Nowe oblicze gorseciarstwa

Anię i Rafała pierwszy raz spotykamy w czasie Festiwalu Krawców i Skórników, zorganizowanego przez Muzeum Warszawskiej Pragi. Na prezentację gorsetów czekamy prawie godzinę, w palącym słońcu, na dziedzińcu muzeum. Kiedy Ania przekracza próg, wzrok wszystkich skupia się tylko na niej. Piękna, dystyngowana dama w gorsecie, ołówkowej spódnicy i oszałamiająco wysokich obcasach przyciąga uwagę każdej osoby na placu. Tak poznajemy ABSYNT – pracownię osób szyjących gorsety na zamówienie.

Na wizytę u Ani i Rafała udaje się nam umówić bardzo sprawnie. Ich otwartość jest urzekająca, więc niespełna kilka tygodni po spotkaniu na warszawskiej Pradze trafiamy do małego sklepiku na Chmielnej, w którym kiedyś mieściło się studio nagrań hip-hopowych. Wiemy już, że sam proces szycia odbywa się w ich mieszkaniu na Starym Mieście, ale wszystkie szczegóły dotyczące zamówień są ustalane właśnie w Śródmieściu, w czerwonym od sekretów alkierzu osłoniętym przed wzrokiem przechodniów.

Projekt Pracownie: Sklep na Chmielnej? To chyba nie jest najtańsza lokalizacja w Warszawie? Czyżby gorsety były aż tak dochodowym biznesem?

Rafał: To nie jest takie oczywiste. Musicie zwrócić uwagę, że nasz sklep nie mieści się na głównym deptaku, tylko w podwórku, a zaraz obok wejścia do nas mijaliście śmietnik. Jest wiele aspektów, które mają wpływ na ceny. Chmielna Chmielnej nierówna. Nasz sklep jest też, jak widzicie, dosyć niewielki.

Faktycznie. Sklep Ani i Rafała ma niezwykły, intymny klimat, a otaczające nas z każdej strony gorsety i akcesoria tylko podkreślają niesamowitą atmosferę.

Babcia jest mistrzem

PP: Aniu, zacznijmy może od podstaw – skąd pomysł, żeby zajmować się gorsetami? Czy to fascynacja epoką? Subkulturą?

Ania: Jedno i drugie. Poza tym, tak jak wspominałam w Muzeum Warszawskiej Pragi, moja babcia jest mistrzem krawiectwa, więc w naszym domu zawsze było pod dostatkiem starych magazynów modowych, w których kobiety wyglądały zupełnie inaczej niż współcześnie. Stamtąd czerpałam pierwsze inspiracje. Potem przyszła fascynacja historią. Od kiedy pamiętam, uwielbiałam filmy historyczne, a najbardziej skupiałam się na strojach. Mogę wymienić wszystkie suknie, w których Scarlett O’Hara występowała w „Przeminęło z wiatrem”! (śmiech) W kolejnych latach pojawiło się też zainteresowanie subkulturą i żywą historią. Ciągnęło mnie do gotów i należałam do bractwa rycerskiego.

PP: Możesz zdradzić nam nazwisko swojej babci? I czy zdarza Ci się pytać ją o radę?

A: Halina Kaczyńska. Tak, nadal wspólnie z babcią pracujemy nad projektami. Korzystam z jej wiedzy. Moja babcia jest mistrzem! Pod każdym względem. Taki ma tytuł na dyplomie – mistrz krawiectwa – i dla mnie jest nieocenioną skarbnicą wiedzy. Pomaga mi i ciągle mnie uczy. Oczywiście często się nie zgadzamy. Ja chcę często „za krótko, zbyt ciasno”, a babcia ma inną estetykę i oko do ubrań. Szycie z babcią to również lekcja kompromisów! Aktualnie kończymy projekt garsonki stylizowanej na jeden z modeli Diora. Czarny aksamit, atłas.

PP: Pamiętasz, kiedy uszyłaś swój pierwszy gorset?

A: Tak, miałam wtedy 17 lat! Jest okropny. Nie mogę na niego patrzeć. Nie wiadomo nawet, gdzie jest jego góra, a gdzie dół (śmiech).

PP: ABSYNT – z tego co wspominał Rafał – to dla Ciebie dodatkowe zajęcie. Czym zajmujecie się na co dzień?

A: Rafał jest na miejscu w sklepie, a ja – chociaż może to przerażające – jestem panią z banku. To bezpieczniejsze rozwiązanie, żeby jedna osoba miała dodatkowe źródło utrzymania. Znając realia, wiedząc, jakie są wydatki, dobrze mieć pewność, że pod koniec miesiąca na konto spłynie przelew. Szyję po godzinach, zdarza się, że w nocy.

PP: Twój partner zaczął zajmować się gorsetami ze względu na Ciebie?

A: Tak, dokładnie. Zaczął od oglądania mnie w gorsetach (śmiech). Teraz jest dla mnie dobrym rozmówcą, polemizujemy ze sobą i dyskutujemy. Uczy się szyć. Zaczął od skórzanych dodatków, ale coraz częściej siada do maszyny.

PP: Gorseciarstwo to chyba przede wszystkim budowa staników. Czy zdarza Ci się szyć także bieliznę?

A: Nie, choć podchodziłam do tego kilka razy. Umiem to zrobić, ale nie czuję się w tym dobrze.
Szyję tylko majtki dla członków swojej rodziny (śmiech).

PP: Co jeszcze macie w ofercie? Widzimy tiulowe spódnice i chokery…

A: Nie chokery! Dusiki! Zabawne jest, że nawet wiem, kto wymyślił tę nazwę! Kiedyś, jakieś 11 lat temu, pracowałyśmy z przyjaciółką w sklepie z gotyckim dodatkami. Wszyscy prosili o chokery i Ona bardzo się denerwowała, kiedy słyszała tę nazwę, więc wymyśliła polski odpowiednik – dusik. I tak weszło to do powszechnego użycia. Spódnice również szyję, ale dużo rzadziej.

Sto i jedna miara

PP: OK, wróćmy do gorsetów. Czy klienci, którzy do Ciebie trafiają, mają już jasno określone oczekiwania?

A: Spora część klientów dopiero szuka odpowiedniego stylu dla siebie, ale zdarzają się też osoby bardzo świadome swoich oczekiwań. Mają konkretną wizję siebie w gorsecie. Nie wiem, szczerze mówiąc, kiedy jest trudniej. Ludzie mogą mieć wyobrażenie i oczekiwania, które czasem trudno urzeczywistnić…

PP: Dobra. Jedna z nas odwiedza Cię i chce zamówić gorset. Opowiedz nam, z czego się składa i jakich wymiarów potrzebujesz.

A: Głównym elementem gorsetu są fiszbiny, które go usztywniają i zapewniają jego wytrzymałość. W swoich produktach używam fiszbin płaskich i spiralnych. Kolejny istotny detal to brykle, czyli zapięcia do gorsetu. Te elementy są dopasowane do wzrostu. Potrzebuję wielu miar: ile centymetrów klientka ma pod biustem, w talii, na wysokości kości biodrowej, w najszerszej linii bioder oraz, oczywiście, jaki jest obwód biustu. Dodatkowo – jaka jest wysokość od talii do miejsca pod biustem, od talii do kości biodrowych oraz od talii do najszerszego miejsca w biodrach. Przy pełnym gorsecie (gorsety na piersi – przyp. red.) mierzymy również biust – obwód pod nim oraz od miejsca pod biustem do sutków i od środka biustu do najwyższego miejsca w obojczyku.

PP: Mówiłaś, że brykle występują w wymiarach co pół cala. Czy zdarzają się nietypowe zamówienia? Gdzie trzeba zamawiać komponenty specjalnie pod dany gorset?

A: Kiedyś trafiło się zamówienie dla dziewczyny, która miała 142 centymetry wzrostu, i dla niej zamawiałam wyjątkowo krótką bryklę. Komponenty kupuję głównie w Wielkiej Brytanii. Także przy męskich gorsetach często potrzebuję specjalnych brykli na zamówienie. Oczywiście można również kupić składowe gorsetu na przykład w Chinach, ale trzeba dobrze znać produkt i zwracać uwagę na jego jakość. Każdy element gorsetu można przygotować na specjalne zamówienie i dopasowywać do oczekiwań.

PP: Czy od momentu pobrania miar umawiasz się jeszcze z klientami na przymiarki? Już w trakcie szycia?

A: Raczej nie praktykujemy wielokrotnych przymiarek, tylko pierwsza miara i odbiór. Chyba że osoba ma niestandardowe wymiary – duży biust, nietypową figurę, mocne wcięcie w talii. Jeśli chodzi o dodatkowe poprawki, bywa, że ktoś bardzo chudnie, i w takich przypadkach gorset nadaje się do uratowania. Znacznie trudniej jest z osobami, które przybierają znacznie na wadze. Czasem udaje się to naprawić drugim wiązaniem. Zdarza się, że piersi są nieregularne, a miarę bierzemy przecież w bieliźnie i trudno jest zauważyć dysproporcję biustu. Dlatego przy pomiarach trzeba powiedzieć o każdym niestandardowym aspekcie swojej budowy.

PP: Z jakich materiałów najczęściej szyjesz gorsety?

A: Jestem wielką miłośniczką bawełny, bo to naturalny i wdzięczny materiał. Prawdę mówiąc… ograniczenia właściwie nie istnieją. Jeśli tkanina ma odpowiednią gramaturę i strukturę, jeśli można z nią swobodnie pracować, to chętnie podejmę każde wyzwanie.

Ania pokazuje nam różne materiały dostępne w sklepie. Widzimy nie tylko bawełniane, modelujące gorsety i zadziorne skórzane stylizacje, ale także tkaniny z bohaterami kreskówek – na przykład Simpsonami. Oglądamy zdjęcia gorsetów ze Spider Manem albo Hello Kitty. To zaskakujący widok i szybko zmienia nasze dotychczasowe podejście do tego elementu garderoby.

PP: Jaką część Twojej pracy stanowi ręczne wykańczanie materiałów, a jaką – szycie na maszynie?

A: Wszystkie zdobienia naszywam ręcznie. Sam gorset to w 100% praca na maszynie.

PP: Na jakich maszynach pracujecie?

A: Kochamy niemiecką markę Phaff. Oboje z Rafałem pracujemy na bardzo starych modelach – mój jest z lat 70., jego o dziesięć lat młodszy. Tak naprawdę im starsza maszyna, tym lepiej. W nowych często podzespoły są z plastiku, dlatego te maszyny bywają bardzo zawodne. Ja od lat choruję na maszynę mojej babci – podobno mam ją odziedziczyć (śmiech). Babcia pracuje na Łuczniku, pierwszym modelu z silnikiem elektrycznym. Maszyna ma około 60 lat. Jeśli rozejrzycie się po sklepie, zobaczycie jeszcze dwa cudeńka. Maszynę Singer, którą obsługiwało się pedałem, oraz malutką maszynę korbkową.

PP: Maszyna korbkowa?

A: Tak, takie maszyny miały dwa zastosowania. Często zabierały je ze sobą w podróż kobiety, które mogły w razie potrzeby naprawić element garderoby, ale – co ciekawsze – takie maszyny należały do obowiązkowego wyposażenia garnizonu.

Atrybut kobiecości

PP: Jaka jest właściwie Wasza grupa docelowa? Gotki? Kobiety szukające ekstrawaganckiej bielizny? Gorsetu na ślub?

A: Kiedy ruszaliśmy z gorsetami, sama myślałam, że grupa docelowa jest bardzo wąska. Byłam pewna, że po nasze produkty będą sięgały zwłaszcza gotki, dziewczyny słuchające metalu, może kobiety w klimatach fetyszowych. Szybko okazało się, że byłam w błędzie. Mamy niesamowicie szerokie grono odbiorców – to zarówno dziewczyny, które marzą o wąskiej talii i chętnie ukrywają gorset pod codzienną garderobą, to panny młode oraz druhny, które chcą wyglądać lepiej niż panny młode (śmiech), jak również kobiety noszące na co dzień gorset do spodni lub spódnic podczas spotkań biznesowych. Mamy też panów, którzy chcą wyszczuplić brzuszek, oraz takich w trakcie zmiany płci, dla których gorset stanowi możliwość zarysowania figury. Bywa, że to ukryty pod swetrem pierwszy atrybut kobiecości. Poza tym wśród mężczyzn klienci znacznie częściej wybierają damską linię niż standardowy gorset męski pełniący chociażby funkcję kamizelki.

PP: Jakim procentem Waszych klientów są teatry? Grupy rekonstrukcyjne?

A: W Polsce raczej odtwarza się wcześniejsze wieki, ale powoli pojawiają się zamówienia od osób odtwarzających okresy historyczne, w trakcie których gorsety były w codziennym użyciu. Teatry rzeczywiście coraz częściej są jedną z naszych grup docelowych. Trzeba dodać, że aktorki bywają dosyć kapryśne, chcą dobrze wyglądać, zwłaszcza w porównaniu do koleżanek stojących obok na scenie. To wymagające zlecenia, ale oczywiście satysfakcja jest ogromna, kiedy widzisz swój gorset na deskach. To wspaniałe uczucie.

PP: Gdzie można zobaczyć Wasze produkty?

A: Gorsety, które uszyłam, zagrały między innymi w filmie „Hiszpanka”. Sylwia Gliwa występuje w moim gorsecie w „Kontrabandzie” wystawianej w Teatrze Komedia. W tym sezonie można również zobaczyć w Teatrze Polonia, jak po scenie „biegają” dwa uszyte przeze mnie pasy do pończoch.

PP: Wspominałaś o tym, że współcześnie kobiety traktują gorset jako element biznesowej garderoby. Czy mogłabyś powiedzieć, jak podczas wieków zmieniało się postrzeganie gorsetów oraz ich użycie w codziennej stylizacji? Kiedy gorsety stały się elementem garderoby noszonym na wierzchu?

A: Początek gorsetów to czasy elżbietańskie. Wówczas gorset w kształcie stożka jest po prostu elementem sukni. Ma na celu uwydatnienie biustu i tworzy coś w rodzaju jednopiersi – wybaczcie słowotwórstwo (śmiech). Chodziło o mocno ściśnięty dekolt oraz sylwetkę w kształcie stożka. Z upływem czasu gorset zaczyna odgrywać rolę oddzielnego elementu stroju ukrytego pod suknią. Początkowo jest szyty z prostych tkanin, a z czasem jego forma staje się dużo bogatsza. Dokładniej rzecz ujmując, w grę zaczynają wchodzić jedwabie i żakardy. Choć mówimy oczywiście o gorsetach dla kobiet ze stanów wyższych – tych kobiet, które było stać na takie tkaniny. Co ciekawe, gorsety szyte z materiałów takich jak żakardy i jedwabie były niesamowicie efektowne, ale… jedynie od zewnętrznej strony. To, co działo się wewnątrz gorsetu, wyglądało dramatycznie nieatrakcyjnie. Aż trudno uwierzyć, że za obie strony mógł być odpowiedzialny ten sam krawiec. Styl empire sprawił natomiast, że gorsety mocno się skróciły i w zasadzie zostały staniczkami. Wciąż miały fiszbiny, coś w rodzaju miseczek, ale nie wpływały na wygląd talii. XIX wiek przyniósł modę na figurę klepsydry – więcej uwagi poświęcano talii i jej wyglądowi, ale wciąż na poziomie bielizny. Gorsety miały wiele zdobień takich jak hafty, koronki czy sam element dekoracyjny, którym była tkanina, ale cały czas miejsce gorsetu znajdowało się pod suknią. Kiedy zaczęły być powszechnie noszone na wierzchu? Myślę, że w latach 90. ubiegłego wieku, ale nie umiem określić dokładnego punktu w historii. A dlaczego zaczęły być eksponowane? Może po prostu kiedy gorsety znów wróciły do łask i znalazłyśmy je na zdjęciach z dawnych epok, zobaczyłyśmy, że są to małe dzieła sztuki i warto się nimi chwalić oraz nosić jak fajny ciuch.

PP: Czy to nadal ekstrawagancki element stroju?

A: Bardzo. Widzę nawet po sobie. Kiedy przyszłam do pracy w gorsecie, od razu pojawiły się pytania, czy jest mi wygodnie, czy mogę oddychać. Gdy idziesz ulicą, ludzie komentują to, że jesteś związana gorsetem, zastanawiają się, czy zaraz zemdlejesz. Funkcjonuje masa mitów na temat gorsetów – omdlenia, połamane żebra, ogromny dyskomfort. A szczerze? Dużo niewygodniejsze są szpilki. Gdyby ktoś kazał mi przejść 5 kilometrów w szpilkach albo w gorsecie, dopłaciłabym, żeby dał mi gorset! Zresztą mogłybyśmy zrobić nawet mały eksperyment, ubierzemy jedną z Was gorset i zachęcam do wyjścia na Chmielną. Zobaczycie, jakie to wzbudzi zainteresowanie.

Jedna z nas faktycznie decyduje się na założenie gorsetu z pomocą Ani. Jesteśmy zapewniane, że samodzielnie ubranie gorsetu przebiega szybko i prosto, ale kiedy Ania zaczyna bujać Gosię, ściskając jej talię coraz mocniej, wcale nie wydaje się to takie łatwe. Początkowe uczucie duszności szybko znika. Gorset mocno odciąża kręgosłup i wywołuje zmianę postawy. Ubrana w elegancki gorset Gosia odruchowo prostuje się i poprawia.

PP (Gosia): Wow! Myślałam, że nie będę mogła oddychać, ale czuję się całkiem swobodnie. Wcale nie mam wrażenia, że gorset jest zawiązany zbyt mocno, chociaż mój wygląd faktycznie się zmienił.

A: Z gorsetem jest jak z elegancką sukienką albo butami na wysokim obcasie. Automatycznie zmienia się Twój wizerunek. Zaczynasz być bardziej kobieca i zmysłowa.

Ania pokazuje nam, ile trwa założenie gorsetu w jej przypadku. Sama wykonuje tę czynność w kilka minut. Jesteśmy pod wrażeniem.

PP (Gosia): Czuję, że mam również mocno odciążony kręgosłup.

A: Tak, ale to niestety złudne wrażenie. W ciągu dnia gorset bardzo pomaga kobietom, zwłaszcza takim, które mają problem z zachowaniem prostej postawy lub mają spory biust. Wieczorem niestety plecy mogą boleć, bo po zdjęciu gorsetu są nagle standardowo obciążone, chociaż wcześniej „odpoczywały” cały dzień. Jest to związane z tym, że gorset w trakcie dnia przejmował w dużej mierze zadania przypisane mięśniom kręgosłupa. To ważne, by pamiętać o ćwiczeniach tych mięśni.

PP: W czasie wystąpienia w MWP padło pytanie, czy talię można zmienić, regularnie nosząc gorsety.

A: Tak, to oczywiście możliwe, ale jest potrzebna ogromna systematyczność i regularność. Musisz poprzesuwać sobie organy wewnętrzne, tłuszczyk. Jest to możliwe. Natomiast jeśli zrezygnujesz z gorsetów, Twoje ciało wróci do swojego poprzedniego stanu.

PP: A jak reagujesz na zamówienia od kobiet, które chcą zniekształcić swoją sylwetkę? Sporo mówi się o nienaturalnie wąskich taliach.

A: Ja wykonam taki gorset. Wychodzę z założenia, że szyję dla osób dojrzałych i świadomych swojego ciała. Oczywiście mogę zwrócić na to uwagę, ale wiecie, jak jest – jeśli ktoś chce połamać nogi, to skoczy z wysokiego dachu. Rzecz jasna to żart, a fakt jest taki, że we wszystkim powinniśmy zachować umiar dla własnego zdrowia.

Zeszyt z projektami

Ania opowiada nam o swoim zeszycie pełnym projektów, które chciałaby uszyć, i o wielkim pudle materiałów, które nagminnie kupuje.

PP: Czy przychodzą do Ciebie dziewczyny i chcą uczyć się od Ciebie szycia gorsetów?

A: Szczerze? Raz w miesiącu! Nie jestem po wielkich szkołach, nie mam skończonych kursów poza tymi pod okiem babci. Nie chciałabym brać pieniędzy za uczenie kogoś umiejętności, które sama ciągle doskonalę. Wiem, jak konstruować odzież, wiem, jak trzymać igłę w ręku. Nauczyły mnie tego mama i babcia. Nie mam jednak dyplomów. Poza tym nie umiem chyba odpowiednio przekazywać swojej wiedzy, bo chciałabym powiedzieć wszystko naraz. W swoim życiu pracowałam jako sekretarka w technikum odzieżowym. Dziewczyny bardzo narzekały, że uczono je tylko, jak szyć prosto. Wiecie – jak w „Cześć, Tereska”. To nie była nauka szycia przydatnego, żeby inaczej wyglądać. W szkole nie pokazuje się, że szycie to pasja i że jego efekty mogą realnie zmieniać sylwetkę albo wizerunek. Tam z gorseciarstwa uczono dziewczyny jednego stanika, na dodatek projektu z lat 80. Nikt nie mówi, co dzieje się z kobietą, kiedy zakłada dobrze skrojoną bieliznę czy gorset. Nie uczy się satysfakcji z odbioru tego, co uszyją.

W swoim życiu pracowałam jako sekretarka w technikum odzieżowym. Dziewczyny bardzo narzekały, że uczono je tylko, jak szyć prosto. Wiecie – jak w „Cześć, Tereska”. To nie była nauka szycia przydatnego, żeby inaczej wyglądać. W szkole nie pokazuje się, że szycie to pasja i że jego efekty mogą realnie zmieniać sylwetkę albo wizerunek. Tam z gorseciarstwa uczono dziewczyny jednego stanika, na dodatek projektu z lat 80. Nikt nie mówi, co dzieje się z kobietą, kiedy zakłada dobrze skrojoną bieliznę czy gorset. Nie uczy się satysfakcji z odbioru tego, co uszyją.

PP: Znasz dużo innych gorseciarek?

A: Kojarzę je z forów internetowych, ale nie znamy się osobiście. Dzielimy się swoimi doświadczeniami. Nie postrzegamy siebie nawzajem jako konkurencji. Jest bardzo sympatycznie i to działa mobilizująco.

PP: A zrzeszenia rzemieślników? Należycie do cechu? Myślicie o starych tradycjach rzemieślniczych?

A: Nie myśleliśmy o tym, prawdę mówiąc. Bardziej kręcimy się w towarzystwie teatralnym, artystycznym. Nie przyszło nam to do głowy, ale jest to fajny pomysł. Na pewno taka organizacja, wspólne działanie byłoby super.

PP: Niedługo będą robić Mapę Rzemieślników Śródmieścia.

A: O, serio? Super! Olbrzymią przyjemnością byłoby znalezienie się na takiej liście.

PP: Czy chcielibyście coś zmienić? Czujecie, że jesteście w miejscu docelowym? Plany? Marzenia?

A: Ja najbardziej chciałabym mieć pracownię i móc się w niej zamknąć na cały dzień. Czy to rozwój? Nie wiem. Chyba zamykanie się przed światem trudno nazwać rozwojem (śmiech). A tak serio – punkt, w którym jesteśmy w tej chwili, daje nam ogromną satysfakcję i na ten moment absolutnie wystarcza nam to, co mamy. Cieszymy się z tego, jak możemy realizować swoją pasję.

Fotografie w tekście: Radek Zawadzki
Zdjęcia Ani w czasie Festiwalu Krawców i Skórników w MWP – Robert Kostrzewa, dziękujemy!

Wywiad prowadziły: Małgorzata Herman i Karolina Malczewska
Autor: Małgorzata Herman
Redakcja: Karolina Malczewska


Gorsety ABSYNT
Anna i Rafał Mieszkowscy
ul. Chmielna 2
tel. 503 929 473
absyntsklep@wp.pl