Szkutnia nad Wisłą – otwarty warsztat stolarski

Wszystko zaczęło się od kupna 60-letniej łódki. Przemek Sobotowski i Paweł Miasojedow wspólnie pracowali przy jej renowacji i w pewnym momencie doszli do wniosku, że zajmowanie się drewnem daje im ogromną satysfakcję. Postanowili więc stworzyć otwartą pracownię stolarską – przestrzeń, w której każdy będzie mógł pomajsterkować i nauczyć się obróbki drewna.

Miasto Szkutnia wyróżnia się na tle stolarni w Warszawie nietypową ofertą. Dzięki działalności pracowni osoby, które pasjonuje rękodzieło, mają możliwość zbudowania samodzielnie kajaka czy zaprojektowania i wykonania longboardu. Z wiadomości, którą otrzymaliśmy od jej założycieli, dowiadujemy się, że to miejsce powstało z zamiłowania do wody i pracy w drewnie. Tak trafiamy do Przemka. Zastajemy go w pracowni, w trakcie wykańczania skrzyni na zabawki dla syna.

Projekt Pracownie: Zaczęło się od remontowania starej łódki. Nie bałeś się, że nie poradzisz sobie z jej naprawą?

Przemek Sobotowski: Oczywiście, że się bałem. Nie miałem pojęcia o tym, jak się za to zabrać i z jakimi wyzwaniami przyjdzie mi się zmierzyć. To było wspaniałe uczucie. Po wyremontowaniu łodzi wpadliśmy z Pawłem na pomysł zbudowania kajaka i próbowaliśmy tego dokonać w moim garażu (śmiech). Szybko zauważyliśmy, że to niemożliwe, i pojawił się pomysł, by stworzyć własny warsztat. Od początku wiedzieliśmy, że Miasto Szkutnia będzie otwartą pracownią. Miejscem, w którym spróbujemy zarazić ludzi pasją do wspólnego majsterkowania.

Jak trafiliście na Wybrzeże Gdyńskie? Warsztat znajduje się na terenie Klubu Sportowego Spójnia. To przypadek?

Mieszkam niedaleko. Któregoś dnia po prostu tu przyszedłem i okazało się, że mają lokal do wynajęcia. Uważam, że to miejsce ma fajny potencjał wodny. Latem wszystko tu żyje. Nasze zajęcia odbywają się często na zewnątrz, bo jest do tego odpowiednia przestrzeń. Działa „Plaża Żoliborz”. Tu możemy pohałasować i pokurzyć. Poza tym lokalizacja jest świetna pod względem komunikacyjnym. Każdy może przyjechać po pracy, bez konieczności stania w korkach.

Dosyć oryginalny pomysł – nie meble, tylko kajaki, longboard…

Wszystko zaczęło się od tej łodzi. Kiedy wyjechałem do Szwecji, nawet nie wiedziałem, jak odpowiednio ją zacumować. Miejscowy żeglarz tłumaczył mi to blisko trzy godziny (śmiech). Pływanie między wyspami na Archipelagu Sztokholmskim to cudowne doświadczenie. Po czterdziestce całkiem mnie trafiło. Zostawiłem ukochany motocykl i poświęciłem się remontowaniu mahoniowej łódki. Poza miłością do wody pojawiła się fascynacja drewnem. Chciałem robić kajaki, deski surfingowe… Moi współpracownicy i przyjaciele to zaprawieni żeglarze i znane osoby w środowisku wodnym. Zarówno Tomek Skórniewski, jak i Piotr Czarniecki od początku wspierali nas merytorycznie. Doskonałymi nauczycielami okazały się także YouTube i fora dyskusyjne (śmiech).

Z czasem postanowiliśmy ruszyć z warsztatami i zachęcić ludzi do odwiedzania naszej pracowni. Od początku zależało nam, żeby zajęcia były atrakcyjne nie tylko dla dorosłych, ale także dla dzieci i młodzieży. Ruszyliśmy z longboardami, budujemy też karmniki, sanki, skimboardy czy skrzynie na zabawki.

Czy działalność taka jak Wasza opłaca się w Polsce?

Mam świadomość, że to, co robimy, jest bardzo niszowe. W Szwecji i Norwegii moglibyśmy z tego spokojnie żyć, w Polsce musieliśmy rozszerzyć działalność, żeby utrzymać warsztat. Sam nie nazwałbym się jeszcze rzemieślnikiem, bardziej majsterkowiczem, ale odnoszę wrażenie, że rzemiosło nie jest w Polsce odpowiednio doceniane. W Sztokholmie działają szkoły szkutnicze, a umiejętność samodzielnego zbudowania łodzi jest dla nich elementem dziedzictwa kulturowego. W Polsce ten rynek również się rozwija, bardzo w niego wierzymy, ale mamy też świadomość, że musimy oferować więcej. Przede wszystkim nie jesteśmy firmą produkcyjną, nie takie było nasze założenie. Bardziej zależy nam na tworzeniu miejsca, w którym można działać kreatywnie. Osoby, które przychodzą na nasze warsztaty, to bardzo interesujący ludzie. Łakną wiedzy, chcą aktywnie spędzać czas.

Zbuduj kajak… w Warszawie

Mamy tu kilka kajaków, z czego są wykonane i w jaki sposób?

W tej chwili w warsztacie są dwa kajaki. Jeden z nich to kajak turystyczny, bardzo lekki. Lubię z niego korzystać. Idealnie nadaje się do pływania w rzekach i jeziorach. Został wykonany w technologii „skin on frame”. Oznacza to, że na początku budujemy prosty szkielet z wręgów sklejki wyciętych wcześniej na maszynie CNC i listew sosnowych. Poszczególne części są ze sobą połączone woskowaną nicią za pomocą odpowiednich węzłów. Materiał, którym jest pokryty kajak, to nylon batalistyczny, bardzo trwały i zyskujący po impregnacji wodoodporność. Co więcej, zdecydowaliśmy się przyozdobić łódź rzemieniami.

Obok możecie zobaczyć kajak morski, z którego jestem niesamowicie dumny. To był pierwszy i najtrudniejszych projektów, na którego realizację się zdecydowałem. Jest to kajak wykonany w technice szycia i klejenia. Każda z części kajaku jest ze sobą zszyta drutem miedzianym. Wykorzystaliśmy do niego cienką sklejkę okoume, ponieważ zapewnia ona dobrą relację wagi do wytrzymałości. To drewno powszechnie stosowane w szkutnictwie. Poszczególne łączenia elementów wypełniliśmy bardzo trwałą fugą (tzw. fillet), która jest połączeniem żywicy epoksydowej i pyłu drzewnego. Następnie całość kajaka pokryliśmy włóknem szklanym i żywicą. Wszystkie prace wykonaliśmy zarówno na zewnętrznej, jak i na wewnętrznej części, co dodatkowo wpłynęło na jego wytrzymałość.

Projekty kajaków w technologii „skin on frame”, które wykonujemy, są autorstwa Marcina Bobera z Fundacji Bobrowe Żeremia (przyp. red. – fundacja stworzyła Makerspace na Śląsku, gdzie każdy może spróbować swoich sił w szkutnictwie, stolarstwie, ale także przy renowacji mebli i naprawie rowerów). Poza tym zawsze chcieliśmy robić tutaj polskie projekty, nie sięgać tylko po zagraniczne wzorce.

Widzimy też drewnianą deskę surfingową…

Tak! To mój ulubiony projekt i właśnie nad nim pracuję. Deska jest wykonana z trzech rodzajów drewna – paulowni, cedru i mahoniu. Jak widzicie, ma obłe kształty. Osiągnięcie takiego efektu jest możliwe, gdy wytniemy małe listewki, mniej więcej 6×8 mm, wyfrezujemy je, a następnie zaczniemy do siebie kleić i później heblować. Każda przyklejona listwa schnie ok. 3 godzin. Każda strona to ok. 15 sztuk, więc to dosyć pracochłonny proces. Odpowiednie wygięcie (rocker) osiąga się poprzez osadzenie deski na specjalnym stole (rocker table), gdzie każdy wręg zostaje podparty na odpowiedniej wysokości i mocno ściśnięty.

Dużo takich desek zrobiłeś dotychczas?

Prawdę mówiąc – to pierwsza (śmiech). Już teraz wiem, że całe życie mógłbym robić deski z drewna (śmiech)! To pasjonujący proces i masa fajnej pracy. Nieustannie rozwijamy swoje kompetencje i chcemy sięgać po nowe wyzwania. Zawsze chciałem zrobić taką deskę i mogłem sobie teraz na to pozwolić.

Czyli sami ciągle się uczycie i jednocześnie chcecie się dzielić wiedzą, którą już pozyskaliście?

Tak. W niektórych dziedzinach udało nam się wyspecjalizować i zdecydowaliśmy się na prowadzenie zajęć. Ciągle pracujemy nad ofertą kolejnych warsztatów rzemieślniczych. Zależy nam zwłaszcza na tych, które pozwolą na integrowanie całych rodzin i grup przyjaciół. Sprzedajemy komponenty potrzebne do zbudowania kajaka i kanu w technologii „skin on frame”. Budowa takiego kajaka to kwestia dwóch weekendów. Uważam, że to świetna forma spędzenia czasu, nie tylko w rodzinnym gronie. Wspólne tworzenie i praca niesamowicie integrują. To ciekawa propozycja dla firm, które szukają odpowiedniej rozrywki w czasie wyjazdów pracowniczych. Przez 20 lat jestem zatrudniony w jednej firmie i widziałem na takich spotkaniach już chyba wszystko, ale budowy kajaka czy łodzi jeszcze nikt nie proponował!

Wasz warsztat był bohaterem kilku sesji zdjęciowych…

Realizowaliśmy kiedyś współpracę z jedną z sieci sklepów, kręcono też odcinek do programu dla majsterkowiczów, jesteśmy otwarci także na taką działalność. Najważniejsze, żebyśmy mogli dalej prowadzić warsztat, a do tego potrzebujemy środków. Chętnie włączamy się w różne inicjatywy i ciekawe projekty. Niedawno Sady Żoliborskie otrzymały grant i organizowały u nas otwarte zajęcia dla mieszkańców. Realizowaliśmy też zajęcia stolarskie dla dzieci z domów dziecka przy współpracy z „Centrum Łowicka”. To były świetne doświadczenia.

Czyli najbliższe miesiące planujesz poświęcić na prowadzenie warsztatów, wykończenie deski surfingowej… A kiedy w takim razie zabierasz się za budowę łodzi zgodnie z własnym projektem (śmiech)?

Bardzo chętnie bym się tym zajął, gdyby tylko czas i finanse na to pozwoliły. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, bo pomysłów mamy wiele. Na razie jestem skupiony na organizacji warsztatów. W czasie najbliższych zajęć rodzice i ich pociechy będą mogli zbudować półkę o dowolnym kształcie do pokoju dziecka. Serdecznie na nie zapraszam!

Zobacz wideo z pracowni na naszym kanale YouTube:

Fotografie i materiał wideo: Radek Zawadzki

Wywiad prowadziły: Małgorzata Herman i Karolina Malczewska
Autor: Małgorzata Herman
Redakcja: Aleksandra Berka


Miasto Szkutnia – otwarta pracownia stolarska

Wybrzeże Gdyńskie 2
01-531 Warszawa
603 638 390, biuro@miastoszkutnia.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *