Nowe starego porządki – o konserwacji i stolarstwie w Milanówku

O działalności Square Drop dowiadujemy się w czasie przygotowań do jednej z wystaw stowarzyszenia NÓW. Nowe Rzemiosło. Zespół z Milanówka przygotowuje dla nas część elementów aranżacyjnych. Wkrótce, w trakcie pierwszego naboru nowych członków Nowiu, zgłasza się do nas Agnieszka Śniadewicz-Świca, czyli właścicielka pracowni. Finalnie zasila ona nasze grono swoimi konserwatorskimi i stolarskim kompetencjami.

Wywiad w Square Drop to pierwsza rozmowa, na którą umawiamy się po blisko trzymiesięcznym lockdownie związanym z wybuchem pandemii koronawirusa. Odwiedzamy podwarszawski Milanówek, gdzie w części domu, który pełni rolę Galerii Ars Longa, znajduje się także warsztat konserwacji połączony ze sporą stolarnią. To właśnie tam swoje rodzinne tradycje kontynuuje Śniadewicz-Świca. Jak przekonamy się w trakcie rozmowy, Square Drop ma jednak nie tylko kultywować historię zapoczątkowaną przez rodziców Agnieszki, ale także stać się jej kolejnym rozdziałem – na nieco innych i bardziej współczesnych zasadach.

W trakcie wywiadu spacerujemy z Agnieszką po warsztacie, przyglądając się pracy współpracujących z nią rzemieślników związanych z podwarszawską pracownią. Ich staż sięga nawet 30 lat – Roman, Sławek, Grześ i Zbyszek – to trzon działalności, na której czele stoi nasza rozmówczyni.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Projekt Pracownie: Właśnie zwiedziliśmy blisko trzypiętrową galerię, której działalność zapoczątkowali Twoi rodzice. Zanim przejdziemy do Twojej historii, chciałabym, żebyś opowiedziała chociaż trochę o działalności Grażyny i Roberta Śniadewiczów.

Agnieszka: Mój ojciec pracował przy rekonstrukcji Zamku Królewskiego jako snycerz i później założył swoją pracownię artystyczną, tutaj w Milanówku. Kiedy poznał moją mamę, wciągnął ją w ten konserwatorski świat. Rodzice współpracowali z różnymi muzeami – zarówno narodowymi, jak i regionalnymi w całej Polsce. Z czasem zaczęli działać także na rynkach zagranicznych i ściągali do Polski zabytki z różnych zakątków świata. Pojawił się także pomysł na stworzenie własnej galerii sztuki współczesnej. Okazało się, że ludzie mają niesamowitą potrzebę spotykania się i kontemplowania sztuki oraz nawiązywania relacji. Kiedy rodzice dotarli do dokumentów świadczących o tym, że właśnie w Milanówku odbyła się pierwsza powojenna wystawa Związku Artystów ZPAP, zdecydowali się zrobić ekspozycję „50 lat później w Milanówku”. To było ogromne przedsięwzięcie, które zgromadziło wielu artystów i ułatwiło mamie i tacie prowadzenie dalszej działalności kulturalnej.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Wychowałaś się w domu pełnym sztuki, wystaw, antyków. Od początku wiedziałaś, że również wybierzesz tę drogę? Nie chciałaś się zbuntować?

Moi rodzice poświęcili swoje życie wielkiej sztuce, organizacji ogromnych wydarzeń i przez to znacznie mniej czasu mieliśmy na życie rodzinne. Bunt pojawił się bezpośrednio po śmierci mojego taty, kiedy zrozumiałam, że mogliśmy spędzać więcej czasu razem i oczywiście wówczas poczułam awersje do wszystkiego, nad czym tak ciężko pracował. Niemniej, wiedziałam, że mam tutaj ogromne zaplecze i dobre warunki do nauki, więc po różnych rozważaniach – między innymi o studiach związanych z architekturą wnętrz – wybrałam konserwację. Od początku bardzo dobrze mi się tam wiodło. Na czwartym roku otrzymałam stypendium ministra i wyjechałam na Erazmusa. Przyznam, że konserwacja nie była moją wielką miłością na początku, ale kiedy zauważyłam, że im trudniejsze obiekty do pracy dostaję, tym bardziej staję się dociekliwa, poczułam, że mnie to wciąga. Po powrocie z Niemiec, gdzie przebywałam w ramach wspomnianego stypendium, rozpoczęłam pracę w Muzeum Powstania Warszawskiego i myślę, że to doświadczenie sprawiło, że wypracowałam swoją etykę konserwatorską. Nabrałam świadomości, że nie każdy mankament należy usuwać, że niektóre ślady historii są dla danego obiektu najbardziej istotne i wpływają  na jego wartość.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Potem od razu przejęłaś to miejsce?

Jak zakończyłam współpracę z Muzeum Powstania Warszawskiego, założyłam swoją firmę i jednocześnie wspierałam mamę w prowadzeniu działań tutaj. Dla mnie najważniejsze wówczas było startowanie w przetargach na konserwację papieru i działanie na tym polu. W kontekście mebli – początkowo zajmowałam się głównie przygotowaniem dokumentacji konserwatorskich, bo przy takich obiektach jak te tutaj, jest to konieczność. Pamiętam, że kiedy boom na antyki się skończył i sprzedawały się one coraz słabiej, zaczęłyśmy rozważać inne rozwiązania. Wcześniej inwestycja w antyk była czymś w rodzaju lokaty kapitału. Warto było kupić stylowy mebel z konkretnej epoki, bo on nie tracił na wartości. Jak to mawia mój znajomy duński antykwariusz, „antique business” zmienił się w „fashion business”. Pojawił się internet, Instagram. Nagle okazało się, że wnętrza się zmieniają, nikt się już nie interesuje, z jakiego roku pochodzi obiekt. O wyborze decydowała bardziej kwestia estetyczna, czy będzie pasował do konkretnej przestrzeni.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

A jak jest teraz? Czy ponownie wzrasta świadomość związana z posiadaniem – często spadkowych – mebli, które mają większą wartość niż te kupowane w sieciówkach? Powrót tradycji rzemieślniczych to także powrót do tradycji… zachowywania dawnych elementów wystroju?

To w dużej kwestii sprawa świadomości. Był taki moment, kiedy zachłysnęliśmy się tym, że coś jest tanie, samemu można to poskładać w domu i nie zastanawialiśmy się, kto i co za danym meblem stoi. Teraz znów analizujemy. Chcemy otaczać się przedmiotami, w które ktoś włożył swoją pasję, wiedzę. Nadal oczywiście jest bariera finansowa, bo meble produkowane seryjnie będą nieporównywalnie tańsze. Może także dlatego znów zaczęliśmy się zastanawiać, co wyrzucamy – bo zakup nowego stołu z drewna to będzie wysoki koszt, a może odrestaurowanie tego, który jest w rodzinie od pokoleń, bardziej się opłaci. Już nie chcemy mieć mieszkania z katalogu, wolimy mieć dookoła przedmioty, które odzwierciedlają naszą osobowość. Klienci, którzy nas odwiedzają to zawsze niesamowite jednostki – oni sami są artystami i mają dokładnie świadomość, czego potrzebują.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Square Drop robi też meble od postaw. Załóżmy, że przychodzę do Was i informuję Cię, że mam puste mieszkanie. Chcę, żebyście w całości je dla mnie urządzili. Mam szukać projektanta? Czy Wy przygotujecie dla mnie propozycje?

Formy współpracy są bardzo różnorodne. Czasem obsługujemy zamówienia klientów, którzy przychodzą z własnym projektantem i my mamy znaleźć odpowiednie rozwiązania technologiczne, żeby stworzona bryła była funkcjonalna. Innym razem tych projektantów nie ma i wspólnymi siłami szukamy inspiracji, ustalamy wymiary, wybieramy styl. Niejednokrotnie zdarzało się, że korzystając z zasobów zabytkowych elementów, jakimi dysponujemy, wykonywaliśmy nowy mebel, posiadający jedynie taki historyczny akcent. Diabeł tkwi w szczegółach. Nasi klienci są bardzo świadomi. Ktoś może kochać podróże, ale jednocześnie uwielbiać minimalistyczne wnętrza. Naszym zadaniem będzie połączenie tych dwóch preferencji i np. przygotowanie mu zabytkowego kufra, który ozdobi jedno z pomieszczeń.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Zrobiło się o Was bardzo głośno za sprawą kolekcji, którą wykonaliście niedawno dla Pani Jurek. Kiedy jesteśmy tutaj, pomiędzy antykami i dawnymi meblami, to, jak ona wygląda, wydaje mi się jeszcze bardziej niesamowite. Ta kolekcja stoi w opozycji do wszystkiego, co widzę. Czy jako Square Drop chcesz mierzyć się właśnie z takimi wyzwaniami? Realizować koncepcyjne projekty?

To jest na pewno nowa gałąź naszej działalności i nie wykluczam jej rozwoju. Dla wielu projektantów realizacja takich prototypów to duże wyzwanie. Mam szczęście, że wraz ze spuścizną rodziców, odziedziczyłam zespół wspaniałych fachowców, których również dzisiaj poznaliście. Jako łącznik pomiędzy projektantem i rzemieślnikiem, mogę stanąć w obronie wizji i idei tego pierwszego, aby nadmiernie nie uprościć ich na etapie realizacyjnym. Pamiętam, jak pracowaliśmy przy lustrze, które jest częścią kolekcji Magdy. Ono było narysowane jako jeden element, który ma składać się z trzech wałków. Początkowo planowaliśmy wykonać je z jednego kawałka drewna i wyfrezować te wałki. Mimo wszystko coś ciągle nie grało, nie było zbieżne z koncepcją projektantki. Któregoś dnia Roman wszedł do pracowni i powiedział „Miałem świetny weekend, wymyśliłem! Musimy zrobić trzy oddzielne pierścienie i spiąć je w jeden przedmiot!” To był przełom, bo nie dość, że Magda mogła w pełni zrealizować swój pomysł i było możliwe wybejcowanie poszczególnych elementów pierścieni, to dodatkowo opracowanie tego procesu technologicznie umożliwiło rozszerzenie kolekcji także o pojedyncze lustra, które nie były wcześniej planowane.

Dla mnie ta współpraca była jak spełnienie marzeń. Pisałam pracę magisterską ze sztuki współczesnej u profesora Baraniewskiego i zawsze fascynowało mnie to, że za sztuką stoi idea. Chciałam, żebyśmy stworzyli meble, które jednocześnie mogą odgrywać rolę rzeźby. Są elementem funkcjonalnym, ale także niosą pewną wizję artystyczną. Dzięki temu, że Magda Jurek jest malarką, jej pomysł był tak genialny – ona przełożyła swój koncept malarski na przedmiot użytkowy. Kolekcja jest w pełni wykonana z naturalnego drewna, bez żadnych połączeń mechanicznych i w zgodzie z tradycyjnymi technologiami wytwórczymi.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Rzemieślnicy powinni otwierać się bardziej na współpracę z projektantami? A może sami powinni być również projektantami? Czy już poniekąd tak nie jest? Być może także projektanci powinni dążyć do rozbudzenia swoich manualnych kompetencji?

Ja poznałam Magdę w trakcie warsztatów organizowanych przez Edytę Ołdak, które dotyczyły właśnie tego zagadnienia. Pamiętam, że w trakcie jeden pan powiedział, że on w tej współpracy projektantów i rzemieślników nie widzi żadnego biznesu, wyszedł i trzasnął drzwiami. Dla mnie to było odkrycie! Uznałam, że projektant posiadający świetne zaplecze pracowni rzemieślniczej może realizować nawet najbardziej skomplikowane projekty. To bardzo twórcze i dobre dla obu stron!

W Square Drop mieliśmy już pojedyncze realizacje mebli mojego projektu, jak np. ławka „Minimal Empire” eksponowana obecnie na wystawie w Instytucie Designu w Kielcach. Obecnie pracujemy zaś nad naszą autorską kolekcją, ale bardzo możliwe, że również zaprosimy kogoś do współpracy w tym zakresie. Chcemy, żeby to były meble premium oparte w pełni na tradycyjnym rzemiośle, meble na lata, które można naprawić, odnowić, bo są z szlachetnych, solidnych materiałów. To na pewno będą nietypowe projekty, które pokażą, jak można łączyć nowoczesną formę z zachowaniem detali zaczerpniętych z dawnych mebli.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki
Ławka „Minimal Empire”, ekspozycja ROBIĆ / RZECZY, Instytut Dizajnu w Kielcach 2019

Jesteś konserwatorem, który stał się menadżerem pracowni stolarskiej? Rzemieślniczką, która odnalazła się w zarządzaniu zespołem i zajęła się tym w pełnym zakresie?

Wydaje mi się, że bardzo trudno mnie zdefiniować. Po ASP czuję się artystką, chociaż spotkałam się z opinią, że konserwacja w kontekście artyzmu jest deprecjonowana na Akademii. W moim życiu było zawsze bardzo dużo artystów, designerów z całego świata oraz rzemieślników, którzy współpracowali najpierw z moimi rodzicami, a teraz stanowią trzon mojego zespołu. Balansuję na granicy tych wszystkich światów. Uwielbiam rzemiosło i bardzo chciałabym, żeby ono nigdy nie zniknęło. Dobrze, że jako Projekt Pracownie zajęliście się jego promocją! Dzięki temu, że Wy pokazujecie, gdzie i kto jest, czym się zajmuje, wszyscy możemy robić projekty bardziej interdyscyplinarne. Wzajemnie korzystać ze swoich doświadczeń i nawiązywać relacje. Skorzystać ze skórzanych elementów wykonanych przez kaletnika lub nawiązać współpracę z pracownią tkacką. To, co robią obecnie rzemieślnicy, ma przyszłość, bo jesteśmy już zmęczeni masowością. Szukamy tego, co jest ręcznie wykonane, lokalnie ze szlachetnych materiałów.

Nie chcę być tu jedynie menadżerem. Jesteśmy zespołem i dobrze nam się razem pracuje. Nie osiągnęlibyśmy tego, gdyby każdy stał jedynie przy swoim stanowisku i nie interesował się tym, co dzieje się obok. Kiedy pojawiają nam się większe projekty, kładziemy je na stół i szukamy pomysłów, jak do nich podejść. Szansą rzemiosła jest to, żeby otwierać się na nowe. Nie opierać się jedynie na dawnym wzornictwie. Połączenie tradycji i nowoczesności to jedyna droga na przetrwanie sztuki rzemieślniczej.

Projekt Pracownie_wywiad_Agnieszka Śniadewicz-Świca_Square Drop_fot_Radek Zawadzki

Gdzie leży granica między tym, co rzemieślnicze, a tym, co artystyczne?

Temat bardzo dyskusyjny. Dla mnie te dziedziny się przeplatają. Niegdyś powtarzano, że mistrz rzemiosła robił jakiś element i mógł się w nim specjalizować. Teraz rzemieślnicy mający świetny warsztat, wiedzą, jak dołożyć do swojej twórczości ten pierwiastek indywidualizmu, który stanie się ich znakiem rozpoznawczym. Patrzymy na jakąś pracę i nawet jeśli ona nie jest sygnowana, wiemy, że zrobiła ją np. Ania Bera. Ona jest idealnym przykładem na to, że te dwie dziedziny świetnie działają razem. Myślę, że właśnie ten element odwagi w kwestii eksperymentowania i szukania rozwiązań jest wyznacznikiem artyzmu w rzemiośle.

Odwiedzamy Twoją pracownię w dosyć trudnym momencie. Trwa pandemia. Jakie skutki będzie ona miała dla takich miejsc jak to?

Uważam, że jeszcze za wcześnie, aby powiedzieć, jaki będzie efekt pandemii i jak ona wpłynie na przyszłość. Na pewno jest duże spowolnienie i refleksyjność. Zastanawiamy się nad konsumpcjonizmem – poddaliśmy go weryfikacji i nie idziemy ślepo kupować kolejnych bibelotów, bo nie wiemy, jak długo będziemy mieli pracę i jaka będzie nasz sytuacja finansowa. Zakupy stają się bardziej przemyślane i to niesie za sobą szanse dla takich firm jak moja. Drugą szansą jest to, że jesteśmy w stanie przetrwać, gdy masowa produkcja nie ma możliwości szybkiego manewru. Duże fabryki mają uruchomione maszyny na dany rodzaj mebli i one działają, nie możesz ich nagle wyłączyć, wszystkiego szybko zmienić. Kiedy nagle okazuje się, że nie ma popytu na meble, dobrze móc się zaadaptować do bieżącej sytuacji. My jesteśmy stosunkowo małą pracownią, ale panowie – Roman, Sławek, Grześ i Zbyszek – mają różnorodne możliwości. Nie robimy jednego rodzaju mebla, jesteśmy elastyczni i to może być droga umożliwiająca przetrwanie. Jeśli dodatkowo utrzyma się tendencja, że ludzie będą woleli raz zainwestować w dobra luksusowe niż kupować masowo mniej trwałe przedmioty – damy sobie radę.


ZOBACZ FILM

Square Drop

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >