Do szklarza na Tamkę!

Do Adama Rojewskiego trafiamy, kiedy ekipa z Kłosów przeprowadza się na Tamkę 40. Młodzi rzemieślnicy polecają nam szklarza, którego zakład sąsiaduje z ich nową pracownią. Opowiadają, że to człowiek legenda, prowadzący działalność w Warszawie od 1983 roku. Pan Adam kontynuuje tradycyjne techniki podlewu zwierciadeł. Nauczył go tego jego nieżyjący już mentor Zbigniew Wiernicki, powstaniec warszawski ps. Maciek. Przed samym wywiadem przychodzimy na krótkie spotkanie. Opowiadamy, jak będzie wyglądała nasza właściwa wizyta. Już po kilku minutach rozmowy jesteśmy przekonani, że to będzie wyjątkowy wywiad.

W dwuletniej historii Projektu Pracownie odwiedzaliśmy przede wszystkim przedstawicieli nowego rzemiosła. To o ich ambicjach i planach chcieliśmy pisać. Dowiadywać się, jak pozyskiwali swoją wiedzą i czemu zdecydowali się na rzemieślniczy fach. Ze względu na charakter naszej działalności z przedstawicielami „starej gwardii” rzemieślniczej dużo trudniej było nam się umówić. Strona w internecie nie brzmiała aż tak przekonująco, jak program w telewizji lub drukowany wywiad. Dzięki wsparciu zespołu Kłosów, który opowiedział Panu Adamowi Rojewskiemu o naszej fascynacji rzemiosłem, udało nam się przekonać do rozmowy jednego z ostatnich szklarzy zajmujących się renowacją luster. Nasze kroki na Tamce skierowaliśmy więc do pracowni, która mieści się tam niezmiennie od 1993 roku.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Projekt Pracownie: Czemu właściwie został pan szklarzem?

Adam Rojewski: Przypadki chodzą po ludziach. Tak się złożyło. Zdawałem do liceum zawodowego, ale dostałem dostateczny i zabrakło dla mnie miejsca. Trafiłem do Zasadniczej Szkoły Zawodowej Centralnego Związku Spółdzielczości Pracy o specjalizacji „obróbka szkła płaskiego”. Mieściła się wówczas przy Stalingradzkiej – to obecna Jagiellońska.

I tam nabrał Pan przekonania, że to odpowiednia ścieżka?

Ależ skąd! Kto by wtedy o tym myślał! Wtedy to były wspaniałe młode lata….. jakie piękne! (śmiech) Po szkole była praktyka, armia, powrót do pracy w zawodzie. Miałem wtedy 24 lata i chciałem otworzyć własną działalność, więc przystąpiłem do egzaminu mistrzowskiego. W kuratorium, nie w cechu, bo było łatwiej. Zresztą ja nigdy cechu nie lubiłem. To była według mnie strata energii, płacenie składek i nic więcej. Jak tylko w ’89 można było się z tego wykręcić, od razu się wypisałem.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Skąd zatem decyzja, aby rozwijać się dalej w tym zawodzie?

Najważniejsze jest, żeby spotkać na swojej drodze odpowiedniego człowieka. Takiego, który ma w sobie coś, co przekona, że warto dalej się uczyć. Ja miałem szczęście, bo spotkałem Zbigniewa Wiernickiego. To człowiek historia. O nim powinniście zrobić materiał! Był niezwykłą osobą. Poznaliśmy się w połowie lat 90. To on zaraził mnie bakcylem do luster. Wcześniej prowadziłem swoją działalność, ale to było coś innego – w swoim zakładzie zarabiałem pieniądze, a u Pana Zbyszka to była finezja! To on mnie wszystkiego nauczył. Dzięki niemu opanowałem tę – nazwijmy to – specjalizację. Pamiętam, jak na dwa tygodnie przed śmiercią zapytał mnie, czy będę dalej podlewał lustra. Obiecałem mu wtedy, że tak, będę to robił.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Jak wyglądała Pańska relacja ze Zbigniewem Wiernickim? Słyszeliśmy o tym, że niegdyś, rozpoczynając praktykę u mistrza, przez pierwsze lata można było jedynie przyglądać się jego pracy. Dopiero z czasem uczeń zasługiwał na to, żeby przyuczać się do zawodu.

Kiedy poznałem pana Zbyszka, byłem samodzielnym i biegłym w zawodzie szklarzem. Wcześniej miałem własny zakład w Alejach Niepodległości, a potem przeprowadziłem się tutaj. Oczywiście spytałem pana Zbyszka, czy nie ma nic przeciwko, ale on był zachwycony. I tak od ’93 roku chodziłem powiedzieć mu „dzień dobry”, niejednokrotnie trwało to nawet 5 godzin. (śmiech) Pan Zbyszek potrzebował czasami mojej pomocy, a ja byłem zadowolony, że mogę się od niego uczyć. Tutaj miałem swój „zakład matkę” [przyp. red. – Tamka 40], a tam [przyp. red. – Tamka 34] działy się rzeczy niezwykłe! Mój mistrz był wspaniałą osobą, powstańcem. Skończył prawo po wojnie, ale ponieważ miał zły życiorys, nie mógł pracować w zawodzie i został szklarzem. Od 1953 roku uczył się od przedwojennych mistrzów. On robił przeróżne rzeczy – bombki, okulary. Takie były realia lat 50, 60 i 70. Tak wtedy wyglądało życie. W jego zakładzie panował ogromny bałagan. Ale przy tym jaki piękny! Tam czas się zatrzymał. On wiedział, gdzie co stoi i pamiętał historię każdego z luster. Raz tylko kojarzę, że się mocno zirytował, gdy pewna klientka przyszła odebrać lustro, po 14 latach. Na początku Pan Zbyszek był bardzo szczęśliwy, że sobie w końcu o nim przypomniała, a ona popatrzyła i uznała, że według niej na zwierciadle nie było wcześniej jakiejś drobnej ryski. Wtedy rzeczywiście się zdenerwował. Spójrzcie do księgi skarg i zażaleń, którą zabrałem na pamiątkę z jego zakładu. Mamy tam same dobre opinie. Ludzie mu bardzo ufali i cieszył się dużą sympatią. Po jego śmierci chciałem nawet, żeby miasto przepisało mi jego warsztat, ale poinformowano mnie, że musiałbym w lokalu zrobić remont i przystąpić do przetargu. To było dla mnie niewykonalne. Dziś to pewnie byłoby jedyne miejsce w Polsce, gdzie stare lustra i renowacja ich była priorytetowa kwestia.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Dwa sąsiadujące zakłady? Pan Zbyszek nie obawiał się, że będzie miał w swoim uczniu konkurenta?

Żadnej konkurencji! Pracowałem tutaj z bardzo prozaicznego powodu – żeby zarabiać pieniądze. Tutaj był obowiązek, a u Zbyszka – przyjemność. On miał bardzo wąski profil działalności, robił jedynie renowacje luster, ich podlewanie. Ja robiłem wszystko. Byliśmy dwoma zaprzyjaźnionymi zakładami. Kiedyś szklarstwo było bardzo szerokim pojęciem – nie było wtedy stolarski aluminiowej, PCV. Robiło się okna drewniane, witryny, blaty na stoły. Tym zajmował się mój zakład. To było coś innego niż to, co robił Pan Wiernicki. Technologia wykonywania luster była kiedyś strzeżona. Lustro miało ogromną wartość materialną, było synonimem statusu społecznego. Miało znaczenie dla gospodarza. Musicie pamiętać, że kiedy wrócimy do lat 60 czy 70, to wszystko było wówczas problemem. Potrzebowała pani szybki do lodówki, do ramki i nie można było tego dostać od ręki. Nie było żadnych dyskontów. To był inny świat. Epoka socjalizmu to nie było to samo, co dzisiaj. Pracy było mnóstwo.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

A czy byłby Pan w stanie wskazać moment, w którym sytuacja rzemieślników tak bardzo się pogorszyła?

To wszystko kwestia technologii, która zawitała do Polski. Na początku lat 90 pojawiły się PCV, plastikowe okna, aluminium. Kiedyś wymiana szyby to był standard, czy to w oknie, czy w drzwiach w domu. Robiło się blaty na stoły, półki…i mnóstwo innych rzeczy. Tak wyglądała codzienność szklarza. Było nas dużo i każdemu żyło się całkiem nieźle. Dzisiaj pójdzie pani do marketu i kupi wszystko od ręki. Ja jestem dinozaurem. Wiele razy spotykam się ze zdziwieniem, że mogę coś wykonać „od ręki”.

Ja, szewcy, kuśnierze, ramiarze jesteśmy w jednym worku. Po prostu jest tak, że niekiedy nie warto od rzemieślnika zamówić rzeczy, którą można kupić za mniejsze pieniądze. Nas zabija ekonomia i prawo rynku. Zakłady znikają i mój też pewnie niebawem zniknie. Umowa kończy mi się za 1,5 roku i nie jestem pewien, czy będę starał się o jej przedłużenie.

Pojęcie rzemieślnika jest już bardzo nieaktualne. Teraz znacznie więcej jest monterów. Kiedyś na warsztacie samochodowym ledwo się wjechało autem i już mechanik wiedział, co jest zepsute. Teraz, jak specjalista nie podłączy komputera, to nie wie nawet do końca, co to za samochód.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Nie chciałby Pan mieć tutaj ucznia? Przekazać mu swojej wiedzy?

A po co mi uczeń? Czemu miałbym biedaka męczyć? Mam dwóch synów i nigdy nie chciałem, żeby pracowali w tym zawodzie. To ciężka i ryzykowna praca. Wymaga ogromnej dokładności, wszystko musi być perfekcyjne. Codzienność to skupienie, koncentracja i niebezpieczeństwo, a ludzie nie są już skłonni płacić za usługi tyle, co kiedyś. Mnie nie stać na ucznia. Młodego człowieka trzeba odpowiednie zmotywować, a co ja mogę mu obiecać? Tylko tyle, że będzie kontynuował dziedzictwo rzemieślnicze? Jakie to ma dla niego znaczenie? On chce założyć rodzinę i zarabiać pieniądze. Ja mu niczego takiego, nie będę mógł obiecać.

A Pańscy sąsiedzi? To młodzi ludzie, którzy prowadzą działalność rzemieślniczą. [przyp. red. – KŁOSY]

Oni są młodzi i widzą światełko w tunelu, a ja niestety już go nie widzę. Poza tym wie pani przecież, że Piotrek jest architektem. On sobie potrafi poradzić na współczesnym rynku. Wie, gdzie i jak się promować. Ja w kwestii komputera i internetu jestem ciągle na etapie… podstawowym (śmiech). Nie ogarniam tego. To są inne realia, inny świat. Dobrze, że są tacy jak oni, że robią rzemiosło i życzę im jak najlepiej, ale ja przy nich jestem czasem przeszłym. Wszystko się zmienia. Tak było kiedyś, a teraz jest zmiana, globalizacja i dla nas nie ma już miejsca.

Większość moich młodszych kolegów zajęła się teraz robieniem kabin prysznicowych, kuchni. To jest współczesne szklarstwo. Na to jest popyt, ale ja jestem już stary i leniwy (śmiech). Idę swoją ścieżką i jak widać, prowadzi ona donikąd… przepraszam, pozostało jeszcze udzielanie wywiadów! (śmiech)

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Gdyby jednak ktoś z młodego pokolenia chciał Pańskiej rady? Jak ona by brzmiała?

Przede wszystkim, żeby nie wierzył w to, co znajdzie w internecie. Tam jest mnóstwo idiotyzmów. Kiedyś sam to czytałem i nie byłem w stanie zrozumieć! Widzieliście, że ja te czynności wykonuję praktycznie z zamkniętymi oczami, a opis w internecie – to było tak skomplikowane, że nigdy bym tego nie odtworzył! Internet da mu tylko teorię, ale praktyki powinien poszukać gdzieś indziej. Odradzam samodzielne eksperymenty. Kolejności wykonywanych czynności jest podstawą.

Młodzi rzemieślnicy praktycznie całą wiedzę czerpią z internetu, bo dawni mistrzowie nie przyjmują ich do siebie na praktykę. Sam Pan widzi. Skąd ktoś, kto obecnie chciałby zająć się lustrami, ma dowiedzieć się, jak robić to „zgodnie ze sztuką”?

Trudno jest podać instrukcję, jak wykonać lustro. Lustro to zwierciadło. Tafla szkła i azotan srebra. Ja tutaj podam gotową receptę, ktoś to przeczyta i będzie w to ślepo wierzył. Nie chciałbym tego. To wymaga praktyki. Do mnie w ciągu tych 30 lat przyszło wielu studentów z ASP. Jakie oni stawiali przede mną wyzwania! Ostatnio robiłem na przykład akwaria, w których nie było prostych kątów. Z tego, co pamiętam, to miało być jakieś nawiązanie do żeglarstwa. Nikt mnie niczym nie zaskoczy!

Taki młody człowiek powinien znać przede wszystkim pierwszą zasadę każdego szklarza, czyli kiedy uciekać. Ucieka się, kiedy słyszy się, że szkło pęka, nie kiedy się to widzi – wtedy jest za późno! Też ważne, aby wiedzieć, że jak się kroi szkło, to też na słuch i nigdy nie powtarza się sznytu. To musi być idealny stożek. Kiedy powtarzamy tę czynność, robi się rowek i lustro może pękać, jak chce! No i kit trzeba umieć wciskać i zawsze pamiętać, komu i jaki się wciskało! (śmiech) W tym kontekście szklarzy jest multum, wciskanie kitu wszyscy mają znakomicie opanowane! (śmiech)

Już się nagadałem, czy to pani wystarczy? (śmiech)

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Mam w notesie jeszcze kilka pytań… Na przykład o tę tradycyjną technikę podlewu zwierciadeł, którą od lat Pan praktykuje.

Powstała w 1885 roku we Francji . Jej podstawa jest azotan srebra Wcześniej to były rtęć i cyna, teraz w lustrach już w ogóle, chyba, nie ma srebra… jest chrom albo aluminium. Widzi pani, jeśli ja jadę do hurtowni i tam lustro jest tańsze od szkła, to coś musi być na rzeczy. Pytanie tylko, kto dziś spyta, z czego to tak naprawdę się składa…

Ja! (śmiech) A czy ma Pan szczególny sentyment, do któregoś ze zrealizowanych zamówień?

Trudne pytanie. Nie pamiętam. Większość zamówień to po prostu proza życia. Ciekawe są natomiast rzeczy, które znajduje się w lustrach [przyp. red. – pan Adam wyciąga kolejne pamiątki]. Zobaczcie, mamy tu na przykład rozkład jazdy ze Lwowa do Warszawy z ’34 roku. A tutaj instrukcję postępowania w czasie alarmów. Gazetę z ’39 roku. To wszystko wiele mówi o pochodzeniu i historii takiego lustra!

Lustra to piękne zabytki, które w Polsce w ogóle nie są doceniane. Może kiedyś ktoś zacznie to zauważać. Mam ciekawą pracę i najbardziej lubię, kiedy trafiają do mnie bardzo mocno zniszczone lustra. Nigdy nie wyceniam usługi, dopóki nie zobaczę, z czym będę musiał się zmierzyć! (śmiech) Pracę przy renowacji zaczynam od oczyszczenia tafli, potem odtłuszczam i poleruję. Na koniec podlewam lustro… i modlę się o to, żeby nie było żadnej plamki ani przeoczenia! (śmiech) Zawsze kładę związek srebra dwa razy. Tak byłem nauczony przez Pana Zbyszka. Wtedy lustro nabiera takiej głębi i wyrazistości . Widać i czuć to lustro, wiadomo, że ma swoją duszę. A musicie wiedzieć, że niektóre lustra są wredne! Ach przepraszam – trudne! Zwłaszcza gdy przebywały w mało przyjaznym środowisku – dusznym i wilgotnym!

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Brzmi jak każda polska łazienka…

Starych luster nigdy nie powinno się wieszać w łazience. One nie mają takich zabezpieczeń jak lustra współczesne. Lustra nie są odporne na chemię. Jeśli wiesza się je obok glazury i myje jakimiś aktywnymi środkami, to żadne tego nie przetrwa.

Jak powinno się prawidłowo dbać o lustro? Czym je czyścić?

Niektóre płyny do mycia luster są z amoniakiem, a to substancja żrąca i jeśli ten płyn ścieknie na dół i osiądzie na dolnej krawędzi lustra, to powstaną plamy. Przede wszystkim żadnego preparatu nie powinniśmy psikać bezpośrednio na lustro, tylko na gąbkę lub ściereczkę, którą potem będziemy je przecierać. Odradzam też preparaty z octem – dla szklanej tafli to nic złego, ale dla srebra, które tworzy lustro to zabójczy środek. Ja używam przeważnie denaturatu. Czasami żartuję w sklepie, kiedy kupuję po trzy butelki, że powinna być jeszcze szklanka w zestawie! (śmiech) Jeśli już lustro ma wisieć w łazience, to dobrze, żeby była tam odpowiednie cyrkulacja powietrza. Prawdziwe lustro to cenny nabytek.

Projekt Pracownie_wywiad_Adam Rojewski_rzemiosło_szklarz_Radek Zawadzki

Zdarzyło się Panu kiedyś odmówić renowacji lustra?

Kiedyś pewna kobieta przyniosła do mnie lusterko w pięknej ramce w stylu Empire. Chciała, żebym jej tę ramkę pomalował na biało – od razu odmówiłem. Była oburzona, mówiła, że to jest moja praca i mam dla niej wykonać usługę, a dla mnie to była profanacja! Taka śliczna rama, a ona chce ją malować – to powinno być konstytucyjnie zakazane. Ludzie teraz masę pięknych przedmiotów malują na biało, bo w jednej szwedzkiej sieci wszystko jest białe. Niepotrzebnie ulegamy modzie! Niedługo wszyscy będą mieli to samo, no może odbicie w lustrze inne, ale pewnie niektórzy tego nie zauważą. Zupełnie niepotrzebnie ciągle próbujemy zacierać historię.

A gdyby miał Pan powiedzieć coś krzepiącego, na koniec naszej rozmowy, to co by to było?

Niech każdy, kto przeczyta tę rozmowę, zawsze pamięta o historii, którą noszą stare lustra. To, co zostaje dla Was po rodzicach i dziadkach, powinno być z Wami. Po latach zawsze przychodzi refleksja, że miało się coś tak prostego, a jednocześnie cennego, pełnego wspomnień, ale się o to nie zadbało. Przedmiot, którego znamy historię – nawet płytką – to zupełnie coś innego niż masowe produkty. Niech młodzi rzemieślnicy się uczą, niech próbują. Może zobaczą, że było warto. Życzę im tego ze szczerego serca! Niech zobaczą ten wywiad i pomyślą, że przy ulicy Tamka w Warszawie jest jeszcze jakiś stary wariat, który z absolutną pewnością twierdzi, że stare lustra mają duszę…. i będą mieli wiele racji! (śmiech)

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy Piotrkowi Jędrasowi i ekipie z pracowni coworkingowej przy Tamce 40.

AR Szkło Adam Rojewski

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >