Czas na rzemiosło. Rozmowa z zegarmistrzem

O Sebastianie Hupercie dowiadujemy się od Kacpra Schiffersa. Jubiler wspomina, że zaprzyjaźniony z nim rzemieślnik zajmuje się naprawą oraz renowacją zabytkowych zegarów i po sąsiedzku prowadzi swój zakład. Umawiamy się na ten wywiad wyjątkowo ochoczo, bo mimo ponad 4-letniej działalności wciąż nie odwiedziliśmy żadnego zegarmistrza. Wizyta u Sebastiana jest więc idealną okazją, żeby nadrobić zaległości.

Pracownia Sebastiana Huperta mieści się na warszawskiej Pradze Południe. Przekraczając progi warsztatu, odnosimy wrażenie, że wkraczamy do świata, w którym – paradoksalnie, bo to pracownia zegarmistrzowska – czas się zatrzymał. Towarzyszący nam z każdej strony dźwięk tykających zegarów wyznacza specyficzny rytm rozmowy z rzemieślnikiem.

Projekt Pracownie: Jaka była Twoja ścieżka pozyskiwania rzemieślniczych kompetencji?

Sebastian Hupert: Z wykształcenia jestem politologiem, dyplomatą, a teraz dodatkowo studiuję jeszcze historię sztuki i muzealnictwo, więc sama podstawa nie jest zbyt rzemieślnicza (śmiech). Odkąd pamiętam, zawsze lubiłem naprawiać rzeczy. Mogę Wam nawet zdradzić, że podczas jednych wakacji, które spędzałem u swojej babci pod Warszawą, celowo zepsułem samochód sąsiadki, żeby potem mieć pretekst do jego naprawy. W wieku 13 lat wygrzebałem też z szopy stary motocykl po dziadku i przy nim zawsze było coś do zrobienia. W pewnym momencie życia chciałem zostać lekarzem, potem informatykiem, a następnie szukałem szczęścia na Politechnice Warszawskiej. Niestety studia przerwałem ze względów rodzinnych. Przyznam szczerze, że byłem też o wiele lepszy w studiowaniu niż w nauce (śmiech). W pewnym momencie miałem szczęście trafić do pracowni zegarmistrzowskiej. Mogłem tam podejrzeć pracę nad zegarkiem. Z wielkim smutkiem łączy się fakt, że większość mistrzów, którzy byli skłonni dzielić się ze mną swoją wiedzą, już nie żyje.

Największą ilość informacji pozyskałem z książek, które tu widzicie, oraz z praktyki, kiedy otworzyłem swój zakład i musiałem „zmierzyć się” z zegarami oko w oko całkiem sam. Od mojego egzaminu czeladniczego minęło 12 lat, a praktykuję tę profesję od 15 lat i do tej pory, gdy zabieram się za coś nowego, chętnie posiłkuję się lekturą, przeglądam rysunki techniczne i dopiero potem rozpoczynam pracę. Myślę, że najwięcej nauczyłem się, kiedy zacząłem prowadzić swoją pracownię. Powstała wtedy relacja JA kontra PRZEDMIOT – nikt mi wówczas nie pomagał i nie udzielał wskazówek, jak należy naprawić konkretny model zegara.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Ile trwała Twoja pierwsza praktyka u mistrza?

Trzy lata, ale to był specyficzny czas. Pomagałem ojcu prowadzić sklep i nie mogłem w 100% poświęcić się jedynie nauce zegarmistrzostwa. Często było tak, że kończyłem pracę w sklepie o 15:00, jechałem do mistrza, który był w pracowni maksymalnie do jakiejś 18:00. Ja i tak zostawałem tam jeszcze do 21:00 i dłubałem.

Będziesz jednym z nielicznych bohaterów Projektu Pracownie, który przystąpił do egzaminu czeladniczego oraz mistrzowskiego i może pochwalić się tymi tytułami. Opowiedz, proszę, jak wyglądają takie egzaminy.

Egzaminy przeprowadza Wojewódzka Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości, natomiast egzaminatorami są zawsze członkowie cechów w danym zawodzie, powiązani z Izbą Rzemieślniczą. Tylko oni mogą egzaminować. Nie trzeba być członkiem cechu, aby podejść do egzaminu. Mnie egzaminowała komisja, w skład której wchodziła osoba oddelegowana z Izby Rzemieślniczej oraz 2 lub 3 mistrzów wydelegowanych przez sam cech. Mistrzowie musieli mieć dodatkowo uprawnienia do nauczania. Przystąpiłem do egzaminów, bo mój ówczesny mistrz uznał, że bardzo szybko wszystkiego się uczę i mogę stanąć przed komisją znacznie wcześniej, niż się spodziewałem. Na egzaminie trzeba zdać teorię i rozwiązać zadanie – przeliczyć przekładnię oraz określić, jakie muszą być przełożenia w mechanizmie. Na końcu przychodzi czas na sztukę, czyli naprawę zegara, w którym oprócz standardowej naprawy należy wykonać lub dorobić jakąś część zegara albo zegarka. Najczęściej wytoczyć oś, dorobić łożysko itd.

Mój „czeladniczy” zegar był uratowany ze spalonego domu i po egzaminie pozwolono mi go zatrzymać. Natomiast podczas egzaminu mistrzowskiego miałem zaszczyt i przyjemność naprawiać zegar pochodzący ze zbiorów Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych im. Jerzego Januszkiewicza, działającego przy Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników M. St. Warszawy. Musiałem zmierzyć się z zegarem podłogowym z przełomu XVIII i XIX wieku. Moim zadaniem było zaprojektowanie dosyć istotnej części zegara, a następnie stworzenie rysunku technicznego i dorobienie brakującego elementu. To było fajne doświadczenie, bo w przypadku takich zegarów odnotowuje się w ich historii nazwisko mistrza, który się nim zajmował.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Jesteś zwolennikiem cechów rzemieślniczych? Często o to pytamy, zwłaszcza osoby, które wybrały tradycyjną ścieżkę udokumentowania swojego doświadczenia w danym fachu.

Myślę, że to smutne, że jeden z warszawskich cechów obchodził niedawno 500-lecie istnienia, ale zapewne niewiele osób o tym fakcie słyszało. Została wprawdzie – m.in. z tej okazji – wydana książka „Przemijający świat rzemiosła” Jerzego B. Miecznika opisująca historię tego znamienitego cechu, ale nie zauważyłem, by wydarzenie to miało szerszy rozgłos. Wy też dowiedzieliście się o tym fakcie pewnie teraz ode mnie, w trakcie rozmowy, a pragnę zaznaczyć, że niewiele znam osób tak mocno zaangażowanych w promowanie sztuki rzemieślniczej jak Wy. Uważam, że cechy są potrzebne i powinny działać, ale w bardziej nowoczesnej formie. Potrzebujemy instytucji, która będzie zrzeszać ludzi pracujących w danym zawodzie, będzie dbać o wspólny interes branży rzemieślniczej oraz osób wykonujących te zawody. To pozwoli utrzymać wysoki poziom świadczonych usług i nikt, kto po prostu wymienia baterie w zegarku, nie będzie wtedy określał się mianem „zegarmistrza”. Nie wiem, w jakim stopniu dotychczasowe nazewnictwo – „czeladnik” i „mistrz” – sprawdza się w dzisiejszych czasach. Należy się zastanowić, jakie poziomy wiedzy powinny zostać zachowane, kiedy powinno się przystępować do egzaminów, jak się dokształcać oraz w którym momencie można wykazać się wyższym poziomem kompetencji i udowodnić to przed komisją za to odpowiedzialną. Legitymująca się odpowiednim prestiżem instytucją mogłaby wystawiać świadectwa potwierdzające odpowiedni poziom kompetencji wykonującego dany zawód.

Pozwolę sobie tu na pewną dygresję wynikającą z dotychczasowych obserwacji. Chcę, żebyście wiedzieli, że Wasza działalność, przeprowadzane wywiady, promocja w mediach oraz internecie czy organizacja wspaniałej wystawy w znacznym stopniu pokazały nasz rzemieślniczy świat bardzo szerokiemu gronu odbiorców. To ważne. Chylę czoła i dziękuję Wam za to!

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Jak pozyskałeś klientów, gdy otworzyłeś własną pracownię?

To nie jest takie proste i myślę, że to największe wyzwanie, jakie może pojawić się przed młodymi adeptami sztuki rzemieślniczej. Bez względu na to, ile się uczysz, musisz zdobyć przede wszystkim zaufanie osób, które zechcą Ci powierzyć swój zegar. Zegary są chyba jednym z tych przedmiotów wyposażenia domowego, z którymi wiążemy się najbardziej. Zawsze przy okazji zerkamy w kierunku zegara i w zasadzie nie ma domów, w którym by go brakowało. Historia zna przypadki, kiedy ludzie podczas działań wojennych uciekali ze swoich posesji, ale zabierali ze sobą właśnie zegary. Przypomnijcie sobie też słynną scenę z „Pulp Fiction” dotyczącą przekazania młodemu bohaterowi właśnie zegarka, za wszelką cenę przechowywanego przez jego uwięzionego ojca.

W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć historię zegara jednej z moich szacownych klientek, która uczestniczyła w trudnych wydarzeniach czasów II wojny światowej. Z wielu ukrytych w czasie ucieczki przedmiotów ostała się jedynie rodzinna kukułka. Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak ogromna więź emocjonalna łączyła tą panią z niewielką, ale jakże wyjątkową pamiątką? Czy zdajecie sobie sprawę, jakim zaufaniem należy darzyć osobę, której taką rzecz się powierza? Gdy naprawiłem zegar i odwiozłem go do jej domu, a następnie powiesiłem na ścianie, gdzie kiedyś wisiał, zobaczyłem prawdziwe wzruszenie. Tak silne, że sam mam ścisk w gardle, kiedy wspominam tę chwilę.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Jak wygląda praca nad naprawą zegara?

Można by napisać o tym osobny artykuł i to nie jeden! (śmiech). Zazwyczaj pracuję od 8:00 do 18:00 i staram się wówczas całą uwagę poświęcić powierzonemu zegarowi.

Przede wszystkim przed pracą należy dokładnie zbadać zegar pod kątem jego zużycia, poinformować posiadacza o stanie przedmiotu i przedstawić zakres koniecznych do wykonania prac.

Sama praca przy zegarze wymaga przede wszystkim całkowitego demontażu mechanizmu na czynniki pierwsze, do tzw. ostatniej śrubki, bardzo dokładnego umycia każdego elementu w specjalnych płynach. Często każdy trybik, koło zębate, drobny detal myje się osobno pędzelkami, wydłubując niekiedy oporny bród specjalnymi czyszczakami. Dopiero wówczas można przystąpić do szczegółowej analizy zużycia poszczególnych elementów. Sprawdza się wtedy stan czopów, czyli części osi pracujących w łożyskach, stan samych łożysk, stan zębów itd. Po odnotowaniu braków przechodzi się do naprawy. Wszystkie czopy należy wyprowadzić odpowiednimi narzędziami szlifiersko-polerowniczymi na kształt walca z wypolerowaną powierzchnią. Następnie zużyte łożyska regeneruje się lub dorabia nowe, jeśli zachodzi taka potrzeba. Wszystkie zazębienia wieńców i zębników muszą ze sobą współpracować bez najmniejszego oporu. Czasami istnieje konieczność wstawienia np. zębów w kołach (częsty efekt np. pęknięcia sprężyny) lub dorobienia jakiś istotnych elementów, nierzadko osi, mostków, dźwigni… Służą do tego wyspecjalizowane maszyny i narzędzia, które czasami trzeba wykonać samemu, na przykład odpowiednio ukształtowane noże tokarskie.

Ostatecznie należy złożyć mechanizm z zachowaniem zasad prawidłowego montażu. W tym momencie zazwyczaj można poznać klasę fachowca, zwłaszcza podczas montażu i ustawienia bicia w zegarze. Nie wszyscy potrafią zrobić to zgodnie ze sztuką, czyli tak, by mechanizm zakończył cykl działania bicia po opadnięciu ostatniego młotka na strunę lub dzwonek.

Ostatnią czynnością jest regulacja wychwytu, czyli elementu współpracującego z regulatorem zegara. Najczęściej wahadłem w przypadku zegarów czy balansu w zegarach biurkowych lub małych, kieszonkowych i naręcznych.

O pracach związanych z wizerunkiem zewnętrznym, tzw. cyferblatem, obudową, przeróżnymi aranżacjami okalającymi sam cyferblat, np. różnorakie figury, odlewy czy rzeźby, nie będę opowiadał. To bardzo długi temat i nadawałby się pewnie na kolejną rozmowę (śmiech).

Należy podkreślić, że etapów pracy przy każdym zegarze jest dużo i nie da się ich przyspieszyć ani pominąć. Wszystkie czynności muszą być wykonane po kolei z należytą starannością, jedynie wówczas można osiągnąć wysoki standard usługi i poziom zadowolenia z wykonanej pracy.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Czy na przełomie wieków dużo się zmieniło w konstrukcji zegarów?

To jest kolejne pytanie z działu tych, o których pisano książki (śmiech). Czas odmierzano już od starożytności. Wówczas funkcjonowały zegary słoneczne, w przeróżnych formach. Wodne, piaskowe, ogniowe. Pierwszy zegar mechaniczny według przekazów powstał w Chinach, ale nie zachował się do dzisiejszych czasów. Na przełomie tysiącleci pewien bardzo wykształcony mnich, późniejszy papież Sylwester II, skonstruował pierwszy w Europie zegar mechaniczny. W następnych wiekach powstało wiele zegarów wieżowych, głównie w centralnych miejscach dużych miast. Jako ciekawostkę podam, że początkowo zegary miały na tarczy wyłącznie wskazówkę godzinową, minutowa pojawiła się dopiero w XVII wieku. Następne dekady przynosiły, wraz z rozwojem wielu dziedzin nauki, także rozwój mechanizmów zegarowych. Od odkrycia praw rządzących ruchem wahadła i możliwości zastosowania go w roli regulatora w mechanizmie zegara, przez wszelakie rozwiązania zmierzające do zwiększenia punktualności, aż po czasy współczesne, kiedy zegarki produkowane masowo posiadają niekiedy nieprawdopodobne komplikacje mechanizmu. Na przykład wieczny kalendarz ukryty w kopercie zegarka naręcznego. Jedno od wieków pozostało niezmienne. To prosta zasada działania mechanizmu: musi on posiadać napęd grawitacyjny lub sprężynowy, przekładnię chodu z dosłownie kilku kół zębatych, wychwyt, regulator i przekładnię wskazań, dzięki której jesteśmy w stanie odczytać czas.

A ten płynący czas… to już jest zupełnie inna historia (śmiech).

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

W Twojej pracowni otaczają nas głównie duże zegary.

Rzeczywiście przyjmuję znacznie więcej dużych zegarów, bo z nimi po prostu przyjemniej mi się pracuje. Oczywiście zajmuję się też tymi mniejszymi, ale muszą wzbudzić moją sympatię (śmiech). Nie lubię masówki. Większość młodych zegarmistrzów ciągnie właśnie do tych najmniejszych zegarków i ich mechaniki, bo to wszystko jest takie mikro i ciekawe. Na takie zegarki przy naprawie patrzy się przez lupkę i trzeba mieć wyrobiony ruch ręki, aby nic nie skrzywić. Praca przy nich wymaga naprawdę sporego doświadczenia i wielu lat praktyki. Część początkujących rzemieślników to może bardzo zniechęcać, mimo ciekawości. Mnie uczono zwłaszcza na tych dużych i zawsze mi powtarzano, że na te małe jeszcze przyjdzie czas. Kiedy zacząłem działać na swoim, faktycznie postawiłem na małe zegarki, ale sporadycznie przyjmowałem również te większe i mocno zaangażowałem się w ich odnowę. Z czasem zacząłem inwestować w maszyny i narzędzia do dużych zegarów i obecnie w znacznej mierze skupiam się właśnie na nich. Oczywiście od czasu do czasu pracuję przy małych zegarkach, ale raczej takich, które są pamiątkami niż nowoczesnymi modelami.

Czy istnieje jakiś systemowy podział tych dużych zegarów? Ich klasyfikacja?

Najprościej myśleć o zegarach tego typu w dwóch kategoriach – współczesnych i antycznych lub inaczej – tych sprzed 1945 roku i po nim.

Funkcjonują różne formy klasyfikowania zegarów, ze względu na przeznaczenie, formę wykonania, miejsce produkcji, sposób napędu, rodzaj zastosowanego regulatora, wielkość… Dla mnie, podczas naprawy, istotnymi są wiek zegara oraz jego kompletność, tzn. ile z jego elementów jest z tzw. „jednej bajki”, czyli czy zegar jest kompletny, czy nie jest „składakiem” oraz ile jego elementów jest faktycznie oryginalnych, a nie dorabianych w międzyczasie.

Z punktu widzenia zegarów jako swego rodzaju dzieł sztuki użytkowej, interesuje mnie wyłącznie ich kompletność oraz oryginalność, jest wówczas wiele aspektów, które wpływają na wartość takiego przedmiotu.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Wspominałeś, że zajmujesz się renowacją dawnych zegarów. Całość procesów odbywa się w Twojej pracowni?

Zajmuję się renowacją aspektów technicznych, natomiast w kwestiach związanych z zaawansowaną pracą przy renowacji obudowy z drewna zwracam się do Kingi Kielar. To wybitna konserwatorka i świetny fachowiec, współpracujemy od lat.

Czy zdarzają się klienci, którzy zastrzegają, że w ich zegarze mają być użyte jedynie historyczne części? Czy to w ogóle możliwe? Pytam, bo mamy za sobą odwiedziny w kilku pracowniach, które trudnią się także renowacją i konserwacją dawnych przedmiotów. Mieliśmy już okazję słyszeć podobne historie.

Czasem to się zdarza, ale nie jest to łatwe zadanie. Obecnie części łatwo kupić, nawet za pośrednictwem internetu. Wcześniej zegarmistrzowie musieli często mocno kombinować, żeby naprawić mechanizm powierzonego im zegarka. Zdarza się, że gdy pracuję nad dawnym zegarem, to szukam jego odpowiednika z danej epoki, często absolutnej ruiny i właśnie z niego wycinam niezbędne części, jak np. mosiądz, i z nich kształtuję potrzebne części. Ważne, aby do naprawy używać materiałów pochodzących z tej samej epoki.

Świat jest pełen fanatyków markowych zegarków. Jaki jest Twój stosunek do największych i najbardziej popularnych markowych zegarków?

Należę do kilku grup na Facebooku i czasem nie mogę już patrzeć na odbywające się tam przepychanki, który zegarek jest lepszy, staranniej wykonany czy też bardziej cool. Sam w ogóle nie interesuję się markowymi nowinkami i zegarkami tego typu.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Czy masz jakiś swój ulubiony zegar?

Mam zegar, z którym wiąże się dość ciekawa historia. Dostałem go w podarunku od bliskiej memu sercu osoby, mężczyzny, który – z racji łączących nas relacji – mógłby być moim dziadkiem. Tego pana bardzo zainteresowało moje zamiłowanie do zegarków i podczas rozmów szybko okazało się, że jego ojciec w czasach okupacji również był zegarmistrzem. Postanowił podarować mi zegar. Był to markowy Gustaw Becker, na dodatek dokładnie o 100 lat starszy ode mnie! Zegar, choć wysokiej klasy, był w opłakanym stanie. Usłyszałem jednak, że darczyńca wierzy, że zdołam tchnąć w niego nowe życie. Obudowę, która przeleżała w wilgotnej piwnicy wiele lat, do dawnego wspaniałego stanu doprowadziła właśnie Kinga Kielar. Mechanizm uratowałem osobiście. I tutaj kryje się całe clou tej historii. „Męczyłem” się z tym mechanizmem prawie dwa lata – skomplikowany układ wzajemnie współpracujących prężek, sprężynek, dźwigni repetiera kwadransowego w bardzo zużytym mechanizmie, długo opierał się moim próbom prawidłowego ustawienia. W dniu zdania egzaminu mistrzowskiego podszedłem do mechanizmu, ustawiłem ponownie jedną ze sprężynek i… zegar zaczął działać prawidłowo. Działa do dziś. Widać potrzebował ręki mistrza. (śmiech)

Czy zdarza Ci się naprawiać jakieś inne przedmioty?

Tak, niekiedy trafiają do mojej pracowni automatofony, czyli przeróżne urządzenia grające, polifony, patefony, pozytywki. W ich przypadku podejmuję się pracy wyłącznie przy starych przedmiotach, bo ze względu na ich unikatowość, praca przy nich jest niezwykle czasochłonna.

Projekt Pracownie_Zegarmistrz Sebastian Hupert_fot_Radek Zawadzki

Co to za dyplomy od dzieci?

Część kolegów zegarmistrzów, w tym także i ja, prowadzi dla dzieci z przedszkoli oraz wczesnych klas szkół podstawowych zajęcia o czasie, zegarach i pracy zegarmistrza jako o zawodzie unikatowym. Do niedawna organizowałem wyjazdy do przedszkoli, jednak zaniechałem tej formy. Możliwość zobaczenia prawdziwej pracowni na żywo jest znacznie bardziej efektywna. Dzieci mogą namacalnie poznać pracę zegarmistrza, obejrzeć eksponaty lub też naprawiane mechanizmy zegarowe. Posłuchać opowieści o czasie i rozwoju zegarów od tych najdawniejszych, słonecznych, wodnych, ogniowych, poprzez pierwsze mechaniczne, aż do współczesnych zegarków. Po każdym takim spotkaniu dostaję dyplomy wykonane własnoręcznie przez dzieci.

A ten zegar z płyty gramofonowej także jest od dzieci?

Tak. Kiedyś podczas zajęciach dzieci, nadzorowane przeze mnie, samodzielnie wykonywały takie zegary z mechanizmów bateryjnych na tarczach z płyt gramofonowych. Jeden z takich zegarów dostałem na pamiątkę. To bardzo cieszy, kiedy dzieci z zaciekawieniem chcą same coś zbudować.

Jak zegarmistrz spędza… czas wolny?

Pracę mam zorganizowaną tak, że pracownia jest czynna od poniedziałku do piątku. Aby odpocząć organizuję podróże, wypady czasem dłuższe, czasem jednodniowe. Urlop zimowy spędzam na nartach, natomiast każdą dłuższą wolną chwilę pod żaglami. Uwielbiam żeglowanie, na jachcie najprzyjemniej i najskuteczniej wypoczywam. Tam mogę cieszyć się otaczającą naturą oraz jej odgłosami niezmąconymi gwarem miasta.

Pracownia Zegarmistrzowska Sebastian Hupert

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >