„Zręczni. Historie z warszawskich pracowni i warsztatów”. Rozmowa z autorką książki

Z autorką „Zręcznych” znamy się od początku działalności Projektu Pracownie. Mamy za sobą kilka wspólnych inicjatyw, które miały na celu kultywowanie polskiej tradycji rzemieślniczej. Kiedy więc dowiedzieliśmy, że Kasia Chudyńska-Szuchnik ukończyła prace nad swoją książką, wiedzieliśmy, że chcemy wesprzeć promocję jej publikacji. Przede wszystkim dlatego, że jest ona bliska temu, czym zajmujemy się na co dzień.

Katarzyna to muzealniczka, dziennikarka i przewodniczka miejska. Pełni funkcję adiunkta w Muzeum Warszawskiej Pragi, gdzie prowadzi m.in. cykl wydarzeń „Wykonane na prawym brzegu. Rzemieślnicy” oraz program edukacyjny „Projektowanie oparte na rzemiośle”. To kuratorka wystaw „Praga na wzór. Projektowanie z rzemiosłem” oraz „Pra Rzem Ka – Pracownia Rzemieślnicza”, a także pomysłodawczyni szkoleń warsztatowych z rzemieślnikami organizowanych w ramach Modelowej Rewitalizacji Miast. „Zręczni” to jej pierwsza książka. Reportaż jest jednak nie tylko zapisem rozmów Chudyńskiej-Szuchnik z rzemieślnikami, ale także opowieścią o historii warszawskiego rzemiosła. To portret wytwórców w obliczu zmian historycznych i gospodarczych XX wieku, z którym powinna się zapoznać każda osoba interesująca się rzemiosłem. To spojrzenie na rzemieślników z perspektywy osoby, która nie stoi w ich szeregach, ale docenia spuściznę dawnych czeladników i mistrzów oraz zastanawia się, jaka przyszłość czeka to środowisko. To także rozważania o tym, jak połączyć to, co było, z tym, co można zrobić, aby kontynuować tę tradycję.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Wytwórnia szkła technicznego, laboratoryjnego oraz artystycznego Labmed. W tle właściciel zakładu Wojciech Dzik oraz jego młodszy kolega po fachu Piotr Leszczyński z Gdańska.

Projekt Pracownie: Napisałaś książkę o warszawskich rzemieślnikach. W Muzeum Warszawskiej Pragi prowadzisz kilka projektów, które wspierają kultywowanie polskiego rzemiosła. Współpracujesz z rzemieślnikami na co dzień. Dlaczego uważasz, że ci ludzie są tak bardzo fascynujący? Jak przekonałabyś kogoś, kto nie ma o tym pojęcia, że warto poznać historie osób, które zajmują się rzemiosłem?

Katarzyna: Nie każdy zna rzemieślników, ale każdy korzysta na co dzień z różnych przedmiotów. To często są rzeczy, które zauważamy dopiero wtedy, gdy się psują albo staną na naszej drodze z innego powodu. Są dla nas anonimowe, może nawet obce, bo proces ich wytwarzania jest bardzo skomplikowany – trudno je czasem odczytać czyli zrozumieć, z czego, gdzie i przez kogo zostały zrobione. Te rzeczy możemy zastąpić innymi, nie przywiązujemy się do nich, nie mają dla nas tożsamości, nie niosą osobistych historii. I może się wydawać, że taki stan rzeczy nie ma wpływu na nasze funkcjonowanie. Ja jednak zgadzam się ideą stojącą u początków brytyjskiego ruchu Arts & Crafts, zainicjowanego m.in. przez Johna Ruskina. Mówi ona, że przedmioty, z których korzystamy na co dzień, wpływają na nasze relacje z innymi ludźmi i samopoczucie, na to, jak odnajdujemy się w świecie. Jest takie mocne powiedzenie: jakość to kwestia etyczna. W świecie zdominowanym przez konsumpcję to brzmi bardzo prawdziwie. Jeśli rozumiemy przedmioty, których używamy na co dzień, to wiemy jak o nie dbać, chcemy je naprawiać. I czujemy się z nimi dobrze, bo np. oswajają naszą przestrzeń albo pomagają nam nawiązać rozmowę z drugim człowiekiem, są punktem odniesienia. A jeśli dodatkowo znamy ludzi, którzy wytwarzają dla nas piękne, solidne, zindywidualizowane obiekty, to łatwiej nam zrozumieć fragment naszego świata. Czujemy się też częścią jakiejś społeczności, wzrasta ogólne poczucie komfortu, a zmniejsza się poczucie alienacji. Myślę, że każdy, kto ma jakąś rzecz wytworzoną przez rzemieślnika, kiedyś to poczuł.

Moją próbą przekonania czytelnika do rzemiosła są biogramy wyrobów. Zawarłam je w książce jako lekkie przerywniki między większymi, poważniejszymi rozdziałami. Opisuję, czym mogą oczarować bądź zaskoczyć nas ręcznie wykonane szczotki, czapki, abażury, neony, kołdry czy szyte na miarę garnitury i biustonosze. Czym różnią się od swoich przemysłowych odpowiedników.

Książkę można traktować jako zbiorowy portret rzemieślników na tle wydarzeń historycznych i procesów gospodarczych XX wieku.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Ostatni warszawski punkt usługowy Specjalistycznej Spółdzielni Pracy „Stopa”, przy ulicy Ratuszowej 14. Spółdzielnia została zlikwidowana w 2018 roku, obecnie jest tam Zakład Ortopedyczny pod Słowikiem – Stopa, który kontynuuje poprzednią działalność.

W „Zręcznych” wspominasz o wydarzeniach, które według Ciebie miały dawniej wpływ na zamknięcie części działalności rzemieślniczych, a także na odejście od tradycyjnego rzemiosła. Wspominasz w tym kontekście m.in. o Jarmarku Europa, zaniku edukacji zawodowej, braku surowców, inflacji, podwyżkach czynszów i rozwoju nowoczesnych technologii. Obecnie mówimy o odrodzeniu się rzemiosła w nowej, autorskiej postaci. Jak myślisz, co w tej chwili sprzyja rozwojowi nowego rzemiosła i co może stanowić dla niego największe zagrożenie?

Jestem pod wrażeniem wielu nowych rzemieślników, którzy dzięki swojemu talentowi, zaangażowaniu w samodzielną naukę i cierpliwej pracy doszli do ogromnych umiejętności. To mnie nakręca na co dzień, bo daje nadzieję w kontekście odchodzącego tradycyjnego rzemiosła. To był też powód, dla którego zdecydowałam się w trakcie pisania zmienić zakończenie książki na bardziej optymistyczne. Nowe rzemiosło powstało, bo pojawiły się grupy odbiorców konkretnych wyrobów. Dobrym przykładem są osoby wykonujące wyspecjalizowane noże dla szefów kuchni. Dzięki popytowi na specjalistyczne noże po wielu dekadach reaktywował się zawód niemal u nas wymarły – nożownik. Trzeba także zwrócić uwagę, że grupy tych odbiorców są jeszcze nieduże: przeciętny konsument przecież nie kupi rzemieślniczego noża. Większe zainteresowanie produktami rzemieślniczymi sprzyja również zakładaniu własnych marek oferujących produkty rzemieślnicze. Tutaj pewnie dużym wyzwaniem może być współpraca pomiędzy inwestorem, pomysłodawcą lub projektantem a wykonawcą wyrobów.

Szansą jest także rosnąca świadomość konsumentów, którzy potrafią już rozpoznać wyrób rzemieślniczy jako jakościowy, dostrzec różnicę między nim a tym przemysłowym. Ta świadomość nie jest powszechna, więc jeśli nie dokona się solidna przemiana w głowach większej części konsumentów, to rzemiosło nie będzie się rozwijać. Klienci dali się uwieść brandom, np. przekonaniu, że najlepsze buty, ubrania czy biżuteria pochodzą z Włoch. Świetny przykład podał mi złotnik Jerzy Adamek. Młodzi ludzie, którzy chcą kupić pierścionek zaręczynowy z diamencikiem, idą do sklepu sieciowego i tam bez mrugnięcia okiem płacą za niego 3 tysiące złotych. Nie potrafią poznać się na jego rzeczywistej wartości. Tymczasem w pracowni złotnika za podobny model wytworzony indywidualnie, a nie z odlewu, zapłacą połowę mniej.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Model abażuru, który powstał w pracowni przy ulicy Grochowskiej.

Ciekawym sposobem na edukację klientów są warsztaty organizowane przez niektóre pracownie młodych rzemieślników. Piotr Domański i Marta Kwintal ze Szkoły Stolarstwa Tradycyjnego „Wood Workshop” mówili mi kiedyś, że zaczęli prowadzić warsztaty, aby ich klienci zrozumieli z czego wynika cena ich wyrobów. Że jest to zajęcie pracochłonne, wymagające specjalistycznych narzędzi i uruchomienia procesu myślowego. Nie jest to mechaniczne powtarzanie czynności.

Ze świadomością konsumentów wiąże się też inne zjawisko, które pozornie może się wydawać korzystne dla rzemieślników. Nazwałam je craftwashingiem, inspirując się tym, co mój kolega Jakub Żaczek pisał niedawno o greenwashingu. Greenwashing to sprzedawanie toksycznego dla środowiska produktu, ale w ekologicznej otoczce. Dokładnie to samo dzieje się w przypadku słowa „rzemieślniczy” i nieuczciwej reklamy. W Polsce ten trend ma dopiero kilka lat, ale w 2010 roku w Anglii zaprotestowano przeciw reklamie marki Louis Vuitton, która pokazywała ręczne szycie toreb, gdy tymczasem ich produkty były szyte maszynowo. Ostatecznie ta reklama została zakazana przez Advertising Standards Authority. O podobnych nadużyciach piszę w książce w rozdziale „Biznes z tradycją. Powrót.” Przytaczam różne drogi odkrywania rzemiosła na nowo. Pozytywne, wynikające z potrzeby serca i tęsknoty do rzeczy solidnych i bliskich, oraz mniej pozytywne, które na tych potrzebach żerują. Odniesienia do rzemiosła pojawiają się w reklamach banków, osiedli mieszkaniowych, kebabów czy chipsów. Jednym z moim rozmówców był psycholog społeczny Konrad Maj z Uniwersytetu SWPS, który powiedział, że coraz więcej dużych firm zaczyna udawać lokalność. Konrad proponuje, aby na poziomie samorządów została stworzona identyfikacja firm rzemieślniczych, objęcie ich certyfikacją. Tradycja rzemieślnicza i lokalność są ogromnymi wartościami, dlatego te terminy nie powinny być nadużywane. Myślę też, że twarde wsparcie od samorządów byłoby dużą pomocą dla wielu młodych rzemieślników, którzy mimo swojego zapału i ciekawej oferty przeżywają czasem problemy np. ze stabilnością finansową.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Neon powstał w warsztacie Jacka Hanaka. Jego firma jest kontynuatorem Stołecznego Przedsiębiorstwa Instalacji Reklam Świetlnych, które wykonało wiele warszawskich neonów.

W swojej książce trzy rozdziały poświęcasz warszawskim ulicom rzemieślników. W większości są to ulice mieszczące się na Pradze. Zaznaczasz jednak, że za ulicę rzemieślników uznawano niegdyś jedną z uliczek na Starym Mieście. W których dzielnicach rzemiosło działało wówczas w Warszawie równie prężnie co na Pradze i na Starówce?

Oficjalną ulicą rzemieślników w Warszawie od lat 70. XX wieku była ulica Świętojańska na Starym Mieście. Tu swoje warsztaty, sklepy czy galerie mogli przenieść rzemieślnicy z osiągnięciami, którzy otrzymali tytuł Mistrza Rzemiosła Artystycznego przyznawany przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. Lokalizacja takich uliczek na starówkach również w innych miastach (np. Poznaniu czy Gdańsku) gwarantowała dostęp do turystów, lepszy zbyt.

W mojej książce ulice rzemieślników to zabieg, który pokazuje, jak funkcjonowali i jak nadal funkcjonują oni w miejskiej przestrzeni. Do spacerów wybrałam praskie ulice, bo po prostu znam je najlepiej. Ważne było dla mnie to, że spaceruję nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie. Że dzięki takiemu zabiegowi mogę wspomnieć i przywołać żydowskich wytwórców, którzy stanowili większość w grupie przedwojennych rzemieślników. Bo pierwszy spacer odbywam odwołując się do lat 30. XX wieku, drugi to okres PRL, a trzeci – czasy współczesne.

Powojenne statystyki pokazują jednak, że najwięcej rzemieślników było w Śródmieściu i na terenie Pragi-Południe. Ta tendencja utrzymała się do dziś.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Dyplomy czeladnicze i mistrzowskie w pracowni kuśnierskiej Zbigniewa Budzyńskiego.

Czy uważasz, że jakaś dzielnica w Warszawie lub chociaż jedna z jej ulic ma szansę stać się nową kolebką rzemiosła? Czy według Ciebie powinno się te działalności scentralizować, np. w ramach wspólnej przestrzeni, czy lepiej, aby rzemiosło było rozsiane w różnych miejscach stolicy?

Analizując te procesy, które znam z archiwów, opowieści lub z własnego doświadczenia, mogę powiedzieć, że najlepiej sprawdzają się centra, które organizują sobie sami rzemieślnicy. W PRL-u występowały olbrzymie problemy lokalowe, a rozwiązaniem tej sytuacji stały się pawilony rzemieślnicze budowane w różnych dzielnicach. Najczęściej w dobrze skomunikowanych miejscach przy głównych ulicach. Rzemieślnicy zakładali społeczne Komitety Budowy Usługowych Pawilonów Rzemieślniczych, pierwszy z nich, utworzony w 1959 roku przy ul. Marszałkowskiej, liczył 141 zakładów. To, że w jednym miejscu oferowano wiele różnych usług i wyrobów, na pewno było wygodne dla klientów, a również umożliwiało rozwój samych przedsiębiorców. Podobnie jest i dziś – znamy zagłębie artystów i rzemieślników w budynku fabryki przy ul. Podskarbińskiej, które niestety przestało funkcjonować mimo prób przekonania urzędników, że warto je zachować. Kontynuacją tej idei miał być Dom Rzemiosła w zabytkowej ruinie dawnego kompleksu młyńskiego Michla na Szmulowiźnie.

Chciałabym, aby pracownie mogły dumnie się prezentować w lokalach frontowych, a nie chować się w podwórkach, oficynach czy suterenach. I jeśli mogę pójść dalej, chciałabym żeby co najmniej jedna pracownia przypadała na kwartał ulic. Fajnie, jeśli byłoby ich kilka obok siebie, nawet dwie czy trzy. Wtedy miasto sprawia bardziej przyjazne wrażenie. Są też rzemieślnicy, którzy wolą pracować w mniej dostępnym miejscu, bo mają wyłącznie wyspecjalizowanych odbiorców i nie prowadzą sprzedaży z ulicy. Tacy wytwórcy często potrzebują niestandardowych przestrzeni, o które coraz trudniej. Przetestowanie opcji kompleksu, w którym mogłaby zaistnieć rzemieślnicza produkcja – głośna i brudna – jest więc obiecującym pomysłem. Tym bardziej więc szkoda, że inwestycja pt. Dom Rzemiosła ostatecznie nie będzie prowadzona.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Szczotka wiedenka służy m.in do wymiatania kurzu z sufitu. To jeden z najstarszych modeli produkowanych przez warszawskich szczotkarzy.

Pomysł otworzenia hurtowni z przedmiotami i surowcami pozostałymi po zamykających się już pracowniach rzemieślniczych, który opisujesz w książce, jest bardzo intrygujący. Zwłaszcza w obliczu pojawiających się na rynku nowych pracowni kierowanych przez młodych rzemieślników, którzy chętnie przejęliby spuściznę dawnych mistrzów…

Moja hurtownia z książki miała cztery działy: dla turystów, artystów i projektantów, dekoratorów wnętrz i majsterkowiczów. Takie profilowanie pokazuje, kto realnie jest tym dziedzictwem zainteresowany i gdzie ono trafia.

Oczywiście najlepiej by było, gdyby takie pracownie przechodziły z rąk do rąk, gdyby stary rzemieślnik wchodził w spółkę z młodym albo odsprzedawałby mu swój warsztat. Niestety takie sytuacje zdarzają się rzadko. Czasem rzemieślnikom trudno jest uzyskać satysfakcjonującą cenę za swoje maszyny, bo część osób uważa, że skoro zakład się likwiduje, a rzemieślnik jest już na emeryturze, to może je oddać za bezcen. A przecież to dorobek jego życia, i nawet jeśli technologicznie pewne rzeczy są przestarzałe, warto o tym pamiętać. Są też narzędzia, np. takie robione rzemieślniczymi metodami, które są bardzo cenne dla adeptów, ale znów, ponieważ są one stare i zakurzone, proponuje się za nie symboliczną cenę. Więc kwestia wyceny tego dziedzictwa na pewno jest istotna, nie można z góry zakładać, że te rzeczy otrzyma się niemal za darmo.

Projekt Pracownie_wywiad_Zręczni_fot_Marcin Czechowicz
Maciejówka wykonana w Pracowni Czapniczej Grażyny Jakubowskiej-Piekut na Grochowie.

Załóżmy jednak, że np. w takim Domu Rzemiosła albo w innym miejscu jest skład rzeczy po rzemieślnikach, w którym właściciel każdego zamykającego się zakładu może np. bezpłatnie zdeponować swoje narzędzia, otrzymać za nie gratyfikację bądź oddać je w komis. Myślę, że idea takiego miejsca miałaby rację bytu w momencie, kiedy miałoby ono zapewnione finansowanie. Same koszty wynajęcia przestrzeni, transportu i wynagrodzenia dla osoby prowadzącej skład mogłyby być trudne do zbilansowania.

Niesamowite było to, że już po napisaniu tego rozdziału pojechałam do pewnej hurtowni pod Warszawą. Weszłam tam i poczułam, że jestem w miejscu, które wymyśliłam. Które jest pełne bel materiałów, skór i surowców z likwidowanych włoskich fabryk obuwia. Kupuje się je na metry po całkiem atrakcyjnej cenie. Jest tam też pełno starych maszyn i narzędzi, a drobne akcesoria, np. okucia kaletnicze, kupuje się na wagę. Miejsce funkcjonuje komercyjnie, ale obok Ci sami właściciele prowadzą też hurtownię z nowymi produktami i produkcję własną. Jak się okazało, zaopatruje się tam wielu znajomych rzemieślników z różnych branż i projektantów. Idea wytwórczego recyklingu ma więc sens.

Książkę „Zręczni. Historie z warszawskich pracowni i warsztatów” autorstwa Katarzyny Chudyńskiej-Szuchnik można zakupić w księgarni Muzeum Warszawy, Muzeum Warszawskiej Pragi, Księgarni Wrzenie Świata, Księgarni DSH i w sklepie online.

Muzeum Warszawskiej Pragi

UDOSTĘPNIJ

Katarzyna Chudyńska-Szuchnik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >