Artystka z powołania: Monika Dąbrowska-Picewicz 


Monikę Dąbrowską-Picewicz poznajemy, gdy rzemieślniczka dołącza do stowarzyszenia NÓW. Nowe Rzemiosło. Kiedy przeglądamy Instagram i stronę internetową Moniki, zauważamy, że chociaż jest ona specjalistką od ceramiki, praktycznie nie wytwarza naczyń użytkowych. To nas zaskakuje. W innych pracowniach ceramicznych nie brakuje bowiem kubków, talerzyków, a także ozdobnych wazonów czy doniczek. Obiekty artystyczne często powstają w nich dodatkowo, na zamówienie lub na potrzeby wystaw. U Moniki jest odwrotnie. To właśnie tworzenie pojedynczych i niepowtarzalnych przedmiotów stanowi trzon działalności rzemieślniczki. Wśród prac Dąbrowskiej-Picewicz nie brakuje konceptualnych obiektów stworzonych z wykorzystaniem finezyjnych technik wytwórczych. 

Z działalnością rzemieślniczki stykamy się początkowo m.in. podczas wystaw, które organizuje stowarzyszenie NÓW. W trakcie każdego z wydarzeń oglądamy zupełnie różne przedmioty, w których z pozoru trudno znaleźć związek z innymi dostarczanymi przez Picewicz eksponatami. Mimo wszystko Monikę wyróżnia coś, co sprawia, że od razu wiemy, który obiekt stworzyła właśnie ona. To powoduje, że od pierwszych chwil, gdy Monika dołączyła do Nowiu, szukamy pretekstu, aby odwiedzić ją w sąsiadujących z Bielskiem-Białą Kętach, gdzie mieści się jej pracownia. Okazja nadarza się szybciej, niż moglibyśmy się spodziewać. Jedziemy do artystki zaraz po udziale Projektu Pracownie w jednym z paneli dyskusyjnych w ramach styczniowego 4 Design Days w Katowicach. Mamy do pokonania zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. 

Projekt Pracownie: Monika Dąbrowska-Picewicz, z zawodu artystka czy rzemieślniczka? 

Monika Dąbrowska-Picewicz: Jeszcze kilka miesięcy temu pewnie bym się wzbraniała przed nazywaniem się rzemieślniczką, ale odkąd wstąpiłam do Nowiu, kompletnie zredefiniowałam to słowo. Pracując z ceramiką, nie da się odseparować sztuki od rzemiosła. To materiał wyznacza zasady i trzeba mieć w sobie sporo pokory, żeby go ujarzmić. 

Ja dosyć szybko postanowiłam, że chcę być artystką, i moi rodzice o dziwo nigdy nie próbowali mnie odwodzić od tego pomysłu. To może się wydawać dziwne, ale nie nalegali, żebym pomyślała o jakimś dodatkowym, pewniejszym zawodzie. Myślę, że było to związane z tym, że sami zajmowali się szlifowaniem kryształów. Mimo że moja decyzja o studiach na ASP we Wrocławiu zbiegła się z ogromnym kryzysem w ich branży, zaakceptowali mój wybór i wspierali mnie w nim od samego początku. Czasem jednak trochę żałuję, że nikt nawet nie próbował mi tłumaczyć, że życie artysty wcale nie jest takie proste (śmiech). 

Chciałam być malarką i byłam pewna, że tak właśnie się stanie. Zaczęłam uczęszczać do liceum plastycznego w Bielsku. Tak się złożyło, że w tamtym czasie jedna z moich koleżanek była zafascynowana ceramiką i zaraziła mnie tą pasją. W ten sposób trafiłam na jedne z pierwszych w historii Bielska – a może nawet i Polski – warsztaty ceramiczne w pracowni Ars Nova. To był 1994 rok, a prowadzącym był Remigiusz Gryt, z którym przyjaźnię się do dzisiaj. Razem z Remim oraz Jolą Hermą-Pasińską i Adamem Sobotą, których poznałam na studiach, od lat organizujemy wspólne wystawy. 

Projekt Pracownie_Monika Dąbrowska-Picewicz_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Malarstwo ustąpiło miejsca ceramice? 

Podczas warsztatów poznałam całe mnóstwo technik ceramicznych i zafascynowałam się tym materiałem oraz możliwościami, które daje. Ceramika wydała mi się synergią wszystkich sztuk, bo naturalnie łączyła moje fascynacje malarstwem i rzeźbą. Połączenie tych pasji stało się zresztą przedmiotem mojej pracy dyplomowej na ASP. Na jej potrzeby stworzyłam obiekty ceramiczne na podstawie własnych prac malarskich. 

Liceum plastyczne w Bielsku, warsztaty ceramiczne, ASP we Wrocławiu, a dziś przydomowa pracownia w Kętach, międzynarodowe współprace na koncie i członkostwo w Nowiu. 

Pamiętam swoje początki. Polska wtedy nie należała jeszcze do Unii Europejskiej i nie było dotacji na rozpoczęcie własnej działalności jak teraz. Marzyłam o własnym piecu, bo to przecież absolutnie najważniejsze narzędzie w pracy ceramika. Nie miałam na niego pieniędzy i zastanawiałam się, czy nie wyjechać za granicę i po prostu nie spróbować na niego zarobić. Starałam się np. o pracę fotografa na statkach pasażerskich w Stanach Zjednoczonych. Na szczęście mnie nie przyjęli (śmiech), chociaż ciekawe, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby tak się stało… Pieca nie udało mi się kupić, ale okazało się, że można go zbudować. Razem z moim ówczesnym partnerem, obecnym mężem, posiłkując się książkami i informacjami z internetu, zbudowaliśmy dwa piece gazowe. Używanie ich było jednak dość problematyczne. Butan w trakcie dużego poboru bardzo się schładzał, dlatego trzeba było cały czas ogrzewać butlę z gazem, a gdy to nie pomagało, przełączać na nową. Chociaż cały proces, delikatnie mówiąc, nie spełniał wymogów bezpieczeństwa, w piecu powstało dużo ciekawych prac z niesamowitymi efektami.

Od początku wiedziałam, że nie chcę robić talerzyków i kubków. Miałam apetyt na więcej: duże dekoracyjne formy naczyniowe i rzeźby ceramiczne. Chociaż czasem było trudno, to zawsze mogłam liczyć na wsparcie najbliższej rodziny. Nigdy nie pozwolili mi pójść na kompromis i dzięki nim nie zrezygnowałam z obranej przez siebie ścieżki. 

Projekt Pracownie_Monika Dąbrowska-Picewicz_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Jak w końcu udało Ci się sfinansować budowę pieca?

Kiedy szukałam różnych możliwości finansowania, dowiedziałam się o programie stypendialnym „Młoda Polska”. Złożyłam podanie o najwyższą kwotę, która miała być przeznaczona na zakup dużego pieca gazowego. Zależało mi bowiem na unikatowych efektach na powierzchni wyrobów i tworzeniu wielkogabarytowych rzeźb. Po opłaceniu wszystkich podatków zostały mi do dyspozycji 32 tysiące. Idąc za ciosem, znalazłam firmę, która podjęła się budowy mojego wymarzonego pieca. Coś jednak poszło nie tak. Prace nad realizacją się przedłużały, koszty rosły, problemy się namnażały i tylko mój upór pozostawał niezmienny (śmiech). Współpracowałam już wtedy z kilkoma galeriami w Polsce i jak się domyślasz, gdzieś musiałam wypalać swoje prace. Robiłam to w małym piecu gazowym, a potem w innym, już elektrycznym, który udało mi się kupić dzięki sprzedaży dwóch form dyplomowych. Wracam do tego wspomnienia z nostalgią, bo człowiek, który je kupił, do dziś jest moim stałym klientem. 

Kiedy wchodziliśmy do pracowni, mijaliśmy duży piec. Czy to właśnie bohater Twojej opowieści?

Tak! Duży piec w końcu został wyposażony w grzałki elektryczne i służy mi do dzisiaj. Praca z nim, chociaż jest to piec elektryczny, również daje mi możliwość osiągania unikatowych efektów, na których tak bardzo mi zależało. Powiem szczerze, że gdy dziś wracam do historii tego pieca, zastanawiam się, skąd było we mnie tyle uporu i determinacji, żeby zrobić to wszystko po swojemu. To było szaleństwo!

Projekt Pracownie_Monika Dąbrowska-Picewicz_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Pokusiłabym się o stwierdzenie, że obecnie ludzie mają już na tyle wyrobioną wrażliwość estetyczną, że kupując Twoje obiekty, rozumieją ich wartość artystyczną. Jak było na początku Twojej drogi? W jaki sposób zdobywa się zaufanie i uznanie jako początkująca artystka? 

Pamiętam, że wysyłałam zdjęcia prac do różnych galerii w Polsce z propozycją współpracy. Z jedną z właścicielek galerii pisałam nawet tradycyjne listy. Z czasem, gdy stworzyłam już swoją stronę internetową, klienci sami zaczęli się zgłaszać. Pojawiły się też zapytania z zagranicy. Myślę, że porządna strona jest kluczem do sukcesu i  przyznaję, że moja została zrobiona na najwyższym poziomie. Wykonał ją dla mnie mój przyjaciel Adam Sobota. To nie tylko świetny ceramik, ale też, jak się okazało, całkiem niezły specjalista od stron internetowych! Jestem mu za tę pomoc bardzo wdzięczna. Wracając jednak do klientów, to właśnie za pośrednictwem rzeczonej strony zgłosiła się do mnie właścicielka galerii z Anglii. To był początek wieloletniej współpracy. Realizowałam dla niej dekoracyjne misy, których temat został ze mną do dziś. Długo broniłam się przed mediami społecznościowymi, ale gdy zaczęłam prowadzić warsztaty, musiałam się przełamać. Obecnie najbardziej doceniam moc Instagrama! 

Projekt Pracownie_Monika Dąbrowska-Picewicz_wywiad_fot_Radek Zawadzki


W swoich pracach wykorzystujesz różnorodne techniki i często osiągasz bardzo niekonwencjonalne rezultaty. 

Uwielbiam eksperymentować z materiałem i nadawać mu nietuzinkowe cechy. Przed rozpoczęciem każdego cyklu prac wykonuję mnóstwo próbek, łącząc ze sobą różne materiały ceramiczne. Szkliwa też zawsze przygotowuję sama. Często sięgam do gotowych receptur, ale tworzę także swoje autorskie szkliwa. 

Przykładem mojego podejścia do różnorodności technik może być jedna z moich mis, którą nadal mam w pracowni. Kiedyś rozpakowałam paczkę i zobaczyłam w niej papier zabezpieczający pocięty w wąskie paski. Zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdybym zamoczyła go w gęstej masie lejnej. Taka jest geneza tego obiektu.

Inspiracje przychodzą z różnych miejsc. Czasem to, co robię, może być traktowane przez laików jako błąd w sztuce, jak np. szkliwo barankowe, które pęka i kurczy się na powierzchni wyrobu w trakcie wypalania.  U mnie to był celowy zabieg, zresztą nie jestem prekursorem takich działań, bo to powszechnie uznana technika dekoracyjna wśród ceramików. .  

Ciągle szukam i odkrywam ceramikę na nowo. Po udziale w sympozjum Soda Firing w La Meridiana Ceramic School w Toskanii od razu chciałam realizować przywiezione stamtąd pomysły w mojej pracowni. Zanim jednak zabrałam się do pracy,  przyszła chwila refleksji, a z nią obawa, że będę musiała zainwestować w kolejny piec (śmiech).
Dzięki temu, że mieszkam w bliskim sąsiedztwie lasu i często spacerujemy w rodzinnym gronie, czerpię inspirację także z natury. Znajduję w niej spokój, ale też gotowe struktury, które później wykorzystuję  w swoich pracach. Podczas takich właśnie spacerów powstały pomysły na dwa projekty: Lasoterapia i Bezruch.

Projekt Pracownie_Monika Dąbrowska-Picewicz_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Nasze drogi przecięły się, gdy dołączyłaś do Nowiu. Chociaż już wcześniej nie próżnowałaś, odnoszę wrażenie, że dopiero nabierasz rozpędu. 

Ktoś może odnieść wrażenie, że za mną długi proces, który doprowadził do szczęśliwego osiągnięcia założonego celu. W końcu czuję, że moja sytuacja jest ustabilizowana i mam przestrzeń oraz otwartość na nowe projekty. Moje obiekty znajdują się w prywatnych kolekcjach w różnych częściach świata, ale także u nas m.in. w Muzeum Śląskim w Katowicach czy Muzeum Historycznym w Bielsku-Białej. W 2021 roku brałam udział w targach Cluster Crafts Fair, które ze względów epidemicznych odbywały się online, więc internet wciąż dostarcza mi wielu nowych okazji do współpracy i ciekawych, rokujących kontaktów. 

Teraz jestem także w Nowiu. Przyznam, że miałam wątpliwości, czy będę tam pasować, ale widzę, że energia i potencjał grupy był dokładnie tym, czego było mi trzeba. Bardzo cieszę się z tej decyzji. Dobrze być częścią czegoś większego. To niezwykle mobilizujące.


ZOBACZ FILM

Monika Dąbrowska-Picewicz

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >