Materiał wyznaczył kierunek

Okazją do poznania Marty i Łukasza był dla nas czerwcowy Festiwal Otwarte Mieszkania organizowany przez warszawski oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Spotkaliśmy się na terenie urokliwego Osiedla Jazdów i rozmawialiśmy w czasie inauguracji festiwalu. STEIL wykonuje przede wszystkim meble z kamienia i dodatki z naturalnej skóry. Marta Czeczko oraz Łukasz Nowosadzki tworzą je we współpracy z rzemieślnikami działającymi na terenie Warszawy.

Nasza rozmowa odbywa się w mieszkaniu Marty i Łukasza, które jednocześnie jest ich małą pracownią. Po zamówieniu odpowiednich formatek z kamienia praca nad detalami kolekcji odbywa się właśnie na Woli. Podobnie z obróbką dodatków ze skóry, takich jak kwietniki czy uchwyty meblowe.

Projekt Pracownie: Zawsze zaczynamy od tego, skąd wziął się pomysł, żeby zajmować się danym rodzajem rzemiosła. Czy to Wasze jedyne źródło utrzymania, czy też robicie to dodatkowo?

Marta: Nie, nie jest to nasze jedyne źródło utrzymania. Ja jestem architektem wnętrz, natomiast Łukasz fotografem. Pomysł przyszedł stąd, że podczas wspólnego pobytu w Paryżu przechadzaliśmy się po sklepach z designerskimi przedmiotami i Łukasz spytał, dlaczego my nie robimy takich fajnych rzeczy. Rok później zrobiliśmy fajne rzeczy i zaczęliśmy je sprzedawać.

PP: Kiedy to było dokładnie?

Łukasz: Wyjazd odbył się w styczniu zeszłego roku, nad koncepcją zaczęliśmy myśleć w wakacje i ruszyliśmy na początku listopada.

PP: Czyli kiedy się poznawaliśmy, tak naprawdę znajdowaliście się na samym początku drogi?

Ł: W kwietniu byliśmy już na Targach Rzeczy Ładnych. Początkowo rozważaliśmy nawet, żeby wystartować podczas grudniowej edycji, ale stwierdziliśmy, że to byłaby jednak przesada – zgłaszać się tam po miesiącu działalności.

Rynek przygotowany na kamień

PP: Jesteśmy w mieszkaniu i staramy się sobie wyobrazić, jak wygląda dokładnie Wasza praca. Wymyślacie produkty i kupujecie gotowe komponenty? W jakim stopniu Wasze meble i dodatki są dziełem Waszych rąk?

Ł: Pierwszym etapem jest właśnie proces projektowania. Marta może go przybliżyć.

M: Zdecydowanie materiał stanowi punkt wyjścia. Stawiamy na minimalizm. Wychodzimy z założenia, że zarówno łupek, jak i skóra to materiały tak ciekawe i dekoracyjne, że reszta może być tylko dodatkiem.

PP: Inspirujecie się Północą i Skandynawią? Zaczęło się od wielkiej podróży życia? Skąd w ogóle te nawiązania do natury?

M: Ja jeździłam po Skandynawii, Łukasz – w inne kierunki, ale podoba nam się wzornictwo skandynawskie, sama surowość krajobrazu i natury. Widać to w naszych produktach. To nie są stoliki z blatem z polerowanego marmuru, tylko naturalna, surowa struktura łupka. Tak samo skóra – też naturalna, nielakierowana, jak to zazwyczaj jest w meblach tapicerowanych.

PP: Co oznacza Wasza nazwa?

Ł: To właśnie odzwierciedlenie dwóch materiałów, w których głównie pracujemy. Było dużo szukania właśnie w językach skandynawskich. Stanęło na połączeniu słów, które w zbliżonym brzmieniu występują praktycznie w każdym języku skandynawskim, czyli „kamienia” (stein – norweski, steinn – islandzki, sten – duński i szwedzki, ) oraz „skóry” (lær – norweski, leður – islandzki, læder – duński, läder – szwedzki).

PP: Nie baliście się, że rynek nie jest gotowy na takie meble? Że jednak ludzie chętniej sięgają po drewno?

Ł: Istnieje trochę firm pracujących w kamieniu, ale koncentrują się na marmurze, bo jest bardziej elegancki. Ja osobiście nie znam firm, które robią meble z łupku i skóry.

M: Jeśli chodzi o nasz młody rynek designu, to przeważa na nim drewno. My nie chcieliśmy pracować z drewnem, głównie dlatego, że wtedy mogliśmy tylko projektować, a całość zlecać do wykonania rzemieślnikom. Nam zależało na tym, żeby mieć jak największy udział w procesie twórczym.

PP: Czyli mieliście jakieś doświadczenie w pracy z tym materiałem?

Ł: Nie. Najpierw zastanawialiśmy się nad samą koncepcją marki. Szukaliśmy surowca, z którym chcielibyśmy pracować. Byliśmy w zakładach kamieniarskich, oglądaliśmy materiały i łupek wpadł nam w oko. Zdecydowaliśmy się go użyć i jesteśmy w tym dość konsekwentni.

PP: Rozumiemy, że pierwsza obróbka to były eksperymenty z materiałem?

M: Tak. Kamienia oczywiście sami nie obrabiamy. Zamawiamy formaty, jakich potrzebujemy, i zajmujemy się „kosmetyką”.

Ł: Pełna obróbka wymaga użycia specjalistycznych i naprawdę drogich maszyn. Przy naszych możliwościach jest ona niewykonalna.

PP: Z jakimi zakładami współpracujecie?

M: Różnie. Jeśli chodzi o kamieniarzy, to nie mamy faworyta.

Ł: Jeden zakład jest z Gdańska, jeden spod Warszawy, kolejny znajduje się nieopodal, na Woli.

M: Natomiast jeśli chodzi o wykonawcę elementów stalowych, to współpracujemy ze wspaniałym panem Antonim. To ślusarz z prawdziwego zdarzenia. Robi dużo rzeczy przemysłowych, ale dla przyjemności pracuje też w mniejszym formacie.

PP: Mówicie, że pracujecie głównie z łupkiem, na stronie widać, że macie też produkty z trawertynu. Oprócz tego używacie skór – jakich?

M: To skóra bydlęca garbowana roślinnie. Oczywiście jej nie oprawiamy. Zamawiamy skórę z garbarni, a potem samodzielnie zajmujemy się obróbką na nasze potrzeby. Ważna jest impregnacja, żeby skóra była odporna na wilgoć i zanieczyszczenia.

Ł: W przypadku kamienia też musimy pamiętać o wykorzystaniu impregnatów. Stosujemy dwa – w zależności od kamienia. Na przykład łupek jest impregnowany „na mokro”, co wydobywa kolor z kamienia, a trawertyn impregnujemy „na sucho” – ten sposób mniej ingeruje w pierwotny kolor. Łupek niezaimpregnowany jest szary i sprawia wrażenie brudnego.

PP: Zaczęliście na Targach Rzeczy Ładnych. Nadal uważacie, że takie imprezy jak targi to główne źródło Waszych odbiorców? Czy raczej odbiorcami są ludzie, którzy szukają inspiracji w internecie?

Ł: Mamy kilka źródeł odbiorców. Współpracujemy z jednym sklepem stacjonarnym na Pradze – Look Inside. Poza tym nasze produkty są obecne na kilku serwisach związanych stricte z designem. Plus korzystamy z platform sprzedażowych oferujących możliwość wysyłki za granicę. Szczerze mówiąc, połowa naszych rzeczy sprzedaje się za granicę.

PP: O, poważnie? A w który region?

Ł: Najwięcej do Stanów Zjednoczonych, ale wysyłamy także w Europie, głównie do Francji, Hiszpanii i Niemiec.

PP: Jesteście transparentni. W Waszym sklepie są podane wszystkie ceny.

M: Myślę, że ukrywanie się i kombinowanie wzbudza negatywne emocje. Ja mam takie podejście jako klient, że czasem może chciałabym coś kupić, ale jeśli nie widzę ceny, działa to na mnie odstraszająco. Co innego, jeżeli produkt jest wykonywany na zamówienie.

PP: Spotykamy się ze stwierdzeniem, że ludzi porażają ceny produktów rzemieślniczych. Nie rozumieją, czemu coś wytwarzanego z naturalnych materiałów, ręczną pracą jest takie drogie. Wy też odnosicie wrażenie, że zdaniem ludzi to wyraz snobizmu?

M: Mamy trochę inne podejście. Wiemy, ile to kosztuje, ile potrzeba czasu i z czego wynika cena. Faktycznie ludzie nie wiedzą, skąd te ceny się biorą. Skóra i kamień to nie są tanie materiały i nie można ich dostać w łatwy sposób. Potrzebują one obróbki i odpowiedniego specjalisty.

Ł: Właśnie. Tutaj trzeba zrobić wszystko od początku do końca – od pomysłu do wysyłki. To musi kosztować trochę więcej niż wykonane fabrycznie rzeczy. Plus nie można zapominać, że w cenie jest ukryta marża sklepów.

PP: Jaką część Waszej oferty stanowią te detale, na przykład kwietniki, uchwyty? Jak często powstają meble, a jak często (w stosunku do nich) – drobne elementy?

Ł: Wiadomo, że dodatki częściej niż stoliki.

PP: Ile stolików jesteście w stanie wyprodukować miesięcznie?

Ł: Miesięcznie niedużo. Nie działamy maszynowo. Jesteśmy uzależnieni od pana Antoniego – ślusarza, z którym współpracujemy, i od jego możliwości czasowych. Przeważnie wykonanie stolika trwa 2–3 tygodnie, tak jak podajemy na stronie. Staramy się tego przestrzegać.

M: Musimy zamówić materiał, konstrukcję. Jeśli chodzi o małe rzeczy, to jesteśmy w stanie robić je na bieżąco i tak właśnie się dzieje.

PP: Mówicie o tym, że sprzedajecie rzeczy głównie za granicę. Czy Polacy mniej znają się na designie? Czy uważacie, że wyznaczacie trend? Jakie były reakcje odbiorców na targach?

Ł: Aż tak to nie. Ale ludzie reagują bardzo pozytywnie. Na targach było naprawdę miło. Nie chcę zabrzmieć tak, jakbym się chwalił, ale trochę się wyróżnialiśmy, jeśli chodzi o dział mebli.

M: Nie pracujemy w drewnie, które zdominowało nasz rynek. Pojawiają się inne materiały, ale na ogół jest to marmur, więc mamy malutką niszę i w niej działamy.

PP: Planujecie nowe kolekcje w najbliższym czasie? Stoliki, które widzimy tutaj i na stronie internetowej, wyglądają jak pewna całość. Co dalej?

Ł: To jest naprawdę jedna duża kolekcja, która będzie pączkować. I stylistyka, której raczej będziemy się trzymać. Nie jest tak, że wszystkie te przedmioty powstały od razu. Pojawiały się różne warianty i pewnie stworzymy jeszcze dodatkowe. Na przykład seria kwietników była robiona specjalnie na Targi Rzeczy Ładnych.

M: Raczej będziemy systematycznie rozwijać to, co mamy, niż co sezon sezon pokazywać nową kolekcję.

PP: Myśleliście o robieniu mebli do siedzenia z wykorzystaniem skóry?

Ł: Tak naprawdę to oba stoliki lade mogą służyć do siedzenia. Zastanawiamy się nad fotelami, ale zrobienie ich ze skóry byłyby trudne ze względu na koszty i wpłynęłoby to na cenę. No i kwestia promocji – umówmy się, nie jesteśmy zbyt znani. Wydaje mi się, że Polacy w większości nie wydają dużych pieniędzy na design czy wystrój wnętrza.

M: Staramy się do projektu podchodzić tak, żeby dało się go zrobić w cenie, która będzie rynkowa.

Ł: Nie chcemy szaleć z cenami. Nie zamierzamy tworzyć marki luksusowej, dlatego musimy to jakoś wyważyć.

PP: Macie w planach wizytę na targach w najbliższym czasie?

Ł: Byliśmy niedawno wybrani do sześćdziesiątki innowacyjnych firm, promowanych na sierpniowych targach Formex w Sztokholmie. We wrześniu nasz stolik brał udział w Projekcie Warszawiak w ramach Wawa Design Festival. W grudniu planujemy kolejny raz pojawić się na TRŁ.

PP: Jak znaleźliście się na targach zagranicznych?

Ł: Zgłosiła się do nas fundacja Tasting Poland, która w ramach programu finansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych promowała na terenie Szwecji wybrane sektory polskiej gospodarki.

Wszyscy jesteśmy samoukami

PP: W czasie rozmowy w Czterech Deskach Piter mówił, że rola współczesnego rzemieślnika się zmieniła. Kiedyś to była osoba, która miała wytwarzać produkty. Teraz to musi być osoba, która zna się na designie, materiale, umie go obrobić i przy okazji sprzedać, więc w pakiecie pełni funkcję marketingowca.

Ł: Ja nigdy nie czułem się rzemieślnikiem. Nigdy nim nie byłem i raczej nigdy nie będę.

M: Ja też nie.

PP: To jak byście się nazwali?

Ł: Marta jest projektantem, ja pomagierem (śmiech).

PP: Pracujecie ze skórą – gdzie się tego nauczyliście?

M: Czytanie, podglądanie, metoda prób i błędów.

Ł: Na pierwszym miejscu był koncept. A potem kombinowanie, jak go wykonać.

PP: Dużo pytamy o mistrzów, o szkoły, z których czerpie się wiedzę. Obecnie wielu rzemieślników jest samoukami.

M: Wszyscy są w jakimś stopniu samoukami!

PP: A Was nie kusi, żeby otworzyć własną pracownię i zacząć bardziej wnikać w obróbkę materiałów, z którymi pracujecie?

M: Trochę kusi, ale teraz godzimy wiele rzeczy ze sobą. Na razie nie widzę możliwości, żeby rzucić wszystko inne i skupić się tylko na meblach.

Ł: Obróbka kamienia jest barierą nie do przeskoczenia. Myślę, że nigdy nie będziemy się nią zajmować. Potrzebne są hale i grube tysiące na maszyny. Nawet jakbym miał te grube tysiące, to i tak musiałbym jeszcze dołożyć pieniądze, żeby ktoś stał przy tej maszynie i to robił. Poza tym to nie jest chyba ani przyjemne, ani satysfakcjonujące dla mnie. Na tym poziomie, na którym funkcjonujemy, czerpiemy jednak przyjemność z tego, że coś powstaje z elementów, o których wcześniej myśleliśmy, że może nie do końca do siebie pasują.

PP: Wasze produkty – poza tym, że są designerskie – to przedmioty codziennego użytku. Skąd pomysł na taki właśnie zestaw produktów?

Ł: To wynika trochę z podejścia do klasyfikacji cen. Chciałem mieć w ofercie rzeczy na różnych poziomach cenowych. Nie tylko stoliki kosztujące około tysiąca złotych, ale też rzeczy mniejsze i tańsze, choć z tych samych materiałów. Kombinowałem, co można zrobić jeszcze na przykład z łupku, żeby było mniejsze – i tak powstały na przykład tace skife.

M: Łupek bywa wykorzystywany do wyposażenia stołu, ale w zupełnie innej formie niż u nas.

Ł: Ja wcześniej nigdzie tego nie widziałem, więc wymyśliłem (śmiech).

PP: Co z Waszej oferty powstało jako pierwsze?

M: Chyba tace. Albo stolik kamienny?

Ł: Kiedy wystartowaliśmy, były już praktycznie wszystkie rzeczy. Stworzyliśmy przedmioty z kamienia i skóry, bo chcieliśmy mieć taką kolekcję. Potem ją tylko uzupełnialiśmy. Trudno mi powiedzieć, co było pierwsze.

PP: Co cieszy się największą popularnością?

M: Zdecydowanie uchwyty.

Ł: Ktoś może się do nas zgłosić i zrobimy je takie, jakie chce. Mieliśmy wiele niestandardowych zamówień.

PP: Ostatnio widzieliśmy wywiad z jednym rzemieślnikiem, który twierdził, że najważniejsze jest zachowanie kondycji psychofizycznej. Trochę pracy biurowej, trochę obróbki materiału. Oprócz tego praca nad marką. Dużą część Waszych działań zajmuje marketing?

M: W ramach marki tak, a w ramach harmonogramu dnia – nie.

Ł: Ja trochę zajmuję się marketingiem, stroną wizualną, fotografią. Marta odpowiada głównie za to, jak wyglądają produkty, choć ja też w tym uczestniczę. Plus Marta jest też odpowiedzialna za stronę finansową, w sensie księgowość i inne mniej ciekawe rzeczy (śmiech). Dużo rzeczy robimy razem, tak poważnie mówiąc.

PP: Czy docelowo taki styl życia Wam odpowiada?

M: Dobre jest to, że nie robimy jednej rzeczy. Nie chcemy się znudzić. Nie chcemy, żeby to stało się wytwórstwem.

PP: Jesteście w stanie określić swoją grupę docelową? Jak to oceniacie?

M: Braliśmy udział w badaniach społecznych na temat polskiego designu i padło takie pytanie. Okazuje się, że w branży nikt nic nie wie. Ale odbiorcy to pewnie ludzie w naszym wieku i starsi… Raczej kobiety.

Ł: Głównie ludzie, do których trafia nasza stylistyka. Ale stoliki akurat częściej kupują mężczyźni.

PP: Powiedzcie, jakie są Wasze odczucia dotyczące zjawiska Nowej Fali Rzemiosła? Jak je oceniacie?

M: Ja jestem zachwycona, bo coś zrobione ręcznie ma sto razy większą wartość niż to, co wychodzi z fabryki. Doceniamy to.

Ł: Ja mam w ogóle antykorporacyjne podejście. Jestem przeciwnikiem pracy na etacie, więc pozytywnie oceniam wszystkich ludzi, którzy znajdują w sobie siłę, motywację i są konsekwentni w tym, żeby podążać swoją ścieżką życia. Jak same mówicie, większość rzemieślników to są ludzie, którzy mają zupełnie inne wykształcenie albo przychodzą z innej branży, żeby zajmować się tym, co sprawia im przyjemność. Starają się przy okazji na tym zarabiać. I to jest fajne.

Fotografie w tekście: Krzysiek Jedynak

Wywiad prowadziły: Małgorzata Herman i Karolina Malczewska
Autor: Małgorzata Herman
Redakcja: Karolina Malczewska


steil
Wola, Warszawa
kontakt.steil@gmail.com
Marta +48 695 994 078
Łukasz +48 606 633 717

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *