Projekt Pracownie nie może narzekać na brak historii takich jak ta związana z Fenkiem. Mowa o sytuacjach, w których z powodu różnych życiowych perypetii z naszymi rozmówcami umawiamy się na wywiad dopiero po kilku latach znajomości. W przypadku Fenka było to prawie dziewięć lat! Ostatecznie pretekstem do spotkania stała się wystawa „Nurt tradycji: rzemiosła z brzegów Wisły”, którą jako Projekt Pracownie przygotowywaliśmy latem dla m.st. Warszawy. Chcieliśmy, aby pracownia Fenek była jedną z pracowni, których historię i fach zaprezentujemy na ekspozycji. Rzemieślniczki przyjęły zaproszenie. I tak po blisko dekadzie dotarliśmy wreszcie do pracowni ceramicznej Fenek, która obecnie mieści się na warszawskiej Tamce.
Kiedy poznaliśmy Fenka, jeszcze w pierwszej siedzibie przy Podskarbińskiej, dowiedzieliśmy się się, że prowadzą go Agata Klimkowska i Tosia Kiliś. Gdy jednak umówiliśmy się na wywiad minionego lata, okazało się, że w pracowni bywa już głównie Agata wraz z zespołem oddanych pracowniczek. Tosia od 4 lat mieszka poza Warszawą i nad marką czuwa przede wszystkim pod kątem stylistyki, którą trudno pomylić z designem proponowanym przez jakąkolwiek inną pracownią ceramiczną.
Mimo upływu lat Fenka nadal wyróżnia bardzo oryginalne wzornictwo, wypracowywane przez długie lata, a zainteresowanie powstającymi na Powiślu naczyniami nie słabnie. O tym, jak dziś wygląda Fenek i jak działa, rozmawiamy z Agatą.

Projekt Pracownie: Jak z wieloma pierwszymi rozmówcami Projektu Pracownie, z wami również poznaliśmy się w zagłębiu przy Podskarbińskiej. Jak wspominasz tamte czasy i lokalizację?
Agata Klimkowska: Tak jak mówisz, pierwsza siedziba Fenka mieściła się przy Podskarbińskiej . Mimo licznych protestów i prób zatrzymania budowy kolejnego osiedla oraz ratowania tego miejsca każda osoba, która prowadziła tam swoją działalność, była zmuszona poszukać nowego lokalu. My również.
Podobnie jak większość rzemieślników liczyłyśmy na to, że przeniesiemy się gdzieś w pobliże Podskarbińskiej, że zostaniemy na Pradze. Los jednak rzucił nas tutaj, na Tamkę. Z perspektywy czasu myślę, że bardzo dobrze się stało. Działamy tutaj już od ośmiu lat.
Jak pewnie zauważyłaś, z zewnątrz to miejsce wygląda bardzo niepozornie – jak malutka pracownia. Kiedy jednak wchodzi się do środka, odkrywa się ogromną przestrzeń z tajemniczymi przejściami do kolejnych pomieszczeń (śmiech). Mamy tu świetne warunki, żeby z jednej strony być z ludźmi, a z drugiej – w razie potrzeby – odizolować się i skupić się na pracy.

Przyznaję, że kiedy się tu przenosiłyśmy, nikt jeszcze nie myślał o Tamce jako o prestiżowym miejscu. Szukałyśmy po prostu taniego lokalu. W tej okolicy niewiele się wtedy działo – nie było większości kawiarni ani miejsc, z których dziś słynie Tamka. Sama zmiana perspektywy była więc dla nas niesamowita.
Przy Podskarbińskiej Fenek był właściwie schowany przed ludźmi i nie ma co ukrywać – tamto miejsce miało swoje wady. Wszechobecny zapach fabryki, drukarnie offsetowe bez żadnej wentylacji…

Mam wrażenie, że Fenka znają wszyscy. Jakie były wasze początki z Tosią? I czy potrafiłabyś wskazać coś w rodzaju przełomowego momentu dla waszej marki?
Szczerze mówiąc, nigdy nie było jednego przełomowego momentu. Po prostu robimy to, co robimy, bardzo konsekwentnie już od blisko jedenastu lat. To nigdy nie był pomysł na biznes – raczej naturalna konsekwencja robienia tego, na co w danym momencie miałyśmy ochotę. Początki, jak w wielu przypadkach, były bardzo trudne, ale miałyśmy wtedy dużo czasu i siły.
Z Tosią poznałyśmy się w Poznaniu, na studiach w School of Form. Zamieszkałyśmy razem z większą bandą znajomych i mimo różnicy wieku świetnie się dogadywałyśmy. Podczas gdy Tosia zaczynała studia zaraz po maturze, ja miałam już za sobą różne szalone fuchy, ukończone studia z ochrony środowiska oraz doświadczenie studiowania antropologii i animacji społeczno-kulturalnej. Studia w School of Form miały być moimi czwartym kierunkiem!
Obie mogłyśmy wtedy studiować tam za darmo, bo szkoła dopiero startowała. To była więc decyzja z gatunku: teraz albo nigdy.
W School of Form świetne było to, że miałyśmy do dyspozycji całe mnóstwo fantastycznych pracowni – ceramiczną, krawiecką, intermediów, stolarską. Od początku podobało nam się nawzajem to, co każda z nas robiła. I bardzo naturalnie pojawiła się myśl, że połączymy siły i zrobimy coś razem.

Skoro miałyście tam taką mnogość opcji, to dlaczego akurat ceramika?
Przyznam, że w stolarni panował bardziej klimat produktowy i wzorniczy, a na ceramice było tak… miękko. Balansowałyśmy między rzemiosłem a sztuką. Ja miałam już wcześniej styczność z ceramiką – jako dziecko jeździłam na plenery do Orońska, więc ten kierunek był dla mnie bardzo naturalny.
Myślę też, że sama ceramika bywa najłatwiejszym pierwszym zetknięciem z tworzeniem form. W tym rzemiośle po prostu początki są łatwiejsze. To nie przypadek, że znacznie więcej osób zaczyna od robienia kubków niż od rzeźbienia w drewnie. Sądzę, że sam próg wejścia do ceramicznego świata jest dość niski. Prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy nie tylko chcesz coś stworzyć, ale też masz pewność, że to się nie rozpadnie po pięciu minutach (śmiech).

Fenek ma bardzo specyficzny i charakterystyczny styl. Czy pamiętasz, co wami kierowało, kiedy decydowałyście się na wybór właśnie takiej estetyki?
Myślę, że to nie był przemyślany wybór z jakiejś palety możliwości, tylko robienie tego, co nam w danym momencie sprawiało najwięcej frajdy. Robiłyśmy takie naczynia, jakie po prostu chciałyśmy mieć. Sama materiał, jakim jest porcelana, daje moim zdaniem bardzo silne wskazówki. Zupełnie inaczej myślę o pracy z nią, a inaczej o pracy w glinie plastycznej czy lejnej.
Gdybym miała powiedzieć, co jest dla mnie w naszym stylu najważniejsze, bez wahania wskazałabym na jakość – na to, żeby te rzeczy były po prostu dobrze zrobione.

Nie masz wrażenia, że rynek ceramiczny jest już przesycony?
Kiedy my zaczynałyśmy, na pewno było mniej pracowni ceramicznych niż teraz, ale przyznam szczerze, że również mamy dziś coraz więcej klientów. Kiedyś sprzedawałyśmy sto kubków miesięcznie, a teraz nawet nie jestem w stanie tego zliczyć.
Zupełnie nie przejmuję się tym, że jest tak dużo pracowni ceramicznych. Staram się po prostu jak najlepiej robić swoją robotę. Jeśli miałabym wskazać, czym faktycznie się przejmuję, to tym, żeby móc cały czas robić rzeczy, które naprawdę mi się podobają. Bo jest trochę tak, że na którymś etapie istnienia Fenka mogłabym przestać robić to, co czuję, a zająć się wyłącznie tym, co się dobrze sprzedaje. Zawsze bardzo zależało nam na tym, żeby nie iść w tę stronę.

Jakie są według Ciebie największe wyzwania w prowadzeniu małej, rzemieślniczej marki?
Na początku pracowałyśmy właściwie tylko we dwie – ja i Tosia. Spędzałyśmy w pracowni codziennie po ponad dziesięć godzin. Dziś nie jestem już w stanie tyle pracować i brać wszystkiego na siebie, dlatego musiałam zatrudnić pracowników.
Nie chciałam się jednak stać wyłącznie menedżerką tego miejsca – i do dziś się nią nie czuję. Jestem ceramiczką, a nie tylko właścicielką firmy i płatniczką ZUS-u. Mam swoje rzeczy do zrobienia: do uformowania, do pomalowania.

To, co staje się trudne na tym etapie, to fakt, że ostateczne decyzje i tak podejmujesz Ty. Jako osoba zatrudniająca decydujesz o warunkach pracy, jakie zapewniasz zespołowi. Jeśli chcesz, żeby były one uczciwe, musisz zadbać także o zaplecze finansowe firmy.

To teraz z drugiej strony – co najbardziej lubisz w tej pracy?
Tym, co najbardziej lubię w Fenku, jest wolność rozumiana jako możliwość robienia swoich rzeczy we własnej stylistyce – i świadomość, że naprawdę możemy sobie na to pozwolić i dalej się w tym rozwijać. Nawet jeśli ktoś składa u nas duże zamówienie, wie, czego się spodziewać.
Ale ta wolność oznacza też wystawianie się na ocenę. Oferujesz ludziom swój pomysł i patrzysz, co się wydarzy. Pokazujesz produkt i zastanawiasz się, czy ktoś w ogóle go kupi. Robisz wiele różnych rzeczy – jedne sprzedają się lepiej, inne gorzej. Jest w tym coś pociągającego.
Jest jednak w tym wszystkim coś stałego, jak na przykład nasz kubek. Robimy go od jedenastu lat. To po prostu dobry kubek, uczciwie i porządnie wymyślony. Kiedyś poświęciłyśmy mnóstwo czasu, żeby go dopracować, i skoro się sprawdza, nie mamy powodu, żeby go zmieniać. On nas, że tak powiem, wciąż żywi i to jest świetne.
Fenek Studio
- fenekstudio@gmail.com
- 888 524 862
- Tamka 45b, Warszawa
- https://fenek.studio/




















































