Jan Garncarek Design. W poszukiwaniu doskonałości 

Mimo długoletniej historii Projektu Pracownie wciąż mamy wrażenie, że dotychczas za mało swojej uwagi poświęciliśmy metalurgii. Właśnie dlatego skupiliśmy się na poszukiwaniu twórcy, który mógłby nam opowiedzieć o swoich doświadczeniach z obróbką plastyczną metali. W ten sposób trafiliśmy na stronę o żyrardowskich rzemieślnikach. To właśnie na niej przeczytaliśmy o Janie Garncarku i jego lampiarskiej działalności.

Kiedy przekraczamy próg żyrardowskiej pracowni Garncarka, szybko przekonujemy się, że samo lampiarstwo to na pewno nie wszystko, o czym będziemy rozmawiać tego dnia. Ogromna przestrzeń wypełniona jest nie tylko przedmiotami z mosiądzu, ale także jednostkowymi obiektami ze szkła, kamienia i drewna. Za oknem zaczyna prószyć śnieg, więc gromadzimy się wokół niewielkiej kozy, która ma nas ogrzać, i zaczynamy wywiad.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Projekt Pracownie: Wzornictwo na ASP i do tego semestr na Erasmusie w Mediolanie. Czy to właśnie te doświadczenia miały wpływ na to, co obecnie wytwarzasz? 

Jan Garncarek: Prawdę mówiąc, dopiero po studiach zrozumiałem, co chcę robić. Wcześniej też miałem sporo pomysłów, ale były one sprzeczne z tym, czego uczyłem się na akademii. Dzięki ASP poznałem metody projektowania i niezbędne narzędzia, ale nigdy nie chciałem zajmować się wzornictwem przemysłowym. Po głowie chodziły mi projekty kolekcjonerskie.

Zwracałem uwagę na przedmioty, które otaczają ludzi, i zauważyłem, że każdy z nas ma swoje ulubione. Mają one dla nas szczególne znaczenie. Zacząłem analizować te, które ja lubię najbardziej, i szukać ich wspólnych cech. Ze względu na to, że miałem dużą styczność ze społecznością strzelectwa sportowego i sam byłem zawodnikiem w pistolecie przez 9 lat, w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na broń. Jako że ten sport był niejako tradycją rodzinną – bo dziadek był trenerem kadry olimpijskiej – od dawna mogłem obserwować różne modele na treningach, zgrupowaniach i wyjazdach. Przyznam szczerze, że broń robiła na mnie ogromne wrażenie. Te przedmioty są wyjątkowe, wyróżnia je ogromna precyzja wykonania. Broń, z którą miałem do czynienia, miała niezwykłą jakość niespotykaną w innych przedmiotach z którymi mam styczność. Zrozumiałem, że to właśnie takiej jakości brakuje mi w codziennym życiu. Miałem ogromną potrzebę, aby przedmioty, którymi się otaczam, również miały w sobie tę potęgę detalu. Czułem, że mogę tę wartość przenieść na inne obiekty.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Czemu w takim razie lampy, a nie broń? 

Był taki moment, kiedy poważnie się nad tym zastanawiałem. Prawda jednak była taka, że w broni najbardziej odpowiadał mi aspekt sportowy, ale sama branża nie robi na mnie pozytywnego wrażenia. Nie utożsamiam ponadto się z wyjściową funkcją broni i nie chciałbym działać w tym środowisku. 

Wróćmy jeszcze do początków. Z dużą swobodą mówisz o tym, czego chciałeś jako twórca. Trudno mi jednak uwierzyć, że z taką samą lekkością przyszły konkretne umiejętności. A może masz je w genach? (śmiech

Można tak powiedzieć, bo faktycznie w mojej rodzinie są zakorzenione rzemieślnicze tradycje. Jeden z moich dziadków miał swój warsztat meblarski i hobbystycznie w nim pracował. Był bardzo barwną postacią i miał wiele różnych zainteresowań, także takich jak zegarmistrzostwo czy metalurgia. Zawsze namawiał mnie do tego, żebym zrobił coś własnymi rękami. Natomiast mój pradziadek miał zakład kamieniarski, który został zlikwidowany ze względu na jego działalność konspiracyjną podczas okupacji. Zresztą ta historia miała tragiczne zakończenie, jak wiele podobnych w tamtym okresie… Także moja mama miała fach w ręku. Prowadziła własną szwalnię i z sukcesami sprzedawała swoje kolekcje w całym kraju.

Po podstawach dotyczących właściwości plastycznych materiałów, które przekazał mi dziadek, sam także sporo się douczałem. Trochę z książek, a trochę chodziłem po różnych małych zakładach i pytałem, jak podejść do tematu obróbki różnych materiałów. 

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Jest pomysł, są umiejętności – co dalej? 

Od początku w mojej działalności wielkim wsparciem jest dla mnie moja narzeczona – Ewelina Mąkosa. Ze względu na to, że jest ona bardzo aktywną osobą, dużo podróżuje, a do tego sama jest artystką: malarką i projektantką, od początku towarzyszyła nam twórcza synergia. Odwiedziłem ją, gdy była na stażu w Barcelonie. Pokazała mi wtedy prace jednego z czołowych architektów wnętrz w Hiszpanii – Lázaro Rosa Violána. Sprawdźcie jego wnętrza. Są obłędne! On w ogóle nie przejmuje się trendami, tworzy swój indywidualny styl projektowy. Robi rzeczy eklektyczne, łączy epoki. W jego projektowaniu jest bardzo dużo wolności. To mi zaimponowało. Po studiach, na których uczono mnie ograniczeń i pewnego mainstreamu projektowego, zrozumiałem, że mogę robić wszystko po swojemu. Bez poddawania się ustalonym zasadom.

Często projektowałem i wykonywałem proste meble stalowe do projektów Eweliny. Kiedy Ewelina projektowała jedną z kolejnych przestrzeni, zapytała mnie, czy zaprojektuję lampę. Zawsze chciałem zmierzyć się z takim tematem. Zdecydowałem wtedy, że wykonam ją z mojego ulubionego materiału jakim jest mosiądz. Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że będzie to moja główna profesja. Gdy wykonałem prototyp, Ewelina przeniosła się już do Niemiec i szybko znalazła berlińskie galerie, które były zainteresowane współpracą. Od początku czuliśmy, że musimy pokazywać ten produkt w miejscach, w których są sprzedawane obiekty kolekcjonerskie. Tylko ten rynek mógł nam umożliwić swobodną produkcję. Wiedzieliśmy, że przy tych konkretnych założeniach projektowych nie będziemy w stanie konkurować z produkcją masową. Współpraca z niemieckimi galeriami umożliwiła nam także przygotowanie bardzo dobrego contentu z moimi lampami w roli głównej.

Z tego okresu szczególnie pamiętam jedno spotkanie. Z przedstawicielem galerii Philia w Paryżu. Poszliśmy porozmawiać do baru i po krótkim spacerze rzeczony właściciel poinformował nas, że zaraz jedzie na kolejne spotkanie, tym razem z klientem. Chciał zabrać ze sobą moją lampę, którą mieliśmy w walizce. To była jedyna sztuka. Dałem mu ją, pewny, że nigdy więcej jej nie zobaczę. Ku mojemu zaskoczeniu lampa zachwyciła klienta, a ja otrzymałem zlecenie na kilka kolejnych sztuk do pierwszego prywatnego apartamentu. To zamówienie pozwoliło nam ruszyć dalej. 

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Zauważyłam, że często mówisz o swojej działalności w liczbie mnogiej. 

Przede wszystkim dlatego, że tworzę markę z Eweliną. Za design jestem odpowiedzialny ja, ale samo wzornictwo to zdecydowanie za mało, aby z sukcesami prowadzić taką firmę. Za kontakty z galeriami, wszelkie znajomości w branży odpowiada Ewelina i to jej ogromna zasługa. Uzupełniamy się także w pracy twórczej. Jest między nami dialog, to obustronna i bardzo wartościowa wymiana. 

Przyszedł też czas, gdy zaczęliśmy potrzebować wsparcia z zewnątrz. Obecnie częściowo przekazujemy prace nad obiektami zaprzyjaźnionym rzemieślnikom. To zapewnia nam utrzymanie wysokiej jakości i dalszy rozwój. Znalezienie odpowiednich partnerów do współpracy również było trudne. Szukałem zakładów, które nie tylko doskonale znają się na obróbce, ale też pozwalają mi angażować się w proces i w nim uczestniczyć. Na początku reakcje na moje projekty bywały różne. Niektórzy rzemieślnicy nie dowierzali, że chcę robić obiekty z wielkich mosiężnych bloków. Koszty samej produkcji wydawały się nieproporcjonalne do potencjalnego zysku. Dziś nikt już nie kwestionuje tych założeń. Z osobami, z którymi pracujemy, mam wypracowane pełne zrozumienie. Często odczuwam też ogromną ekscytację związaną z nowym projektem i wspólną chęć do omówienia decyzji wykonawczych. 

Jeśli dobrze wyczytałam na Twojej stronie, obecnie jedna z waszych pracowni mieści się w Berlinie. 

Tak, w Berlinie znajduje się atelier malarskie Eweliny. Ze względu na specyfikę mojej działalności jest tam zdecydowanie za mało miejsca na produkcję lamp i innych obiektów, dlatego nadal robimy to w Polsce, w Żyrardowie. Nie będę też ukrywał, że koszty produkcji tutaj wciąż są niższe niż w Niemczech. Tu możemy sobie pozwolić na większą pracownię i jej podział na strefy. Od jakiegoś czasu żyjemy między Berlinem, Żyrardowem a Warszawą.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska


Czy polscy odbiorcy potrafią docenić twoje obiekty?

Teraz już tak. Na początku polscy architekci nie widzieli w moich lampach wielkiego potencjału. Sprzedawałem głównie za granicą – moje obiekty wędrowały do Miami, Nowego Yorku, Los Angeles. W Polsce wszystko zaczęło się od klientki, która szukała 10 oryginalnych obiektów do swojego apartamentu w Warszawie. To była spora inwestycja i zaraz po jej realizacji pojawili się kolejni zainteresowani. Teraz mam też zupełnie inną pozycję rynkową i sytuacja jest inna niż wtedy, gdy zaczynałem. 

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Wciąż fascynuje mnie temat rynku kolekcjonerskiego i związane z nim doświadczenia. 

W mojej ocenie nie można stopniowo wchodzić na rynek kolekcjonerski. To na samym początku decydujemy, czym jest nasz produkt i do jakiej kategorii się zalicza. Jeśli dobrze radzisz sobie w sprzedaży masowej, tym trudniej będzie Ci się znaleźć w branży kolekcjonerskiej. To bardzo wolny stopniowy proces budowania swojego wizerunku. To przede wszystkim kreowanie swojego nazwiska, a nie marki. Podobnie odbywa się to na rynku sztuki. Tutaj też mamy do czynienia z artystami, a nie firmami.  Wejście do świata kolekcjonerów nie jest łatwe, ale nie brakuje ostatnio młodych talentów. W tej branży trzeba uzbroić się w cierpliwość. Na początku sprzedaż nie jest duża, ale z czasem się to zmienia. 

Przy pierwszych współpracach z galeriami trzeba też wyczuć stawki i prowizje od sprzedaży. Należy uważać też na pułapkę powierzania swoich kolekcji na wyłączność, bo to bywa bardzo niebezpieczne dla twórcy. Mam wrażenie, że mieliśmy dużo szczęścia i zaczęliśmy w dobrym momencie.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Czemu mosiądz? 

To był dla mnie bardzo intuicyjny materiał i też jeden z pierwszych, z którym miałem styczność, za sprawą wspomnianego wcześniej dziadka. Budził on też moje najlepsze skojarzenia. Mosiężne klamki, mosiężne zdobienia, wszystko to, co oglądałem na targach staroci i co uchodziło za bardziej wartościowe, miało mosiężne elementy.

Do obróbki używamy różnych technik. Nie tylko tych nowych, ale przede wszystkim tych zapomnianych lub mniej znanych. Doceniam doświadczenia innych rzemieślników, z którymi współpracuję. Obróbka mosiądzu odbywa się na różne sposoby. Nie wszystkie techniki jesteśmy w stanie wykonywać samodzielnie w Żyrardowie. Niektóre wymagają kilkuletniej wprawy rzemieślniczej.  Powoli zwiększam możliwości mojej pracowni, inwestuje w różne maszyny. Obecnie próbuje oswoić się z drykierą służącą do wyoblania kształtów. W pracowni też toczymy, polerujemy, nitujemy, lutujemy i składamy systemy elektryczne. Uzbrajamy lampy, frezujemy śrubki. Woskujemy i pakujemy w drewniane skrzynie.

Nie oszczędzamy na materiale i nie minimalizujemy kosztów. Jakość musi być na pierwszym miejscu. Pracując z mosiądzem, korzystamy z pełnego materiału. Prawie każdy podzespół tworzymy właśnie z niego. To może się wydawać produkcyjnie nielogiczne, ale dzięki temu jestem pewny, że sprzedajemy produkty szlachetne.

Co ciekawe, każdy obiekt wychodzący z pracowni przechodzi najpierw okres kwarantanny. Wtedy możemy zweryfikować, czy nic złego nie wydarzyło się z materiałem. Na przykład często mosiądz szybciej patynieje w miejscach dotknięcia go gołą ręką. Dlatego to takie ważne, aby nie robić tego przed jej zawoskowaniem.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Mijamy tu obiekty, które są nie tylko z mosiądzu. 

Tak i – jak widzicie – nie robię jedynie lamp, chociaż faktycznie zaistniałem jako lampiarz. Chętnie eksperymentuje z innymi materiałami – szkłem, kamieniem i drewnem. Kadzielnice, które tu widzicie, uczył mnie toczyć Maciej Gąsienica-Giewont, jeden z najlepszych tokarzy w naszym kraju. W przygotowaniu form do szklanych kloszy pomógł mi Michał Siedlecki, który prowadzi pracownię w sąsiednim budynku. Stół, który widzieliście, to wynik mojego przywiązania do przedwojennej tkanki miejskiej. Gdy na Starych Bielanach mój sąsiad demontował ogrodzenie przyklejone do naszej nieruchomości, zabrałem te stare betonowe słupki, aby zrobić z nich nogi do stołów. Zdarzyło mi się też zrobić biurko z pleksy. O moich lampach mówi się najczęściej, ale ja zdecydowanie mam apetyt na więcej.

Projekt Pracownie_Jan Garncarek Design_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Karolina Lewandowska

Obiekty kolekcjonerskie kojarzą mi się nie z przedmiotami, których się używa, tylko z takimi, które podziwia się z daleka. Jak jest z twoimi lampami? To tylko dzieła sztuki czy także przedmioty użytkowe?

Moi klienci korzystają z tych obiektów. We wnętrzach mamy różne strefy oświetlania – my jesteśmy w tej, która obejmuje światło dekoracyjne. Moje lampy dają przyjemne, zabarwione ognistą i ciepłą barwą ambientowe światło. Zdarza się, że lampy są podpinane pod systemy mądrego domu, które umożliwiają ich płynne zapalanie i gaszenie. We wnętrzu funkcjonują trochę jak dzieła sztuki, ale są w pełni funkcjonalne i klienci nie boją się ich używać.

Czy ze względu na wszystkie swoje doświadczenia i obecny charakter twojej twórczości nazwałbyś się rzemieślnikiem? Czy czujesz, że rzemiosło znów jest… trendy? 

Z czystego szacunku do innych rzemieślników – nie. Znam dobrze tę branżę i widzę, ile pracy wymaga opanowanie rzemieślniczej profesji do perfekcji. To lata poświęcone na osiągnięcie mistrzostwa w konkretnej dziedzinie. Uczę się od rzemieślników i chociaż część rzeczy wciąż robię samodzielnie, nigdy bym się z nimi nie zrównał. Cieszy mnie to, że poprzez swoją działalność mogę skupiać innych ręcznych wytwórców i zapewniać moim klientom w pełni ręczną produkcję, nawet jeśli wszystkiego nie robię własnymi rękami.

Tradycyjne rzemiosło zaczęło zanikać, bo trudno było się z niego utrzymać. Dawniej codziennie coś się naprawiało, a dziś tania produkcja wyparła wytwórczość, bo łatwiej i taniej jest kupić coś nowego. Myślę, że jesteśmy teraz w punkcie, w którym odbijamy od chęci otaczania się jednorazowością i bylejakością. Współczesne rzemiosło pewnie nie wróci na swoje dawne miejsce. Nie będzie już tak bardzo powszechne i tanie. Nabiera natomiast charakteru dobra luksusowego i przez wielu jest pożądane.


ZOBACZ FILM

Jan Garcnarek Design

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >