Rzemiosło bez kompromisów, czyli filozofia pracowni szewskiej Wielki Shoe 


Wielkie Shoe to już kolejna pracownia, z której twórcami rozmawiamy dopiero po latach mijania się na rzemieślniczych ścieżkach. Na początku 2026 roku umawiamy się na wywiad i w mroźnej aurze odwiedzamy pracownię Wielki Shoe na warszawskim Mokotowie. 

Wielki Shoe działa od 2015 roku i jak każda działalność przechodził różne zmiany, zarówno lokalizacyjne (większa pracownia), jak i osobowe. Za sprawą tej drugiej zmiany poznajemy Mikołaja Rybaka, który zaprasza nas do pracowni, aby opowiedzieć o swojej pasji do butów i tym, jak obecnie wygląda codzienność w Wielkim Shoe. I tak zamiast skupiać się na początkach firmy, swoją uwagę przekierowujemy  na jej obecny kształt i plany na przyszłość. 

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Projekt Pracownie: Zanim przejdziemy do tego, jak działa obecnie Wielki Shoe, opowiedz nam, proszę, Mikołaju, jak to się stało, że zainteresowałeś się szewstwem i zatrzymałeś się właśnie w tej pracowni. 

Mikołaj: Zaczęło się bardzo prosto – od rozczarowania (śmiech). Kupowałem dobre buty, ale zawsze mi przeszkadzało, że wytrzymują maksymalnie pół roku, może rok. Im bardziej szukałem jakości, tym bardziej widziałem, że coś tu nie gra. Wtedy jeden z przyjaciół powiedział mi, żebym zainteresował się butami robionymi na miarę, a co za tym idzie, właśnie tematem szewstwa.

To był przełomowy moment. Od tamtej pory trafiałem do różnych mistrzów, m.in. do Tadeusza Januszkiewicza. Pamiętam, że miał wtedy 87–88 lat i umysł tak jasny i otwarty, że wiedział wszystko o nowinkach rynkowych. Niesamowity człowiek. Przy nim zobaczyłem, że szewstwo to nie jest zapomniany fach z piwnicy, tylko rzemiosło z klasą.

Zrozumiałem też, że w Polsce wciąż pokutuje obraz szewca, który siedzi w suterenie, pije i wali młotkiem w podeszwy. Tymczasem na Zachodzie to bardzo prestiżowy zawód. We Francji, w Niemczech, we Włoszech to rzemieślnicy dla klientów premium, którzy są gotowi dobrze zapłacić za usługę. 

Problem tkwi również w tym, że mistrzów jest dziś w Polsce raptem kilku, a przedstawicieli młodego pokolenia chętnych, aby kontynuować tę tradycję, prawie nie ma. Branża obuwnicza w Polsce przeżywa duże problemy. Zakłady się zamykają, nie ma komu ich przejmować.

Wtedy pojawiła się myśl: trzeba to zrobić inaczej. Trzeba otworzyć pracownię, która będzie oferowała wszystko – buty, galanterię, kurtki. Miejsce, gdzie klient przychodzi po jakość, trwałość i rzemiosło na poziomie europejskim. Po kilku latach samodzielnej działalności dostałem propozycję zaopiekowania się tym miejscem, a ponieważ jego idea bardzo mi się spodobała, spotykamy się dzisiaj tutaj.

Pewnie jesteś ciekawa, co uznałbym za jakiś zwrot akcji w moim życiu. To zdecydowanie była zmiana mojego wyuczonego zawodu… z prawnika na rzemieślnika (śmiech). Tak, duży skok. Ale z perspektywy czasu uważam, że dobry. Poza pracą tutaj zacząłem się też udzielać w – nazwijmy to – organizacjach branżowych, m.in. Polskiej Izbie Przemysłu Skórzanego.

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Kiedy umawialiśmy się na wywiad, wiedzieliśmy, że nie spotkamy dzisiaj całego zespołu Wielkiego Shoe. Czy możesz opowiedzieć więcej o tym, kto tu pracuje i jak dzielicie się pracą? 

Mikołaj: Na wejściu mamy salę sprzedaży, czyli miejsce pierwszego kontaktu z klientem. To tu Agata i Adam wykonują ogromną pracę u podstaw. To oni rozmawiają z klientami, przyjmują zlecenia, przekazują je dalej do pracowni. Oboje są dość młodzi, ale czują to, co robią,  a to jest najważniejsze. Agata spina wszystko w całość. Dba o to, żeby sprzedaż i pracownia grały do jednej bramki.

W pracowni mamy różnych ludzi z różnymi umiejętnościami. Nie wszyscy wcześnie zaczynali w rzemiośle. Wielu przyszło do tego zawodu później, rozwijali się, uczyli i dziś są dla mnie mistrzami – nawet jeśli nie mają formalnych dyplomów. System nie zawsze nadąża za rzemiosłem, ale umiejętności bronią się same.

Widzimy też wymianę pokoleniową, bo jest u nas m.in. Magda,  jedna z najmłodszych szewczyń, jak to można dziś nazwać,  która złapała bakcyla i rozwija się w zawodzie. To daje mi nadzieję, że będą kolejne pokolenia, które przejmą pałeczkę i będą kontynuować uprawianie tego zawodu.

Tak jak mówiłaś, dzisiaj mamy tu tylko część zespołu. Pozostałe osoby wyjechały na szkolenie w Kalwarii. Ale wśród nich są Marta – mistrzyni renowacji torebek, oraz Kamil, zajmujący się podobnym zakresem prac co Renia, która jest dziś z nami. Jest też grono współpracowników – kaletników, rymarzy – którzy pracują poza pracownią, bo gdybyśmy wszyscy mieli się zmieścić na miejscu, potrzebowalibyśmy dwa razy większej przestrzeni, a i tak mamy prawie 150 metrów kwadratowych.

Wielki Shoe, w którym jesteśmy, to więc przede wszystkim ludzie: Marta, Kamil, Renia – zespół renowatorów, Adam, Czarek i Magda – zespół szewców, Krzysiek, Agata i Adam – pierwszy kontakt z klientem, no i ja, czuwający nad całością. Każdy z nas dokłada swoją cegiełkę do tego, jak funkcjonuje ta marka.

Wspieraj Autora na Patronite


Wspólnie przechodzimy do części warsztatowej pracowni. Najpierw skręcamy do pomieszczenia po lewej stronie, gdzie spotykamy Magdę i Cezarego. 


Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Projekt Pracownie: Mikołaj opowiedział nam, jak praca w Wielkim Shoe wygląda od strony organizacyjnej. Teraz, jak rozumiem, mamy do czynienia z zespołem szewców. Słyszeliśmy, że mamy tutaj synergię pokoleniową. Powiedzcie więc, proszę,  jak to się stało, że oboje zaczęliście się zajmować tym rzemiosłem? 

Cezary: Dlaczego w ogóle szewstwo? Z pasji. Z tego samego powodu, dla którego inni, jak Mikołaj, chcą mieć lepsze buty (śmiech). Tylko że ja chciałem je naprawiać! Żeby zajmować się cudzymi, często zniszczonymi butami, trzeba mieć w sobie zgodę na to i upór. Bez zajawki, pasji ani rusz. 

Miałem kiedyś własny zakład. Naprawy żarły, klienci byli. Ale kiedy wymyśliłem sobie, że zacznę robić buty na miarę, wszystko się posypało. Moje umiejętności jeszcze nie były na wystarczającym poziomie, a połączenie dwóch kierunków okazało się zbyt trudne. Zostałem więc przy tym, w czym czułem się najmocniejszy – przy naprawach.

Uczyć się zawodu nie było łatwo. Mistrzowie rzadko dzielili się wiedzą. Trochę podpatrywałem, czasem ktoś mi coś podpowiedział, ale przede wszystkim było dużo samodzielnej nauki. 

Kiedy powstawało to miejsce, wizjonerzy mieli pomysł, ale to my, rzemieślnicy, musieliśmy nadać mu realny kształt. Nie było sprzętu, nie było standardów. Trzeba było je stworzyć od zera. Bo wizja to jedno, a wykonanie to drugie. To trzeba czuć – estetykę, proporcje, sens.

Pracuję tu od dziewięciu lat. Współtworzyłem to miejsce praktycznie od początku i rozwijałem je razem z poprzednim wspólnikiem. Widziałem, jak warsztat się zmienia, jak rośnie liczba klientów i jak trafia do nas coraz więcej naprawdę trudnych przypadków.

Magda: Ja na początku pracowałam w Wielkim Shoe w obsłudze klienta, ale nie ukrywam, że byłam zmęczona takim charakterem pracy. Klienci Wielkiego Shoe są bardzo wymagający i to sprawiało, że odczuwałam bardzo dużą presję, więc w którymś momencie chciałam po prostu odejść. Wtedy zaproponowano mi przejście do warsztatu i tu Czarek nauczył mnie wszystkiego od podstaw. Teraz jestem bardzo zadowolona z tego, jak wyglądają moje codzienne zajęcia, bo mogę się tu cały czas uczyć nowych rzeczy. Do tego pracuję rękami, rozwijam swoje umiejętności manualne. Nie siedzę całymi dniami przed komputerem! Wystarczy, że po pracy jeszcze muszę trochę posiedzieć przed ekranem, bo nadal studiuję. Dobrze, że chociaż tutaj mogę odpocząć od elektroniki! 

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Projekt Pracownie: I jak wam się razem pracuje? Między wami jest chyba całkiem spora różnica wieku? 

Magda: Ja nie czuję między nami żadnej różnicy pokoleniowej. Oboje zachowujemy się, jakbyśmy mieli po szesnaście lat (śmiech). Wydaje mi się, że faktycznie na początku mówiłam do Czarka per pan, bo się go bałam, no i nie znaliśmy się jeszcze aż tak dobrze (śmiech).

Pracujemy ramię w ramię, wspieramy się. Siedzimy biurko w biurko. Kiedy jedno z nas jest zmęczone, drugie przejmuje część pracy. Nie ma u nas podziału na młodych i starszych. Liczy się to, że się uzupełniamy. I to właśnie sprawia, że to miejsce działa tak, jak powinno.

Cezary: Ja w ogóle w naszym przypadku nie patrzę na wiek. Jeśli trzeba pomóc – pomagam. Jeśli ja czegoś nie ogarniam, Madzia mi pomoże. To działa w obie strony. Gdybyśmy zaczęli analizować, kto ile ma lat i kto powinien komu ustępować, to nie dogadalibyśmy się nigdy. To nie ma najmniejszego sensu.

Poza tym… Szczerze? Trudno byłoby każdemu z nas zrobić jedną parę od A do Z bez żadnej konsultacji. My się często spieramy, głównie o estetykę. Ja coś zrobię i pytam: „Pasuje tu to czy nie?”. I bardzo często dostaję po głowie, że stary dziad znowu coś przekombinował. Czasem się z tym nie zgadzam, ale najczęściej przyznaję rację. Ona jest dla mnie taką estetyczną wyrocznią. To wsparcie naprawdę działa.

Nie boję się tego, że jest młodsza. Absolutnie. Gdybyśmy byli sztywni, zamknięci w jakichś rolach, to nic by z tego nie wyszło. Ja mam 60 lat, ona trochę ponad 20 – i co z tego? Relacja jest ważniejsza niż liczba wiosen. My się nawet nie kłócimy. Najwyżej się przekomarzamy, ale to nie są konflikty. To normalna, zdrowa energia.

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Projekt Pracownie: Opowiedzcie nam więcej o swojej codzienności. Jak pracuje się nad butami na zamówienie? 

Cezary: Wszystko zaczyna się dla mnie od kopyta. To ono decyduje, czy but będzie jak skarpeta, czy jak narzędzie tortur. Wystarczą dwa milimetry różnicy – i nagle wszystko się zmienia. But leży inaczej, zaczyna obcierać w innym miejscu, zmienia się cały komfort chodzenia.

Kiedy robię kopyto na miarę, nie myślę o idealnej stopie. Myślę o tej konkretnej – z halluksami, z wysokim podbiciem, z różnicą długości nóg, z problemami kostno-stawowymi. To ja mam się dostosować do stopy, nie odwrotnie. A jednocześnie z zewnątrz but musi wyglądać perfekcyjnie. To, co krzywe i bolesne, chowam w konstrukcji. Dobry but maskuje deformacje, nie podkreśla ich.

Kiedyś pracowałem na kopytach starego typu – płaskich, niewyprofilowanych. To katorga. Wiem, co się wtedy dzieje z kręgosłupem, z biodrami, z całym ciałem. Dlatego dbam o łuk pięty, o podparcie podbicia. Nawet brandzel (przyp.red. cienka, elastyczna skóra do okładania podeszwy wewnątrz obuwia i łącząca spód obuwia z jego wierzchem) formuję na mokro i zostawiam do wyschnięcia na kopycie, żeby wszystko złapało właściwy kształt. Skóra ma współpracować z układem kostnym, a nie z nim walczyć.

Wielu ludziom wydaje się, że but to podeszwa, coś na górę i podszewka. A ja wiem, ile jest między tym warstw. Zakładki, podnoski, taśmy wzmacniające, materiały międzypodeszwowe. Cały świat rzeczy, których nie widać, a które decydują o trwałości.

Często widzę drogie buty, które wcale nie są warte swojej ceny. Pasek bez wzmocnienia, kawałek skóry i materiał skóropodobny, ale bez taśmy cholewkarskiej, która zapobiega rozciąganiu. Efekt? Pasek urywa się po kilku założeniach. Logo kosztuje. Konstrukcja – nie zawsze. Jestem za tym, żeby pokazywać ludziom, jak to wygląda. W tym rzemiośle nie powinno być wiedzy tajemnej. Wielu rzemieślników zamyka się w swoim warsztacie, jakby strzegli kopalni sekretów. A ja uważam, że jeśli ten zawód ma przetrwać, trzeba mówić i pokazywać. Tłumaczyć, czym różni się but z półki od buta robionego ręcznie. To nie jest kosmetyczna różnica. To inna konstrukcja, inne dopasowanie, inne życie buta.

Buty szyte na miarę mają jedną zasadniczą przewagę – są wygodne i trwałe. Jeśli konstrukcja jest dobrze zaprojektowana, a skóra odpowiednio pielęgnowana, taka para potrafi służyć latami. A kiedy zużyje się spód, można go wymienić bez niszczenia reszty.

Magda: Ja uczę się konstrukcji, stopniowania rozmiarów, robię pierwsze własne pary. Moje pierwsze loafersy nie były idealne, ale były moje (śmiech). Dzisiaj zrobiłabym je już inaczej.

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska



Projekt Pracownie: Duża część Waszej pracy to też naprawa butów.

Magda: Każda naprawa jest inna, każda para to osobna historia. To nie jest fabryczna monotonia – tu trzeba cały czas myśleć i kombinować.

Kiedy obciągam obcas nową skórą, próbuję dobrać kolor jak najbliższy oryginałowi, choć wiem, że idealnie nigdy nie będzie. Czasem używam skóry naturalnej, czasem materiałów skóropodobnych. Najważniejsze, żeby efekt miał ręce i nogi.

Cezary: Presja jest ogromna. Kiedy trzymam w rękach czyjeś drogie albo związane z ważnymi wydarzeniami buty, wiem, że nie ma miejsca na błąd. Czasem trzeba rozebrać pół buta, a czasem już nic się nie da zrobić. Dlatego wolę robić coś dłużej, ale bez ryzyka. Ostrożność to podstawa. Ten zawód to nie tylko technika. To odpowiedzialność. Za czyjeś pieniądze, za czyjeś wspomnienia, za czyjeś stopy. I za to, żeby but, zamiast szkodzić, naprawdę służył.


Po rozmowie z Cezarym i Magdą przechodzimy do kolejnej sali. Tam czeka na nas Renata, która w Wielkim Shoe odpowiada za renowację obuwia. 


Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Projekt Pracownie: Nowe pomieszczenie, nowa twarz. Renato, czy możesz powiedzieć, co dzieje się w tej części pracowni?  

Renata: Najprościej mówiąc, w tamtej części pracowni, widzieliście, jak but jest szyty, klejony i konstruowany, ale to właśnie tutaj odpowiadamy za efekt wow. Po naszej pracy but ma robić wrażenie!

Projekt Pracownie: Do czego sprowadza się to w kontekście pracy z obuwiem?

Renata: Nie tylko obuwiem. Malujemy tu buty, paski, torebki – wszystko, co skórzane. Dobór koloru to precyzyjna robota. Czasem wystarczą dwie warstwy, czasem pięć, zwłaszcza gdy but był wcześniej malowany albo mocno przetarty. Trzeba brać pod uwagę, jak jeden kolor zareaguje na drugi. Nie wszystko da się przemalować. Biały na kolor – łatwo. Ciemny na jasny – już niekoniecznie.

Przy renowacji najpierw ściągamy starą warstwę benzyną, acetonem i matowimy, szlifujemy. Jeśli skóra jest zamknięta, czyli fabrycznie pokryta farbą, pracujemy inaczej niż przy niefarbowanej, otwartej. Otwarta skóra przyjmuje farbę penetrującą, która wnika głęboko. Potem kremy, woski, wykończenie  i nagle z jasnego, zmęczonego buta robi się głęboki, szlachetny kolor. To moment, w którym z czegoś zniszczonego wychodzi coś pięknego.

Czasem proces trwa trzy dni, zanim w ogóle dojdziemy do etapu nakładania koloru. Każda para reaguje inaczej. Nawet dwa teoretycznie identyczne buty mogą przyjąć pigment w inny sposób, bo zużycie jest inne, przetarcia są w innych miejscach.


Zdarza się też szpachlowanie skóry, gdy specjalną masą obuwniczą wypełniamy ubytki, szlifujemy, wyrównujemy. Jeśli uszkodzenia są w miejscu zgięcia, trzeba uważać, bo skóra tam pracuje najmocniej. Czarne buty są najłatwiejsze do uratowania – ten kolor wybacza więcej!

Pracujemy też aerografem. To takie precyzyjne sprayowanie, jak miniaturowym pistoletem lakierniczym. Delikatne przejścia kolorów, cieniowanie, patyna. Nic nie przykłada się do skóry, wszystko z odpowiedniej odległości, warstwami.

A zamsz? Zamsz nie lubi wody. Wielu klientów już to wie, ale niestety najczęściej po fakcie. Często przychodzą i mówią: „Próbowałem sam wyczyścić”. Woda i szczotka to najgorsze połączenie. Zamsz wymaga zupełnie innej procedury.

Właśnie dlatego renowacja daje mi największą satysfakcję, bo jest tu całkiem sporo kombinowania! 

Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Projekt Pracownie: Od dawna zajmujesz się butami? Skąd zamiłowanie do naprawiania butów? 

Renata: Przez kilkanaście lat pracowałam za biurkiem i moja głowa była zdecydowanie przeciążona. Na ogłoszenie pracy w Wielkim Shoe trafiłam całkiem przypadkiem. Nie miałam żadnego doświadczenia, po prostu czułam zdecydowaną chęć zmiany. Szybkiej, może nie do końca przemyślanej (śmiech). Przejście z banku do pracowni rzemieślniczej było skokiem w nieznane. Od razu powiedziałam, że nic nie umiem. Zaufali mi, powiedzieli, że mogę się uczyć, więc zostałam. 

Przejście z obsługi komputera na pracę rękami okazało się dla mnie ogromną ulgą. Mniej korporacyjnego napięcia, więcej realnego dotyku materiału. W branży, w której rzadko ktoś zatrudnia bez doświadczenia, Wielki Shoe daje szansę na całkowite przepisanie własnej historii… I może to jest najważniejsze: nie tylko buty są tu naprawiane. Czasem naprawiane są też zawodowe życiorysy!

Czy teraz jestem rzemieślniczką? Pracownikiem pracowni? Nie mam potrzeby przyklejać sobie etykiet. Najważniejsze jest jedno: jestem wolnym człowiekiem, który podjął decyzję i się jej trzyma.


Wracamy do części ekspozycyjnej i sprzedażowej, gdzie czeka już na nas Mikołaj. Pyta nas o wrażenia, o to, czy tak wyobrażaliśmy sobie Wielkiego Shoe. 


Projekt Pracownie_Wielki Shoe_szewc_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Projekt Pracownie: My już wiemy, że Wielki Shoe to prężnie działający zakład szewski. Czy jednak ty już wiesz, w jakim kierunku będziecie się rozwijać dalej? Czy Wielkiemu Shoe grozi przejście na produkcję bardziej masową? 

Mikołaj: Kiedy wszedłem do świata szewstwa, uznałem, że najważniejsze jest odpowiedzenie sobie na pytanie, czy chcemy zostać przy wizerunku naprawiacza z piwnicy, czy budować markę prestiżową, na wysokim poziomie, ale nadal rzemieślniczą, nie masową? Odpowiedź, jak sama zauważyłaś, widać w detalach.

Czasem pojawia się inne pytanie: czy warto naprawiać buty, których naprawa przewyższa pierwotną cenę? Wtedy pada najważniejsze: „Na ile jest pan/pani emocjonalnie związany/a z tą parą?”. Bo jeśli związek jest silny, rachunek ekonomiczny schodzi na drugi plan. Mieliśmy tu przypadek pani, która była tak bardzo związana ze swoimi dwudziestoletnimi klapkami, że mimo wysokiej ceny naprawy jej sentyment był dla niej cenniejszy. Była to para dwudziestoletnich klapek, a wartość sentymentu wyniosła 1500 zł. Po naprawie i renowacji butów wyszła od nas szczęśliwa. Także chcemy dalej robić naprawy, ale produktów premium, jak buty za kilka tysięcy złotych, typu Gucci, Manolo Blahnik, Carmina. A takie produkty  wymagają nie tylko techniki, ale też odpowiedniej estetyki i podejścia.

Myślę też, że dla potencjalnych klientów Wielkiego Shoe liczy się wartość, która wynika – w przypadku butów na zamówienie – z braku problemów  przysparzanych przez marketowe nowe buty. Na bok odchodzą pęcherze czy otarcia. Pokazujemy, że tak być nie musi. Można zrobić dobre, dopasowane buty na miarę, które może po 10 latach trzeba będzie odrobinę podreperować, ale buty, które leżą jak skarpeta, nie powinny być luksusem, a punktem startowym przy ich wyborze. 

Chcę, żeby to było miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie,  ale zawsze w jakości zgodnej z naszymi zasadami. Jeśli robimy buty, dajemy długą gwarancję, bo jesteśmy przekonani, że będą służyć latami. Jeśli tworzymy galanterię, to tak samo – wszystko zależy od skóry, nici i sposobu wykonania, ale kompromisów jakościowych nie ma.

Dobry zakład powinien sobie poradzić z niemal każdym materiałem. I my sobie radzimy. Pracowaliśmy na skórach egzotycznych – wężu, strusiu, aligatorze, płaszczce, jaszczurce – zarówno przy nowych butach, jak i przy renowacjach. Nawet przemalowywaliśmy buty z ucha słonia na zupełnie inny kolor – i po latach nadal wyglądają świetnie!  To pokazuje, że da się bardzo dużo, o ile ma się wiedzę i doświadczenie.

Nie idziemy w masową produkcję. Dlaczego? Bo wierzę w pracę rąk i tradycyjne metody przekazywane z pokolenia na pokolenie. Sam używam takich rzeczy prywatnie i wiem, jak długo potrafią wytrzymać. Ręcznie szyte buty mają zupełnie inną żywotność niż fabryczne. To samo dotyczy pasków. Nawet bardzo drogie marki potrafią w środku użyć kartonu. U nas jest tylko skóra. Jeśli po latach ktoś chce zmienić klamrę, proszę bardzo, pasek dostaje drugie życie.

Jedną rzecz można wykonać na wiele sposobów. Buty, paski, torby – każdą z nich można stworzyć różnymi technikami, w różnych konstrukcjach, z różnym efektem końcowym. My wiemy jak. I właśnie ta indywidualność jest naszą siłą.

Wielki Shoe

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >