, że dany przedmiot wychodzi spod Twoich rąk, i podchodzisz do tematu bardzo osobiście. Kiedy słyszysz od kolejnej osoby, że rzeczy, które robisz, sprawdzają się i spełniają swoją funkcję, chcesz działać dalej! Tak było również ze mną. Nie korzystałam ze znajomości, aby promować produkty. To, że mój pasek „zagrał” w reklamie Nivea dzięki Mai Sablewskiej czy pojawił się w jej programie, wyszło przypadkowo i spontanicznie. Podobnie było z wizytami w innych mediach czy pojawieniem się moich produktów na okładce i w sesji w magazynie Avanti. Myślę, że jeśli masz dobry i ciekawy produkt, to on broni się sam.

Siła skóry

Opowiedz nam o materiałach, z którymi pracujesz.

Większość moich produktów jest wykonana ze skóry juchtowej, garbowanej roślinnie. To było moje założenie – chcę pracować na najwyższej jakości materiałach, żeby zapewnić jakość i wytrzymałość swoim wyrobom. Skóry kupuję w 80% w Polsce. Skóra roślinnie garbowana ma specyficzną elastyczność i wytrzymałość. Reaguje na ciepło, wilgoć, może dopasować się do właściciela wyrobu. Ponadto fantastycznie się patynuje, więc nawet po długim czasie użytkowania wciąż wygląda cudownie. Co ważne, skóra naturalna z czasem się uszlachetnia. W kaletnictwie pracuje się głównie na skórach z krów, a owcze i kozie są wykorzystywane głównie do produkcji rękawiczek.

Rozpoczęcie przygody z kaletnictwem wcale nie należało do najłatwiejszych, prawda? Twój mistrz był bardzo wymagający?

Trafiłam na kurs kaletniczy do swojego mistrza, który z jednej strony bardzo się ucieszył, że jestem zainteresowana tematem, a z drugiej – zdarzało mu się sprawiać, że wychodziłam z warsztatu ze łzami w oczach. Miałam to szczęście, że fach sam wszedł mi w ręce i bardzo szybko nauczyłam się pracy z materiałem. Byłam zaangażowanym uczniem, czytałam podręczniki, sama nieustannie szukałam informacji, które mogłyby mi ułatwić zrozumienie kaletnictwa. Intensywny kurs u mojego mistrza trwał miesiąc, potem jeszcze kilka tygodni zostałam u niego na praktykach. Nie dogadywaliśmy się, więc nasze drogi się rozeszły i zaczęłam własną działalność. Aktualnie planuję wyjazd do Argentyny, bo chciałabym szkolić się pod okiem najlepszych fachowców w rymarstwie. Szukałam rymarza, który wziąłby mnie na przyuczenie w Polsce, ale nikt nie był zainteresowany. Niestety część rzemieślników starszej daty nie docenia swoich umiejętności. Wynika to z ich rozczarowania zmianą w latach 90. Wówczas stracili źródła skór w kraju i nie mogli zaopatrywać się za granicą. Nie tylko ze względu na brak znajomości handlowych, lecz przede wszystkim języków obcych. Myślę, że w Polsce brakuje etosu pracy rzemieślniczej, a osoby specjalizujące się w zawodach rękodzielniczych w ogóle nie traktują swojego fachu jak godnego podziwu. Nie są również skłonne do przyjmowania uczniów. Kiedy rozmawiałam z jednym warszawskim rymarzem, powiedział mi, że jest już za stary na ucznia.

Co oceniasz jako najtrudniejsze w kaletnictwie?

Wymaga ogromnego szacunku do materiału. Modelowanie skóry jest trudne. Ona nie wybacza tak jak tkanina. Zapamiętuje każdy ruch noża, każdą zrobioną dziurkę. Niewielki błąd jest potem mankamentem całej torebki. W przypadku naturalnej skóry nie sprawdza się nawet matematyczna precyzja przy projektowaniu, bo to, co wydaje się idealne w proporcjach na kartce, może nie mieć zastosowania w gotowym produkcie. Skóra ma bardzo dużo do powiedzenia.

W poszukiwaniu jakości

Jak przebiega wprowadzenie nowego produktu do oferty? Wygląd Twoich produktów świadczy o tym, że nie starasz się na siłę podążać za trendami.

Każdy z moich produktów najpierw miał swój prototyp. Dzięki temu poznawałam jego słabe strony i mogłam się skoncentrować na ich ulepszaniu. Fakt, że korzystam z naturalnej skóry, bardzo definiuje estetykę moich wyrobów. W przypadku podszewek też postawiłam na najwyższą jakość, bo wszystkie są wykonane z dwoiny. Dlaczego? Torebka odgrywa dla kobiety taką rolę jak samochód dla mężczyzny. Jest z nami wszędzie, musi sprawdzić się w każdej sytuacji. A ja wiem, ile torebka musi przejść i na co powinna być przygotowana. W odpowiedzi na drugą część pytania – rzemieślnik ma tę przewagę na projektantem, że nie musi zastanawiać się nad trendami i estetyką nowego lookbooka, tylko nad funkcjonalnością i materiałami. Wiedza rzemieślnicza pozwala przewidzieć zachowanie materii, jej struktur i możliwości. Projektanci skupiają się na zupełnie innych aspektach.


A suwaki? Sprzączki do pasków? Nici? Co to za materiały?

Kwestia suwaków to bardzo skomplikowany temat, przede wszystkim dlatego, że niezwykle trudno kupić dobre suwaki, które dobrze pracują ze skórą i odznaczają się trwałością. Właśnie jestem na etapie wprowadzania do moich toreb suwaków, ponieważ po dwóch latach znalazłam produkty, które mi odpowiadają. Sprzączki w moich paskach są wykonane z mosiądzu. To zapewnia ich wysoką trwałość. Nici, z których korzystam, sprowadzam z Anglii i Francji – jedna szpulka tych do szycia ręcznego kosztuje nawet 25 euro, ale dzięki temu nawet szew w moich torebkach jest najwyżej jakości.

Alicja pokazuje nam prototyp torebki, nad którym aktualnie pracuje. Rozpoczyna się długa dyskusja czterech kobiet o tym, jaka powinna być idealna torebka. Przekrzykujemy się, dyskutując, czego brakuje w większości produktów dostępnych na rynku. Alicja przybliża nam szczegóły związane z wykończeniem torebki, mówimy o potencjalnych deformacjach, produktach z sieciówek oraz ich mankamentach. Ta dyskusja tylko uświadamia nam, jak wiele wymagań klienci stawiają produktom wykonanym ze skóry, czego oczekują i na co zwracają uwagę. Kiedy Alicja tłumaczy nam, jak wykonać prawidłowo przegrodę w torebce, żeby spełniała swoją funkcję i jednocześnie nie wpływała negatywnie na jej fason, nasze oczarowanie sięga zenitu. Alicja jest kaletniczką, która zna potrzeby kobiet!


Najwięcej radości sprawia mi świadomość, że ktoś, kto kupił u mnie produkt, używa go przez wiele lat i jest z niego zadowolony! To najlepsza referencja i zawsze cieszy mnie tak samo! Poza HUSH WARSAW nie biorę udziału w żadnych targach. Moje produkty są dostępne na kilku platformach sprzedażowych, np. w Pakamerze czy Showroomie. Na Mysiej 3 także znajdziecie Wenską.

Pracownia Alicji jest położona za domem. Wystarczy zaledwie kilka kroków, aby tuż po wejściu do warsztatu poczuć niesamowity zapach skóry. Wewnątrz panuje imponujący porządek, a sama rzemieślniczka zaprasza nas szybko do drugiej części pomieszczenia, w której znajdują się narzędzia kaletnicze i jej zbiory materiałów. Alicja postanawia pokazać nam krok po kroku, jak wygląda praca nad paskiem. Wycina z okazałego kawałka skóry odpowiedniej szerokości odcinek, następnie skrupulatnie maluje jego krawędzie specjalną czarną farbą. Za pomocą jednego z narzędzi wycina dziurki i zgrabnie zakłada klamrę. Czynności wykonuje bardzo naturalnie i sprawnie, w przeciwieństwie do nas – wszystkie chcemy spróbować swoich sił, ale brak nam wyczucia materiału, precyzji i… siły. Podobnie amatorskie próby okiełznania maszyny do szycia skór są nie lada wyzwaniem. W porównaniu do tradycyjnej maszyny do szycia mocny silnik wymusza ogromne skupienie. Trudno nam sobie wyobrazić, jak można wykonać przeszycie równo. Alicja żartuje, że w osiągnięciu wprawy w obróbce skóry pomogły jej treningi boksu, dzięki którym jest znacznie silniejsza.

Kiedy zaczynałam praktykę kaletniczą u swojego mistrza, był ogromnie zaskoczony moją postawą. Prawda jest taka, że ja nigdy nie szyłam. Nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia, a on przecierał oczy ze zdziwienia, kiedy usłyszał, że przygodę z szyciem chcę zacząć od skór. Na samym początku dał mi ogromną płachtę sztucznej skóry i kazał ją obszywać dookoła. Ponad sześć godzin próbowałam wyczuć maszynę i jednocześnie nie zrobić sobie krzywdy.


Masz już wszystkie narzędzia potrzebne do wykonywania pracy kaletnika?

Po sprzedaży samochodu zabrakło mi pieniędzy na prasę (śmiech), dlatego większość wzorów jest wycinana ręcznie przy pomocy wykrojów. Chciałabym rozbudować swój warsztat i w niedalekiej przyszłości uzupełnić braki w sprzęcie. Stworzyć prawdziwą manufakturę, zatrudniać ludzi podzielających moją pasję. Nie chcę, żeby to była tylko malutka pracownia, w której spełniam swoje artystyczne zachcianki. To ma być normalna działalność przynosząca zyski, umożliwiająca wypłacanie ludziom godziwych pensji. Nie będę się spieszyć, myślę, że wszystko stanie się naturalnie i w swoim tempie. W miarę rozrastania się grona Klientów powoli rozbudowuję warsztat i park maszynowy. Korzystam też ze wsparcia zdolnej kaletniczki, Nataliji Marjańskiej, która wraz z mężem Piotrem prowadzi pracownię w Nowym Dworze Mazowieckim. Osobiście mam fioła na punkcie pracy z kobietami, więc bardzo chciałabym, żeby pracowały u mnie dziewczyny takie jak ja! Kiedy ruszałam z firmą, byłam podopieczną Biznesu w Kobiecych Rękach, konkretnie programu Sieci Przedsiębiorczych Kobiet. To dało mi kopa do działania i bardzo zmobilizowało! Warto korzystać z takich inicjatyw!

Kilka dni po wywiadzie dowiadujemy się, że Alicja jest nominowana do tytułu Bizneswoman Roku w konkursie organizowanym przez Fundację Sukces Pisany Szminką.

Czy zarzucono Ci kiedyś, że pracujesz z naturalną skórą?

Praca z naturalną skórą może budzić kontrowersje, ale ja mam inne zdanie. Wszystkich zwolenników ekologicznej skóry odsyłam do podręczników ekologii przemysłowej. Zwierzęta są zabijane, bo ludzie chcą jeść mięso. Skóra natomiast jest odpadem, który zostaje po zabiciu zwierzęcia. To naturalne następstwo. Oczywiście, mam świadomość tego, że skóra może być przetwarzana w mniej lub bardziej ekologiczny sposób, ale to i tak mniejsze zagrożenie dla środowiska niż sprowadzanie skór z plastiku. Ja wykorzystuję jedynie skóry naturalnie garbowane, pochodzące z polskich i europejskich garbarni, które są prawnie zobowiązane do zachowania standardów produkcji i utylizacji odpadów. Dzięki temu, że korzystam z lokalnych surowców, mam gwarancję, że droga tworzywa do mojego warsztatu jest krótka i nie wywiera negatywnego wpływu na środowisko. Każdy powinien się nad tym zastanowić, zanim zostanie się zwolennikiem tzw. skóry z ananasa. Torba wykonana z naturalnej skóry będzie służyła latami, a ta wykonana z plastiku trafi do kosza szybciej, niż myślimy, a jej degradacja nie będzie dla ekosystemu niczym dobrym.

Jakie plany na przyszłość ma Alicja Sajewicz?

Oczywiście dalsze rozwijanie marki Wenska i kolejnych produktów. Pracuję nad stworzeniem spójnego ekosystemu niewielu pięknych przedmiotów na lata, które staną się dla ich właścicieli tymi ulubionymi: od paska i portfela przez torebki po duże torby podróżne i sportowe. Na innym polu, razem z Olą Duszyńską z Fifio oraz Jackiem Durlikiem, stolarzem pracującym pod szyldem 60wood, zdecydowaliśmy się na stworzenie Kolektywu Rzeczy Prawdziwych – nieoficjalnego cechu współczesnych rzemieślników, którzy pracują z naturalnymi materiałami. Chcielibyśmy, aby w Warszawie pojawiło się miejsce, gdzie nasze rękodzielnicze wyroby byłyby dostępne dla każdego. Poza tym wierzymy, że wspólnie łatwiej zarazimy ludzi rzemieślniczym bakcylem.

Fotografie: Magda Woźnica, Alicja Sajewicz, Tomek Bogacki

Wywiad prowadziły: Małgorzata Herman i Karolina Malczewska
Autor: Małgorzata Herman
Redakcja: Karolina Malczewska


Wenska Leather Goods

ul. Marysińska 6, Warszawa
alicja@wenska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *