Sztuka słuchania farby, czyli kilka słów o grafice warsztatowej

Joannę od lat spotykamy podczas warszawskich targów rzemiosła, gdzie prezentuje i sprzedaje swoje serie starannie wykończonych zeszytów oraz grafik. I chociaż z czasem nasze ścieżki przecinają się również za sprawą Instytutu Dizajnu w Kielcach, gdzie dzięki Kurkiewicz zostaje zaprezentowana nasza autorska wystawa „Oblicza nowego rzemiosła” i współpracujemy przy ekspozycji „Praski sznyt”, to właśnie jej rzemieślnicza działalność wzbudza nasze największe zainteresowanie. 

Papier Plus Druk to marka, której założycielką jest Joanna. Czujemy, że to właśnie jej pracownia powinna być naszym pierwszym przystankiem w pogłębieniu wiedzy na temat grafiki warsztatowej oraz meandrów techniki linorytu. Na początku 2022 roku udaje nam się wybrać do Kielc i odwiedzić Asię w jej małym królestwie papieru. Poznajemy wówczas także Łukasza Sokołowskiego, który wspiera rzemieślniczkę w jej codziennej pracy.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

Projekt Pracownie: Odkąd się znamy, przekonujemy się, że zajmujesz się wieloma rzeczami i wcielasz się w różne role w branży projektowej. Najbardziej interesuje nas jednak Twoje rzemieślnicza profesja i to, co robisz każdego dnia w Papier Plus Druk. Jak to się zaczęło?

Joanna Kurkiewicz: W 2012 roku ukończyłam grafikę warsztatową w Pracowni Technik Drzeworytniczych i Książki Artystycznej na łódzkiej ASP. Kiedy jeszcze studiowałam, na uczelni była możliwość bezpłatnego dobrania drugiego kierunku z innego wydziału i zdecydowałam, że dodatkowo zacznę pogłębiać wiedzę o papierze czerpanym na Wydziale Tkaniny i Ubioru.

Na pierwszym kierunku uczyłam się tradycyjnych technik graficznych, do których wycina się dłutami matryce umożliwiające druk na różnych papierowych podłożach i surowcach. Z drugiej strony przyglądałam się papierowi jako rodzajowi włókna i w niewielkich partiach czerpałam różne jego rodzaje. Prawdę mówiąc, studia bardzo silnie osadziły mnie w środowisku artystycznym. Chociaż pracowałam na prasach drukarskich starego typu i w tradycyjnych technikach, to sama uczelnia ma długie tradycje projektowe i to miało wpływ na moje prace artystyczne. Przekładało się na tworzenie kompozycji, dobieranie kolorów. ASP w Łodzi uczy konceptualnego  podejścia do swoich prac. Na studiach projektowałam i wykonywałam wielkoformatowe grafiki na tkaninach, różne instalacje in-site, które były prezentowane jako ekspozycje galeryjne i podczas przeglądów artystycznych. To, co wtedy wykonywałam, mogło zaciekawiać znawców i koneserów, ale ta grupa odbiorców była bardzo hermetyczna i ograniczona. Papier Plus Druk to mój sposób na wykorzystanie umiejętności warsztatowych i połączenie ich z działaniami projektowymi. Jestem po prostu grafikiem projektowym i warsztatowym.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

Co potrafi grafik warsztatowy? I jak udało Ci się przenieść te umiejętności do codziennej pracy? 

Kiedy już trafiłam do designu, bardzo chciałam znaleźć sposób na wykorzystanie swoich umiejętności drukarskich w projektach użytkowych. Kiedy zaczynałam z Papier Plus Druk, o grafice warsztatowej nie mówił nikt, a na rynku panowała całkowita zapaść tej profesji. Nikt nie wykorzystywał linorytu komercyjnie. Na targach królowały wydruki cyfrowe. Bardzo rzadko można było spotkać sitodruk, a o linorycie nikt nawet nie słyszał. Pamiętam, że przez pierwsze lata mówiłam klientom, że tworzę i odbijam pieczątki (śmiech). Dopiero przed wybuchem pandemii – czyli około 3 lata temu! – technika linorytu zaczęła przeżywać renesans i na targach pojawiła się profesjonalna nomenklatura. Mówiono o matrycy, druku wypukłym. Coraz więcej osób słyszało, co to jest, a nawet miało okazję spróbować swoich sił w tej technice i zaczynało rozumieć, ile pracy to wymaga. Dzięki temu klienci zaczęli bardziej doceniać wartość grafiki warsztatowej i odbitek wykonanych z wykorzystaniem tradycyjnych technik drukarskich.

Zaraz po studiach, kiedy zaczęłam pracę w Instytucie Dizajnu w Kielcach jedną z pierwszych akcji, którą zrealizowałam z wykorzystaniem moich umiejętności drukarskich był projekt „Zapraszamy do stołu”. To była taka jedzeniowa inicjatywa, która miała skłaniać ludzi mieszkających w Kielcach do odwiedzania lokalnej instytucji kultury. Wyglądało to tak, że na środku dziedzińca stał ogromny dębowy stół zadrukowany moimi grafikami. Naśladowały one wzory tradycyjnych polskich serwet. Byłam wtedy odpowiedzialna za całą identyfikację wizualną tego projektu i wszystkie wydruki były wykonanie właśnie w technice linorytu. Cała akcja miała jasno nawiązywać do folkloru i doczekała się kolejnych odsłon podczas Gdynia Design Days i  Dni Designu w Stalowej Woli. Stół był prezentowany także w Fortecy Kręglickich w Warszawie. 

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

Na czym właściwie polega technika linorytu?

W pracy w technice linorytu najważniejsze są matryce i wykorzystywanie odpowiedniej farby. Opowiem wam, jak wygląda przygotowanie nakładu, czyli liczby sztuk drukowanych za jednym zamachem. Pierwszy etap to cięcie matrycy. To ona jest najważniejsza i prawidłowo przygotowana może służyć twórcy nawet przez kilka lat. W Papier Plus Druk matrycę zawsze wycinam sama. Inspiracji dotyczących wzorów szukam w albumach botanicznych. Materiał, w którym wycinam matrycę, to linoleum. Jak się z nim obchodzić, nauczyłam się jeszcze w liceum plastycznym (śmiech). To, że powinnam zdawać na ASP w Łodzi zasugerowała mi właśnie moja pierwsza nauczycielka linorytu z plastyka – Teresa Ślusarek. Wspominała, że tam jest świetna pracownia technik druku wypukłego i kadra, od której będę mogła się wiele nauczyć.

Czy to jest takie linoleum, jakie możemy kupić w zwykłym markecie budowlanym?

Akurat to, z którego ja korzystam, jest bardziej klasyczne, starego typu, ale ogólnie rzecz biorąc, tak – najprostsze linoleum można kupić w zwykłym sklepie.

Wracając do tworzenia wzorów na okładki, po przygotowaniu projektu rozpoczynam obróbkę w materiale. Wykorzystuję do tego celu ksero proszkowe, które pozwala  za pomocą proszku i acetonu przedrukować wzór na czyste linoleum. Za jego pomocą przenoszę projekt na docelowy materiał. W przypadku dużych matryc wykonuje się tzw. przedruk anastatyczny. Brzmi to może dziwnie, ale również nie jest trudne i polega na wymieszaniu w odpowiednich proporcjach roztworu na bazie wody i gumy arabskiej z dodatkiem kwasu azotowego.

Niewielką matrycę z roślinnym wzorem wycina się przez kilka godzin, ale to mój ulubiony etap pracy.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

A jak drzeworyt ma się do linorytu? Chodzi o to, że w tym wypadku po prostu wycinasz wzór w drewnie?

Tak, drzeworyt polega na wycięciu wzoru w kawałku drewna i przygotowaniu za pomocą drewnianej matrycy nakładu odbitek. Ze względu na sposób obróbki materiału wyróżnia  się drzeworyt sztorcowy i langowy. Mimo, że na dyplomie mam tytuł z pracowni drzeworytniczej, nie specjalizuję się w tej technice. Zrealizowałam kiedyś kolekcję grafik na papierze czerpanym, gdzie odbijałam drewniane matryce, które pokrywałam w malarski sposób różnymi odcieniami farby drukarskiej. 

Wróćmy do Twojego procesu. Co dzieje się, kiedy masz już odbity wzór na linoleum? 

Zaczynam go wycinać za pomocą dłuta. Najpierw kontur i krawędzie, a następnie zajmuję się środkiem i drobnymi strukturami. Kiedy pracuje się nad projektem, trzeba pamiętać, że docelowo wszystko, co robimy, przy przedruku stanie się lustrzanym odbiciem. Kiedy mam już przygotowaną matrycę, szykuję pod nią podłoże. W przypadku zeszytów są to okładki. Zanim rozpocznę pracę z nimi, biguję je, tzn. robię ładne zgięcia naśrodku papieru. Następnie z wykorzystaniem odpowiednich wałków drukarskich rozpoczynam nakładanie farby na matrycę. Dużo osób pyta mnie o to, czemu kolory na moich zeszytach są tak świetliste. Wszystkie kolory, które widzicie na moich zeszytach, to moje autorskie kompozycje. Do różnych rodzajów papierów dobieram odpowiednie farby.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

Od razu pojawia się pytanie: gdzie jest haczyk? Na czym polega największa trudność w pracy z wykorzystaniem tej techniki? 

Farby offsetowe mają konsystencję mazi: są gęste i tłuste. Właśnie z tego względu każda okładka lub grafika schnie od 2 do 5 dni. Ilość farby, której potrzebujesz, dobierasz na słuch. Tak! Musisz słuchać farby i tego, w jaki sposób klaszcze pod wałkiem. Jej ilość musi być dobrana do matrycy, na której pracujesz. To ważne, żeby uniknąć nieplanowanego niedodruku. Farba użyta w zbyt dużej ilości zabija drobne elementy. Największe problemy sprawia to przy niewielkich kropeczkach w projektach. Na zamkniętej farbie drukarskiej tworzy się kożuch i aby rozpocząć pracę, trzeba go nieco podważyć. Farbę najpierw rozwałkowuje się na szybie, a potem nakłada na matrycę. Kolor urabia się ją na bazie transparentu lub białej farby. Ważne, aby przy nakładaniu farby na matrycę poruszać wałkiem tylko w jedną stronę. Często obserwuję na warsztatach, że jest to dosyć uciążliwe, bo odruchowo chcemy wałkiem wrócić. Ten techniczny aspekt ma wpływ na całą pracę!

Wyjątkowo widowiskowy efekt daje tzw. irys. To metoda nakładania farby, dzięki której na grafice powstaje przejście tonalne na bazie dwóch kolorów. Nad irysami pracuje się dużym wałkiem.  Chodzi o to, aby farbę odpowiednio rozrabiać, tak, aby z dwóch początkowych kolorów wyłonił się trzeci. Tę technikę wykorzystuję w swojej nowej kolekcji „Krajobrazy”.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki

Co dzieje się dalej z taką okładką, na którą jest już nałożona farba?

Matryca idzie na prasę, gdzie umieszczam najpierw szablon z odrysowanymi krawędziami okładki, następnie spasowuję okładkę do szablonu, tak, żeby wszystko dobrze pasowało, przykrywam całość filcem i przejeżdżam pod prasą. Nacisk na prasie musi być dobrany do gramatury papieru oraz efektu, który chcemy uzyskać. Na przykład możemy zaplanować lekki niedodruk struktury, przetłoczenie, czy w zasadzie niewidoczną strukturę i płaską powierzchnię. Następnie odwieszam okładkę do wyschnięcia. Tak krok po kroku powstaje nakład. To dużo powtarzalnych czynności, które mogą wydawać się z pozoru bardzo mechaniczne, ale wszystkie etapy wymagają dużej koncentracji i precyzji. Od najdrobniejszych szczegółów zależy, czy nakład będzie udany.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Potem przychodzi czas na szycie. 

Okładkę przed szyciem trzeba maksymalnie scalić. Ja praktykuję szycie zeszytowe. Od wzorcowego zeszytu odznaczam sobie linię szycia, czyli miejsce, w którym przebijam się przez okładkę. Chodzi o to, żeby celnie trafić w grzbiet. Ważne jest również przygotowanie sobie odpowiedniej długości nici, tak aby jej nie zabrakło, ale też, żeby szyło się komfortowo i nie było zbyt długiej nici, którą trzeba będzie przeciągać przez kolejne oczka. Do szycia używam zwykłych igieł introligatorskich charakteryzujących się dużym uchem, w które bez problemu wchodzi mulina lub sznurek. Kolejność szycia jest określona i sznurki kończące zawsze mam w środku. Wcześniej idę przeplatanką do samej góry i wracam. To zapewnia zeszytowi dużą wytrzymałość. Na koniec zeszyty muszą sobie jeszcze poleżakować pod prasą dociskową, żeby ładnie ułożyły im się grzbiety. Ten proces trwa około doby. To sprawia, że nabierają one właściwej formy. Potem docinam krawędzie na gilotynie. W serii zeszytów z lucerną dodatkowo na tym etapie rogi są zaoblane za pomocą specjalnej docinarki.

Projekt Pracownie_Papier Plus Druk_wywiad_fot_Radek Zawadzki


Gdy umawialiśmy się na wywiad, wspominałaś, że koniecznie musimy poznać Łukasza, bez którego Papier Plus Druk by nie istniał. Łukasz jest dziś z nami, ale opowiadanie o procesie zostawił Tobie. 

Łukasz w Papier Plus Druk jest właściwie jednoosobowym działem logistyki i przez ostatnie półtora roku reprezentował nas na targach. Tylko dzięki niemu nowe serie „Krajobrazy” i „Rośliny leśne” mogły znaleźć swoich nowych właścicieli. Rzadko się o tym wspomina, ale targi to ogromny wysiłek fizyczny. Wymagają zdolności organizacyjnych, a samo prowadzenie firmy – ogarniania wielu spraw formalnych. Tego, co dzieje się poza pracą twórczą nie widać. U nas za to wszystko odpowiada właśnie Łukasz.

Prowadzenie małej marki rzemieślniczej zapewnia nam wolność, poczucie sprawczości i swobodne regulowanie czasu pracy, ale wiadomo też, że niesie za sobą znacznie większe ryzyko finansowe niż praca na etacie. W sezonie letnim planujemy także wprowadzenie do oferty warsztatów twórczych, zarówno z robienia zeszytów, jak i czerpania papieru. Łukasz prowadzi wspaniałe miejsce – majątek Ławęczno – gdzie swoje zajęcia prowadziły już chociażby dziewczyny z Tartarugi czy Ola z Dzikich Barw. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli was zaprosić na pierwszą edycję cyklicznych warsztatów, bo to miejsce ma niesamowity klimat! 

Papier Plus Druk

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >