Rękodzieło inspirowane dziećmi

Pluszaki produkowane przez Paulinę Kupisz wpadają nam w oko w czasie targów Przerób-My przy ul. Mińskiej, które miały miejsce w październiku. W czasie wydarzenia organizowanego przez Pimp It spotykamy wielu rzemieślników, ale niepowtarzalna serdeczność Pauliny zatrzymuje nas przy jej stoisku na dłużej. Jeden z fotografów Projektu Pracownie absolutnie szaleje na punkcie uszytych ręcznie króliczków i owieczek. Postanawiamy odwiedzić właścicielkę Fairymum w jej warsztacie. Kilka tygodni później włączamy dyktafon w pracowni w Alejach Ujazdowskich.

Paulina nieustannie powtarza, że najważniejszą rolę w rękodzielniczym biznesie odegrało troje jej dzieci. To one stały się pomysłodawcami marki, brały udział w projektowaniu pierwszych maskotek i zanosiły prototypy do przedszkola i szkół. Artystka śmieje się, że Szymon, Paweł i Dominika to prawdziwi dyrektorzy do spraw sprzedaży i kreacji, wspierający rozwój produktów mamy.

Projekt Pracownie: Szyjesz od zawsze?

Paulina Kupisz: Od zawsze (śmiech). Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy nauczyłam się używać szydełka. To było dla mnie bardzo instynktowne.


Dlaczego pluszaki, a nie na przykład akcesoria i ubranka dla dzieci?

Czasem myślę, że rzeczywiście pod względem biznesowym bezpieczniej było zacząć od bardziej użytecznych przedmiotów niż maskotki, ale Fairymum stworzyły tak naprawdę moje dzieci. To dla nich, kiedy zostawiłam pracę na uczelni, uszyłam pierwsze pluszaki. To one powiedziały, że ich koledzy też chcą mieć takie zabawki. Pytały o to, czy mogę uszyć ich więcej, czy można je kupić. Przekazywały pytania od rodziców swoich rówieśników o wizytówki, stronę internetową… Stąd właśnie pluszaki. Od nich wszystko się zaczęło. Myślę, że gdyby moje dzieci nie utwierdzały mnie w przekonaniu, że mam fajne pomysły, nie założyłabym działalności. Dorośli łatwo negują każdą koncepcję i potrafią sobie (i innym!) wytłumaczyć, że lepiej nie ryzykować. Lubimy mówić „to ci nie wyjdzie”, a czasem trzeba ugryźć się w język, zapomnieć o blokadach i działać.

Zanim zaczęłaś szyć maskotki, zrobiłaś doktorat na anglistyce i pracowałaś na uczelni.

Tak. Moja rezygnacja z pracy akademickiej była związana z problemami zdrowotnymi syna. Ktoś musiał zostać w domu i zdecydowałam, że będę to ja. Pod względem zawodowym uważałam to za porażkę. Decyzja o porzuceniu kariery naukowej była szokująca dla całego mojego otoczenia. Do dzisiaj niektóre osoby pytają mnie, kiedy wrócę na uczelnię i zajmę się w końcu normalną pracą. Bardzo mnie to denerwuje. Przecież mam pracę!

W czasie tych 7 lat, kiedy nie realizowałam uczelnianych aspiracji, zajmowałam się domem i podejmowałam się wielu zajęć. Niestety większość z nich zakończyła się porażką. To bardzo trudne doświadczenie, ale jednocześnie dzięki niemu jestem teraz bardziej świadoma i wierzę w sukces Fairymum. Już wiem, co jest ważne w prowadzeniu biznesu, by był rentowny.

W branży rękodzielniczej łatwo popaść w pułapkę i zapomnieć o tym, że działalność musi przynosić pieniądze. Stajesz się wówczas pasjonatem, a nie przedsiębiorcą. Kiedy zaczynasz pracować na własny rachunek, wszystko musi się finansowo spinać. Dowiadujesz się wielu rzeczy, które nie są związane z rzemiosłem. Oczywiście to przeszkadza w tworzeniu, myśleniu kreatywnym, ale im szybciej sobie uzmysłowimy, na czym polega prowadzenie firmy, tym lepiej.

Surówka bawełniana

Podkreślasz, że Twój biznes powstał dzięki dzieciom. Jak w tej chwili łączysz rolę mamy z prowadzeniem własnej firmy? Wspominałaś w innym wywiadzie, że chciałaś, aby założona działalność naturalnie łączyła się z Twoim życiem prywatnym. Jak jest zorganizowany Twój dzień?

We własnej działalności bardzo trudno jest postawić granicę między pracą a życiem prywatnym. Z gromadką dzieci życie jest absolutnie nieprzewidywalne. Trudno założyć sobie plan dnia i zawsze go realizować. Jak widzicie, moja pracownia mieści się piętro nad mieszkaniem (Paulina wynajmuje niewielki lokal od spółdzielni, w byłym pomieszczeniu Rady Nadzorczej – przyp. red.). Bardzo się cieszę, że tak jest! Posiadanie własnej przestrzeni roboczej ułatwia wypracowanie pewnych nawyków. Uczy tego, że nawet jeśli w zlewie są naczynia, to teraz wychodzisz do pracy. Kiedy moje dzieci idą do szkoły, a mąż do biura – mam czas na projektowanie i szycie nowych maskotek.

Gdy mam gorszy dzień, nie siadam do maszyny. Nie chcę przenosić złych emocji na zabawki, które produkuję. Zajmuję się wtedy fakturami, remanentami, obsługuję kasę fiskalną. Niestety to też część prowadzenia własnego biznesu, także rękodzielniczego. Wierzę w to, że w pracy twórczej przekazujemy emocje. Mimo wszystko trzeba się nauczyć działać bez względu na otoczenie i odpowiednio planować pracę. Znajdować czas na wszystko. Musisz mieć świadomość swoich zobowiązań.

Wszystkim wydaje się, że prowadzenie firmy, zwłaszcza takiej, w której sprzedajesz produkty wykonane ręcznie, i robisz coś, co lubisz, to jest to lekkie i przyjemne zajęcie. Oczywiście uwielbiam swoją pracę i cieszę się, że mogę działać w taki sposób, ale prawda jest taka, że głową ciągle jestem w Fairymum. Mój mąż wraca z korporacji, zdejmuje garnitur i jest wolny. Mam ogromne szczęście, że często w procesie twórczym biorą udział moje dzieci – dzięki specyfice firmy mogę sobie na to pozwolić. Kiedy pracowałam na uczelni, to było niemożliwe. Musiałam mieć czas na przeczytanie materiałów, sprawdzenie wszystkiego, opracowanie. Teraz mam większą elastyczność, ale jednocześnie organizacja pracy jest zdecydowanie trudniejsza.


Ile czasu zajmuje Ci uszycie jednego pluszaka?

Samo szycie nie zajmuje wiele czasu – to około czterech godzin pracy. Znacznie dłużej pracuję koncepcyjnie, czyli nadaję maskotce odpowiedni charakter i wygląd. Każda przytulanka jest niepowtarzalna – staram się je personalizować, szyję dla nich nowe ubranka, bawię się kolorami. Czasem stworzenie w głowie projektu maskotki na podstawie złożonego zamówienia zajmuje mi kilka dni. Ostatnio zlecono mi wykonanie maskotki nawiązującej stylem do postaci z bajki. Niełatwo jest sprostać takim oczekiwaniom (śmiech).

Z czego są wykonane Twoje maskotki?

Korpus, łapki i uszy wykonuje się z tzw. surówki bawełnianej. To mało atrakcyjne określenie, ale najprościej mówiąc, to niebielone płótno bawełniane. Nie jest to jednak typowe płótno, bo jak widzicie, materiał jest dosyć miękki. Zanim rozpocznę pracę, piorę tkaninę, aby pozbawić ją octowego zapachu produkcyjnego. Potem wykonuję wykroje. Surowa bawełna bardzo się gniecie, więc najpierw ją prasuję albo oddaję do magla. Wykrój korpusu każdej zabawki składa się z dwóch części, które zszywam i wypycham. Podobnie jest z łapkami.

Pluszaki wypełniam antyalergicznym materiałem, dokładnie takim samym, jaki jest w poduszkach. Najbardziej mi zależało, żeby moje pluszaki można było prać. To produkty przeznaczone głównie dla dzieci, więc mogą je spotykać bardzo różne przygody (śmiech). Kiedy wybierałam materiały, chciałam, żeby były dobre dla wszystkich maluchów. Mój syn jest alergikiem, więc zwracałam na to szczególną uwagę. Wszystkie składowe pluszaka przyszywam bardzo mocną dratwą na guziki. Przy małych dzieciach proponuję unikanie małych elementów i wolę po prostu przyszyć poszczególne części mocnym szwem. Nowa seria miśków powstaje z tkaniny minky.

Nowa Fala Rzemiosła i plany na 2018 r.

Promujesz swoje maskotki głównie na targach?

Planuję udział w kilku imprezach targowych, ale już pierwsze doświadczenia pokazują mi, że do sezonu świątecznego powinnam się przygotowywać od Wielkanocy (śmiech). Ruszając z Fairymum, nie sądziłam, że rynek aż tak się zmienił. Pamiętam, jak jeszcze 10 lat temu sprzedawałam na Allegro swoje decoupage’owe naszyjniki, i to było takie proste! Świat handlu w internecie uległ ogromnej zmianie, której na początku w ogóle nie byłam świadoma. Wszystko wymaga promocji, odpowiedniego marketingu. Dla laika to nie lada wyzwanie. Dopiero uczę się tych wszystkich mechanizmów. Na razie postawiłam na Facebook. Zastanowię się też nad innymi formami sprzedaży. Może wrócę do platform sprzedażowych takich jak np.: DaWanda… Apetyty rośnie w miarę jedzenia. Na początku myślałam, że wszystko będzie szło powoli i swoim tempem. Staram się tego trzymać, ale jednocześnie mam coraz więcej pomysłów i chciałabym wszystko przyspieszyć. Teraz wszystko przerzucam na styczeń (śmiech). Wrócę do dalszego planowania po sezonie.

Dzięki uczestnictwu w wydarzeniach targowych zauważyłam, że moje pluszaki to produkt nie tylko dla dzieci. Dużym zainteresowaniem cieszą się także wśród dorosłych. Myślę, że to dzięki wracającemu zainteresowaniu rzemiosłem. Ludzie traktują te maskotki jako fajny element wystroju, nie tylko zabawkę dla maluchów.


Właśnie – Nowa Fala Rzemieślnictwa. Dużo ostatnio mówi się o tym zjawisku…

Bardzo się z tego cieszę i nie tylko biznesowo, ale przede wszystkim ideologicznie. Nowa Fala Rzemiosła jest niesamowitym zjawiskiem. Im więcej osób się w nie angażuje, tym większe szanse, że będzie się ono rozwijać. Chciałabym, żeby ludzie zamiast ze sobą konkurować, wzajemnie się wspierali. Każdy z rękodzielników dodaje różnorodności w tym środowisku i może stymulować innych do rozwoju. Robimy swoje produkty dobrze, kierujemy się podobnymi wartościami. Nie ma sensu promować siebie poprzez umniejszanie innej działalności o podobnym profilu. Nie każdemu spodobają się moje zabawki, nie każdy będzie moim klientem, ale to normalne.

Końcówka roku to targi i produkcja pluszaków na prezenty gwiazdkowe. A co w takim razie przyniesie rok 2018?

Chciałabym zorganizować warsztaty z szycia dla najmłodszych. Mam nadzieję, że uda się je zrealizować na terenie Osiedla Jazdów, bo to niesamowite miejsce. Zastanawiałam się też nad zajęciami dla dorosłych. Też mam już kilka lokalizacji na oku. Może rozważę też nawiązanie współpracy z osobą, która pomogłaby mi w najgorętszych okresach przygotowywać korpusy maskotek. Nie wyobrażam sobie, że wykończenie pluszaków mogłabym oddać komuś innemu. Najbardziej lubię właśnie tę część. Haft, dobieranie stroju… W każdą zabawkę wkładam całe swoje serce i mam nadzieję, że osoby, które je dostają, to czują. Niemniej jednak wiem, że dobrze byłoby mieć zaufanego pomocnika. Planuję także rozszerzyć ofertę o akcesoria dla dzieci i dorosłych. Kto wie, może zacznę też myśleć nad ubraniami dla najmłodszych.

Fotografie: Karolina Lewandowska – Ruda z Aparatem

Autor i prowadząca wywiad: Małgorzata Herman
Redakcja: Aleksandra Berka


Fairymum (DPS Art Studio Sp. z o.o.)

Al. Ujazdowskie 8, 00-478 Warszawa
fairymum@fairymum.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *