Ubrania podszyte naturą


Aleksandrę Poławską poznajemy w Narnii. Dosłownie. W czasie targów organizowanych przez podwarszawski Dom Współpracy Twórczej NARNIA jedno ze stoisk prowadzą nasi wspólni przyjaciele. Szybko nawiązujemy relację z Olą, bo okazuje się, że łączą nas podobne pasje i wartości. Poławska jest właścicielką marki odzieży i akcesoriów Hajde, która kultywuje idee zero waste oraz recyklingu. 

Dla Oli ważne są natura, wygoda i swoboda ruchu, czyli wszystko to, co jest istotne także dla większości naszego zespołu. Ubraniom Hajde przyglądamy się od dawna, dlatego to właśnie firma Oli jest pierwszą małą manufakturą odzieży, którą decydujemy się odwiedzić. To, co jest w Poławskiej najbardziej ujmujące, to szczerość i pokora płynące z każdego słowa oraz śmiałe przyznanie, że w szyciu ubrań od lat wspiera ją doświadczona rzemieślniczka i konstruktorka odzieży pani Róża.

Projekt Pracownie: Dlaczego szycie ubrań i czemu akurat takich? Sama określasz kolekcje Hajde jako ubrania inspirowane lasem.

Aleksandra Poławska: 8 lat temu wróciłam ze studiów w Sztokholmie i od razu pojechałam na wycieczkę do Indii. Wtedy moja świadomość świata znacząco wzrosła. Te dwa wyjazdy zainspirowały mnie do tego, aby wrócić do Polski i zacząć robić coś swojego. Nie miałam żadnych zawodowych zobowiązań, więc wspólnie z przyjaciółką Ulą zdecydowałyśmy się założyć firmę. Miałyśmy wiele pomysłów. Ja byłam wtedy zafascynowana szwedzkim designem. To właśnie tam, w Szwecji, pierwszy raz zobaczyłam pracownie z wielkimi witrynami, ulokowane w dzielnicach artystycznych. To było niesamowite, że idąc ulicą, można było podglądać przez okna, jak ktoś lepi garnuszki, zbija meble lub szyje ubrania. Bardzo mi się to spodobało. Chciałam robić coś prosto z serca i miałam na to plan. Pewnego dnia usiadłyśmy z Ulą, zrobiłyśmy mapę myśli celowaną na biznes i wypisałyśmy na niej wszystko, co kochamy. Ważne były dla nas miłość do natury, ekologia i ręczne wytwarzanie. Tak narodziło się Hajde: to była idea spisana na kartce papieru.

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


Pojawił się pomysł, a jak wyglądały pierwsze realizacje?

Pierwsze projekty powstawały na podłodze i były szyte na najprostszej plastikowej maszynie. Wiedziałyśmy, że ubrania muszą się dobrze nosić, więc od razu nawiązałyśmy współpracę z doświadczoną krawcową, co wtedy wcale nie było takie łatwe. Zresztą i dziś takie nie jest. Nie miałyśmy pojęcia o szyciu, ale miałyśmy wizję i wyobrażenie, kto te ubrania będzie nosił. Krok po kroku rozwijałyśmy kolejne pomysły, ale w końcu Ula zdecydowała się na wyjazd do Ameryki Południowej i tam już została. Ja za to miałam różnych wspólników biznesowych, ale nieustannie się rozwijałam. Na początku Hajde to były przede wszystkim plecaki, portfele, worki, nerki i akcesoria z tkanin. Z czasem oferta znacząco się rozrosła. Najważniejsze od początku było to, żeby tkaniny, z których szyjemy, były naturalne, ale jednocześnie jakościowe i wytrzymałe. Na lata, a nie na jeden sezon. Na początku były to materiały z recyklingu – pamiętam, że podszewki powstawały z koszulek, które kupowałam w lumpeksach.

Najpierw były tkaniny recyklingowe z lumpeksów, a jak jest teraz?

Teraz jest różnie. Obecnie mam 4 sposoby na pozyskiwanie tkanin z dobrym składem. Kupuję je ze sprawdzonych źródeł tu, w Polsce. Wciąż praktykuję też wykorzystywanie tkanin, które dotychczas były kocem czy starą narzutą. Coraz częściej przywożę materiały ze swoich podróży. Mieliśmy już kolekcje szwedzką, australijską, szkocką, indonezyjską, japońską, indyjską i peruwiańską. Ostatnio często korzystam także z tkanin stokowych, tzn. tych, które są pozyskiwane przez różne firmy przy dużych produkcjach. Na przykład jakaś ogromna marka zamawia tkaninę, ale okazuje się, że ma ona minimalnie inny odcień, niż zakładano – w normalnych okolicznościach takie materiały trafiają na śmietnik, ale czasem przechwytują je ludzie, którzy przywożą je np. do Polski i sprzedają takim firmom jak moja. W taki sposób można trafić na prawdziwe cudeńka, takie jak 30 metrów tkaniny, której już nigdy nikt nie wytworzy. To czyni nasze produkty niepowtarzalnymi.

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


Dziś w pracowni jest z nami pani Róża. Od dawna ze sobą współpracujecie?

Panią Różę znam całe życie. To wyjątkowa specjalistka, która jest konstruktorką odzieży i przez blisko 10 lat była odpowiedzialna za ubrania tworzone dla najróżniejszych celebrytów. Szyła też dla wielu polskich marek. Gdzieś w międzyczasie, gdy jeszcze prowadziła własną pracownię, trafiłam do niej, aby uszyć pierwszy wzór bluzy Hajde. Od tamtej pory pracujemy razem.

Na czym dokładnie polega praca konstruktora odzieży?

Najprościej mówiąc, to tworzenie konstrukcji ubrań na podstawie rysunków, zdjęć, wybranych tkanin i inspiracji. Zamiana projektów na fizyczną odzież. Konstruktor odzieży planuje, gdzie będą szwy i cięcia. Przygotowuje siatkę konstrukcyjną i zastanawia się, co i w jaki sposób powinno być uszyte, aby było praktyczne i funkcjonalne. Pani Róża jest akurat konstruktorką manualną, tzn. nie pracuje na komputerze, tylko ręcznie.

Muszę o to spytać. Czy Ty też szyjesz? Większość osób, które odwiedzamy,  samodzielnie wykonuje swoje projekty od początku do końca.

Potrafię uszyć jakieś proste rzeczy, ale nie ukrywam, że wolę oddać swoje projekty w ręce specjalisty. Wiem, jak się szyje, na czym to polega i o czym powinnam pamiętać przy projektowaniu. Uczyłam się od wielu krawcowych i teraz też chętnie podglądam, jak konstruuje się i szyje moje ubrania. Myślę, że w tej dziedzinie najważniejsze jest doświadczenie.

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


W czasie naszej rozmowy z Olą udaje nam się zamienić także kilka słów ze wspomnianą panią Różą. Rzemieślniczka zaznacza, że także jej początki jako młodej krawcowej nie były łatwe, bo chociaż pracowała w kilku zakładach, inne szwaczki niechętnie dzieliły się z nią swoją wiedzą. Zaznacza, że sama lubi opowiadać o swoim warsztacie i cieszy ją, że ma okazję pracować z młodymi i otwartymi ludźmi, które mają zdumiewające pomysły. Z uśmiechem stwierdzam, że czuje projekty Oli i jest częścią Hajde.

W naszym dzisiejszym spotkaniu bierze udział także Paulina. Czy obecnie Hajde to właśnie wasza trójka?

Paulina pracuje w Hajde od 1 grudnia i właśnie się przyucza. Studiuje projektowanie tkanin i stylizację wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Uczy się projektować własne tkaniny. Mamy tu jeszcze Laurę, która wspiera mnie przy obsłudze zamówień, a kiedy jest bardzo dużo zleceń, odzywam się także do innej zaprzyjaźnionej krawcowej, pani Bożenki.

W pracy projektanta bardzo ważna jest współpraca z innymi. Wymyślanie, dobór materiałów, rysunki, inspiracje, możliwość omówienia z kimś swoich wizji i ich późniejszej realizacji. Moje ubrania mają spełniać pewne założenia, być naturalne, wygodne, funkcjonalne, ponadczasowe i jak najbardziej ekologiczne. Wytworzone w Polsce. Z naszą stylówką!

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


Wróćmy jeszcze zatem do samego pomysłu na charakter Hajde.

Rzeczy, które powstają w Hajde, sama noszę na co dzień. Zawsze gdy pracuję nad projektem, myślę o swoim stylu życia. Ja na przykład lubię czuć się komfortowo, zwłaszcza kiedy ćwiczę jogę, chodzę po lesie czy wybieram się z synem na spacer. Te ubrania muszą współgrać z ruchem. Obserwuję, jak poszczególne projekty zachowują się na człowieku – czy na pewno dobrze się układają, czy nie lepiej, żeby spodnie były z gumką. A może z prostą nogawką? Chodzi o skupienie się na detalach, które często mają ogromne znaczenie w codziennym noszeniu ubrań.

Realizujemy też zamówienia indywidualne, ale trzeba pamiętać, że to także jest proces. U nas wszystko wykonuje się ręcznie – od momentu przywiezienia tkaniny, po jej wybór, krój, pobranie miary, przeszycia poszczególnych elementów. W dużych szwalniach ludzie pracują jak przy taśmie. Jeden pan cały dzień wszywa suwaki, a drugi pracuje przy maszynie z guzikami… Trudno się dziwić, że potem ten guzik po 3 rozpięciach koszuli po prostu odpada.

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


Na ubrania Hajde raczej się czeka. W Twojej ofercie nie widać nadmiaru i nadprodukcji.

Nadprodukcja nie ma sensu, bo jeśli masz dużo towaru, to bardzo Ci zależy na tym, żeby szybko go sprzedać. To rodzi niepotrzebną presję. Ja wolę działać na spokojnie. Nie inwestujesz w coś, do czego popularności nie masz pewności. Małe serie dają możliwość sprawdzenia, czy Twój projekt faktycznie odpowiada grupie docelowej.

Teraz pracujemy nad nową kolekcją lnianą. Zrobiliśmy pierwsze modele, zdjęcia i rozpoczęliśmy przedsprzedaż. Dopiero potem zamówimy tkaninę i będziemy wiedzieć, ile ubrań musimy uszyć. Nie będziemy tego robić na zaś.

Kim są ludzie, którzy wybierają Hajde?

To przede wszystkim stali klienci. Świadomi zmieniających się warunków klimatycznych i sytuacji naszej planety. Często artyści, graficy, architekci, fotografowie, ludzie związani ze sztuką. Dla mnie to osoby, które widzą więcej, identyfikują się z naturalnym stylem życia. Według mnie ta grupa nieustannie rośnie. Wiele osób na początku mojej drogi sugerowało, żebym puknęła się w głowę. Dopiero po pewnym czasie wszyscy zrozumieli, że to etyczna moda.

Mam wrażenie, że ludzie wiedzą, że muszą zacząć zmieniać coś w swoim życiu i decyzjach związanych z zakupami. Niestety granice cenowe wciąż są często trudne do pokonania i nie każdego stać na to, co chciałby kupować. Wszyscy wiemy, że ręcznie wytwarzane rzeczy nie mogą kosztować tyle, co te w sieciówkach. Każda osoba prowadząca taką działalność jak moja nie tylko produkuje znacznie mniej, ale też płaci współpracownikom i nie omijają jej przecież podatki.

Projekt Pracownie_Hajde_fot_Radek Zawadzki


W Polsce powoli zmienia się podejście do kupowania przedmiotów godnych swojej ceny, ale wciąż czuję potrzebę wyjścia z Hajde za granicę. Widzę tam potencjał, z którego dotychczas nie korzystałam, a co pewnie było błędem. Ludzie na Zachodzie mają relatywnie więcej pieniędzy, ale też większą świadomość tego, co kupują. W Polsce trudno jest żyć ekologicznie. Ja jestem gdzieś na granicy craftu, designu i mody, a rynek modowy jest bardzo trudny. Trzeba umiejętnie łączyć wiele kompetencji z wiedzą z zakresu produkcji, sprzedaży, logistyki, ale też organizacji sesji zdjęciowych, doboru modeli i współpracy z celebrytami. Ja akurat mam to szczęście, że spotykam świetnych ludzi albo oni w jakiś sposób do mnie trafiają.

Myślisz, że tendencja do wyboru produktów rzemieślniczych będzie się pogłębiać?

Mam nadzieję, że to pójdzie w takim kierunku, żeby wszystkim było jak najlepiej. Będzie balansować tak, żebyśmy nie eksploatowali nadmiernie naszej planety i nie zasypywali jej zbędną produkcją. Chciałabym również, żebyśmy byli świadomi tego, co na siebie wkładamy. Mówi się: jesteś tym, co jesz, ja uważam, że jesteś też tym, co nosisz. Nie jestem definitywnym wrogiem technologii, bo bez niej nie byłoby rozwoju, i chętnie otwieram się na różnego rodzaju optymalizacje, systemy usprawniające. Ważne jest jednak dla mnie to, żeby ten progres odbywał się z uwzględnieniem etyki pracy, a także szacunkiem do ludzi i pasji.

Hajde

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >