Ręczna robota na wagę złota

Decyzję o wywiadzie z Kacprem Schiffersem podejmujemy bardzo spontanicznie. Przede wszystkim dlatego, że mamy wykonać portret złotnika na potrzeby wystawy „Praski Sznyt”, którą kompletujemy we współpracy z Muzeum Warszawskiej Pragi i Traffic Design na zlecenie Instytutu Dizajnu w Kielcach. Kiedy zaglądamy na stronę Schiffers Jewellery, od razu czujemy, że nie chcemy jedynie wykonać tam kilku zdjęć. Wiemy, że losy rzemieślnika to wielowątkowa, rodzinna historia, którą chcemy mieć w zasobach Projektu Pracownie.

Ze względu na to, że czasu na przygotowanie ekspozycji „Praski Sznyt” jest mało, na wywiad umawiamy się właściwie z tygodnia na tydzień. Odwiedzamy pracownię na warszawskiej Pradze, gdzie w drzwiach wita nas uśmiechnięta od ucha do ucha Małgosia Schiffers, żona Kacpra. Po chwili witamy się także z samym jubilerem. Jesteśmy niesamowicie zaciekawieni wszystkimi wątkami dotyczącymi zawodowej ścieżki Kacpra.

Projekt Pracownie: Na Waszej stronie internetowej można przeczytać, że Kacper jubilerstwo ma w genach. Jego pradziadek był znanym platernikiem.

Małgorzata: Ostatnio udało nam się ustalić, że te rzemieślnicze tradycje sięgają jeszcze jedno pokolenie wstecz. Prapradziadek Kacpra był złotnikiem. Odezwała się do nas niedawno pewna pani, która w księgach parafialnych Trójmiasta znalazła zapis, że rzeczonego pradziadka – Andrzeja Bolesława Schiffersa – do chrztu przyniósł złotnik Jan Schiffers. Określenie jego fachu było zapisane w nawiasie. Dzięki temu wiemy, że prapradziadek Kacpra również pracował z metalami szlachetnymi.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Wyjaśnijcie, proszę, naszym czytelnikom, czym zajmował się platernik.

Małgorzata: Kiedyś posiadanie srebrnej zastawy stołowej w domu świadczyło o prestiżu rodziny. Natomist platery były tańszym odpowiednikiem, po który sięgały klasy średnie.

Kacper: Platery to mniej szlachetne metale pokrywane warstwą srebra. Tak jak wspomniała Gosia, to tańsze odpowiedniki elementów zastawy, które były przystępne cenowo dla mniej zamożnych osób. Mój pradziadek założył fabrykę Schiffers&Co, gdzie były one wytwarzane. Działał na Pradze, niedaleko Dworca Wschodniego, który umożliwiał eksportowanie wytwarzanych dóbr na rynek rosyjski. Fabryka zatrudniała koło 100–150 osób. Po I wojnie światowej posiadała nawet swoją filię w Teheranie – ale wówczas zarządzał nią już mój dziadek ze swoim bratem. Każdy z nich zajmował się swoją działką interesu. Niestety, właśnie brat mojego dziadka przegrał wszystkie teherańskie aktywa w karty i chwilę później popełnił samobójstwo. Natomiast tutaj w Polsce z fabryką stało się to, co działo się wówczas ze wszystkimi fabrykami. Przejęło ją państwo komunistyczne. Wówczas wszystkie firmy prywatne były upaństwawiane, zagarnięto maszyny, techniki i wzory, bo o prawie autorskim nikt wtedy jeszcze nie miał pojęcia. Firmom takim jak ta mojego pradziadka, a potem dziadka, odebrano dobra intelektualne. Dziadek chciał przekazać swoją wiedzę mojemu ojcu, ale niestety nie zdążył przed śmiercią. Natomiast mój ojciec, ponieważ nie miał ani tytułu czeladnika, ani mistrza, nie mógł otworzyć własnego zakładu. Z czasem sam zachorował i nie podejmował w tym kierunku już żadnych działań.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

I wtedy młody Kacper postanowił, że zajmie się jubilerstwem?

Kacper: Oczywiście jako młody chłopak w ogóle nie wiedziałem, co chcę robić, ale ponieważ w domu zawsze było sporo tematów związanych z obróbką metali, gdzieś po głowie chodziło mi jubilerstwo. Ojciec podpowiedział mi, żebym zapisał się do Szkoły Jubilerskiej i zanim wymyślę, czym chcę się zajmować na poważnie, tam spróbował swoich sił. Niestety, kiedy już się namyśliłem, szkołę zlikwidowano. Poszedłem więc do Szkoły Rzemiosł Artystycznych przy ulicy Felińskiego w Warszawie na specjalizację „grawer”.  Wciąż czułem jednak pociąg do specjalizacji jubilerskiej, dlatego po ukończeniu edukacji zgłaszałem się na staże do różnych mistrzów złotnictwa. Za sprawą pośredniaka trafiłem na początku do Tomasza Żyłki, który był wówczas bardzo szanowanym specjalistą. Wykonywał głównie biżuterię na rynek szwajcarski. Od początku wiedziałem, że będę chciał podjąć praktykę w różnych miejscach, żeby nauczyć się różnych metod pracy, więc kiedy widziałem, że w danym miejscu już niczego nowego się nie dowiem – uczciwie uprzedzałem swojego pracodawcę, że szukam kolejnej pracowni. Z czasem trafiłem też do takiego zakładu na Żoliborzu na Broniewskiego, gdzie ojciec lata wcześniej kupował pierścionek dla mojej mamy. Bardzo się ucieszył, kiedy dowiedział się, że będę tam praktykował, bo uważał, że biżuteria, którą tam kupił, była wyjątkowa. Miałem też moment, kiedy obraziłem się na jubilerstwo i poszedłem na Politechnikę na Wydział Budowy Dróg i Mostów, bo to wydawało mi się wówczas ciekawsze. Po trzech latach zrezygnowałem z budowlanki i zrozumiałem, że to jednak nie dla mnie. Wróciłem do pracy z metalami szlachetnymi. Skończyłem ASP w Łodzi i zacząłem patrzeć na biżuterię zupełnie inaczej. Chciałem robić nowoczesne projekty, wykorzystując klasyczną technikę. Teraz myślę szerzej – chętnie podejmuję się różnych wyzwań, zarówno tych nowoczesnych, jak i klasycznych. Zajmujemy się też renowacją dawnej biżuterii.

Czy czujecie, że Waszą konkurencją są sieciówki, które sprzedają biżuterię? Mam na myśli te największe marketowe marki. A może są to młode firmy zakładane przez projektantki, które oferują minimalistyczne dodatki?

Kacper: Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, ale nie mamy konkurencji. Ktoś, kto wybiera sieciówkę, zawsze będzie miał ograniczony wybór wzorów. Może jedynie zmniejszyć lub powiększyć wybrany model, ale niczego w nim nie zmieni. Wybierając firmę, która wykonuje biżuterię minimalistyczną, często wybiera projektanta, ale nie wyrób rzemieślniczy. Jeśli ktoś oczekuje, że wykonawca podejdzie do jego potrzeb indywidualnie, wykona spersonalizowany projekt na podstawie licznych rozmów, a potem wykona od początku do końca taki produkt, przyjdzie do nas i będzie wiedział, że tutaj zostanie właśnie tak obsłużony.

Małgorzata: To ciekawe, ale są ludzie, dla których zakupy w takiej marketowej sieciówce jest jak najbardziej świadomą decyzją  i są skłonni nawet znacznie przepłacić za pierścionek lub obrączkę, byle by mieć właśnie pudełko z konkretnym logotypem.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Na rynku biżuterii prężnie działa marketing. Na co zwrócilibyście uwagę osób, które poszukują idealnego wyrobu dla siebie i jak nie dać się oszukać chwytliwym hasłom reklamowym? Na co zwracać uwagę?

Małgorzata: Często słyszymy od naszych klientów, czego dowiedzieli się z różnych źródeł o biżuterii. Widzimy, że są niedoinformowani w kwestii prób czy kruszców. Słyszą lub czytają niestworzone historie o kamieniach. Świetnym przykładem jest nie tak dawna moda na złoto vermeil. To mój ulubiony przykład. Nie ma czegoś takiego jak złoto vermeil. To jest zwykły srebrny wyrób, na który jest nałożona warstwa złota. Srebro złocone, czyli materiał dużo mniej wartościowy. Marketingowo dużo lepiej powiedzieć, że jest to odmiana złota, ale to z samym złotem nie ma nic wspólnego. Łatwo dać się złapać na takie sprzedażowe sztuczki.

Kacper: Można to porównać do pomalowanych paznokci. Możesz mieć na nich różowy lakier, ale to nie oznacza, że Twój paznokieć jest różowy – jest po prostu pomalowany na różowo. Często klienci też uprzedzają nas, że są uczuleni na srebro lub złoto, a to nie jest możliwe. W czystej formie te surowce nie mogą uczulać. Wszystkie uczulenia, które pojawiają się u użytkowników, są związane z domieszkami dodawanymi przy produkcji biżuterii.

Właśnie. Próba. Co to właściwie jest i jaką powinno się wybierać?

Kacper: Próba mówi nam o tym, ile w danym produkcie jest czystego złota. My nie wykonujemy niczego w próbie niższej niż próba 585, czyli powyżej 50%. Pozostała część obrączki lub pierścionka to domieszki z innych metali, które są niezbędne, aby zwiększyć trwałość wyrobu. Złoto to niesamowicie delikatny materiał, więc potrzebujemy takich domieszek, aby go utwardzić, nadać trwałość. To technologicznie konieczne. Dzięki domieszkom można również zmienić kolor na bardziej lub mniej żółty, różowy, biały. W sklepach marketowych próba często jest na poziomie 333, zatem jak widzisz – oznacza to, że w finalnym wyrobie czystego złota jest znacznie mniej. Wartość tych wyrobów jest głównie estetyczna i należy sobie z tego zdawać sprawę.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Myślę, że część osób posiada w domu pamiątki po swoich dziadkach i rodzicach. Szkatułki z pierścionkami, obrączkami lub wisiorkami. Kacper jest także rzeczoznawcą. Czy to oznacza, że można do Was przynieść takie rodowe dobra i ocenicie, czy faktycznie są coś warte

Kacper: Tak, jak najbardziej można się z nami umówić i ocenimy, które z takich pamiątek są wartościowe, a które są – jak to nazywamy – „złomem o wartości sentymentalnej”.

Małgorzata: Sporo osób ma piękną rodową biżuterię z ciekawą historią, ale nie chce jej nosić, bo nie jest ona w tej chwili modna. Dla nas panująca moda nie ma znaczenia, oceniamy jakość wykonania i zawartość kruszcu, wartość kamienia. Niektórzy chcą przerabiać biżuterię po babci na coś bardziej współczesnego i czasem proponujemy jedynie drobne modyfikacje lub wręcz zachęcamy do przekonania się do noszenia oryginału.

Kacper: Ręcznie robiona biżuteria ma niesamowitą wartość, nie tylko sentymentalną. Nie zawsze warto ją przerabiać, czasem wystarczy drobna korekta. Możemy również z takiej pamiątki wydobyć czyste złoto, odrzucając zastosowane domieszki i wykonać nowy produkt, w którym będzie „dusza” dawnego.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Gdzie robi się takie kursy rzeczoznawcze i czemu się na nie zdecydowałeś?

Kacper: Wiedza na temat kamieni kolorowych i diamentów uwiarygadnia mnie jako specjalistę i dobrego fachowca. Robiłem swoje kursy w Polskim Towarzystwie Gemmologicznym. Często nadal korzystam z konsultacji osób, które mają ogromne doświadczenie w rozpoznawaniu i klasyfikacji kamieni. Obecnie technologia pozwala na wytworzenie kamieni metodami laboratoryjnymi. Czasem, żeby poznać się na takiej sztuce, są wymagane specjalistyczne badania. Warto zaznaczyć, że taki kamień wytworzony w laboratorium nie jest gorszy – po prostu on urósł w kilka tygodni, a nie przez miliony lat w naturze. Ten drugi będzie miał zdecydowanie większą wartość. U nas pracujemy akurat głównie z naturalnymi kamieniami, mamy swoich sprawdzonych dostawców. Wykonujemy biżuterię z kamieniami syntetycznymi, ale głównie we wzorach wykonanych ze srebra, w naszych kolekcjach, które są dostępne w galeriach z biżuterią tzw. autorską.

Rozumiem, że nie macie tu korytarza piwnic z wielkimi sejfami, w których są pochowane diamenty na wypadek, gdyby jutro przyszedł ktoś i chciał zamówić pierścionek zaręczynowy? W pracowni nie ma też sztabek złota, które przetapiacie na drogocenną biżuterię? (śmiech)

Kacper: Może ludzie tak sobie wyobrażają nasze zapasy, ale nie – absolutnie nie! (śmiech) Nikt nie kupuje już złota w sztabkach, bo to nie ma żadnego uzasadnienia, zwłaszcza przy małych formach, gdzie trzeba je przetopić i wymieszać z odpowiednio sporządzoną domieszką. Skład takiej domieszki to tajemnica każdego jubilera. Proces projektowania i wykonywania przez nas np. pierścionka zaręczynowego jest znacznie dłuższy i nie załatwia się tego w jeden dzień.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

To znaczy? Jak wygląda taki proces?

Kacper: Nie świadczymy szybkiej usługi jak sieciówki, o których wspominaliśmy. Tam ktoś wchodzi po pierścionek zaręczynowy i po 20 minutach może mieć już wybrany odpowiedni model. U nas jest inaczej. Często rozmowy o projekcie trwają łącznie nawet 5–6 godzin. Na samym początku ktoś przychodzi do nas ze swoim pomysłem i intencją, a my pytamy np. jaka jest przyszła żona naszego kupującego, czym się interesuje, jak wygląda. Chcemy stworzyć pierścionek dla konkretnej osoby, a nie jak najwięcej na tym zarobić. Staramy się w oprawie zawsze przemycić coś wyjątkowego, co będzie wiele mówiło o relacji osób, które będą brały ślub – zdarzało nam się tworzyć na projektach kształt deski surfingowej, ulubione gwiazdozbiory, elementy krajobrazów górskich. Chcemy, żeby w naszej biżuterii była zapisana historia, a dla obdarowanej osoby była czymś więcej niż np. tylko pierścionkiem. Projekty zawsze wykonuję ręcznie, dawno odeszliśmy od komputerowych odpowiedników, bo łatwo dać się zwieźć pozorom elektronicznego renderu. Ręczny rysunek może rozbudzić wyobraźnię i sprawić, że efekt końcowy będzie przyjemnym zaskoczeniem. Kiedy rozpoczynamy z kimś współpracę, od razu staje się on nam bliski, bo musimy się poznać. To, co chcemy przekazać w wyrobie ma być dla nich symbolem. Dawniej noszenie konkretnej biżuterii było pewną formą komunikacji – wisiorek z błękitnym medalionem nosiły panny na wydaniu, biały – te, w których rodzinie pojawiło się dziecko.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Wszystkie projekty wykonujesz sam? Czy macie tu pracowników? Uczniów?

Kacper: Obecnie mamy kilku pracowników, którzy zajmują się częścią zleceń, ale nad tymi najbardziej spersonalizowanymi projektami zawsze pracuję samodzielnie. Teraz mamy fajny i doświadczony zespół, ale liczymy się z tym, że nie będzie to trwało wiecznie. Ludzie nie wiążą się z miejscem, w którym pracują i bardzo duże znaczenie mają pieniądze. Oczywiście my staramy się doceniać naszych pracowników, ale wiemy, że może przyjść taki czas, kiedy pójdą gdzieś indziej. My jesteśmy rodzinną firmą, której przyświecają konkretne wartości, a każdy produkt sygnujemy swoim nazwiskiem, dlatego to my jesteśmy na linii z klientami i chcemy, żeby tak pozostało.

Uczniów i praktykantów unikamy, bo niestety, ale młodzi ludzie mają teraz mocno wygórowane oczekiwania. Niby chcą się nauczyć, ale przede wszystkim oczekują szybkich rezultatów. U nas nie widzą dla siebie opcji rozwoju – to nie jest korporacja, w której będziesz się wspinać po szczeblach kariery. Zdarzało się, że młodzi traktowali nas jako miejsce przejściowe, co było dla nas sporym obciążeniem, bo ja każdej takiej osobie poświęcałem swój czas.

Małgorzata: Młodych ludzi też często zaskakuje, że praca w pracowni wiąże się także np. ze sprzątaniem swojego stanowiska pracy. Kiedyś, gdy z mistrzem sprzątałeś po pracy, to taki czas był traktowany jak moment integracji, rozmów o sprawach prywatnych, formę relaksu. Teraz wszyscy są zdziwieni, że w weekend nie przyjdzie jakaś pani i nie posprząta.

Kacper: Uczę też w szkole prywatnej Antidotum. Jestem wykładowcą na 5–6 semestrze. Kurs trwa 3 lata. Tam dzielę się swoją wiedzą i zdradzam różne patenty. Niektórzy mówią, że to niepotrzebne, bo wszystko można znaleźć w internecie, ale szybko okazuje się, że na tych filmikach nie jest pokazany cały proces. Gdzieś jest dziura, właśnie ten know how rzemieślnika z doświadczeniem. Sam praktykowałem w wielu miejscach, żeby nauczyć się jak najwięcej i do tego też zachęcam osoby, które są zainteresowane tym fachem. Trzeba uzbroić się jednak w dużo cierpliwości i pokory. Mnie moi mistrzowie niejednokrotnie wystawiali na próby…

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Masz w pamięci jakąś historię, która wyjątkowo zapadła Ci w pamięć z tych czasów nauki?

Kacper: Prawdę mówiąc, było wiele zniechęcających czynników (śmiech). Mistrzowie – teraz oczywiście już wiem, że robili to dla mojego dobra – mocno testowali naszą determinację. Każdy młody człowiek uważa, że jest najlepszy od początku, a rolą mistrza było udowodnić mu, że się myli i ma przed sobą jeszcze wiele nauki. Pamiętam, jak zrobiłem w czasie praktyki jeden ze swoich pierwszych pierścionków – byłem nim zachwycony. Mój mistrz mówił, że jest krzywo i go krytykował, a ja upierałem się przy swoim. Kiedy widział, że jestem wyjątkowo uparty, zaproponował, żebyśmy nabili na mój wyrób imiennik – to taka sygnatura wykonawcy. Na jego podstawie w Urzędzie Wag i Miar możesz dowiedzieć się, kto wykonał dany przedmiot, każdy jest tam zgłaszany. Byłem wtedy bardzo dumny, ale mój mistrz wziął jakiś inny młotek niż zwykle… Gruchnął w mój pierścionek i zwyczajnie go zniszczył, po czym powiedział: „No trudno, zrobisz go jeszcze raz”. Nie chciał wypuścić go do klienta, bo był przekonany, że został źle zrobiony.

Małgorzata: Kacper pewnie teraz zrobiłby dokładnie tak samo, gdyby pracownik albo uczeń przyniósł coś, co nie spełniałoby jego oczekiwań! Jest dokładnie taki sam, jak jego mistrzowie! (śmiech)

Kacper: To trudny zawód. Trochę praca droida. Trzeba wiedzieć, co pomieszać, jest sporo chemii do barwienia, trawienia, czyszczenia, brudzenia. To ciężka praca fizyczna, mimo że na pierwszy rzut oka może tak nie wygląda. Jeśli mam coś sygnować swoim nazwiskiem, oczekuję, że będzie reprezentowało jakość i zostanie wykonane precyzyjnie.

Czy to, że wybrałeś taką tradycyjną ścieżkę nauki zawodu, skłoniło Cię także do tego, żeby dołączyć do cechu? Wiem, że należycie do Ogólnopolskiego Cechu Rzemieślników Artystów. Czy w dzisiejszych czasach przynależność do tej organizacji ma jakiekolwiek znaczenie?

Kacper: Młodym ludziom się wydaje, że w tych cechach siedzą po prostu starsi panowie i to martwe organizacje, ale tak nie jest. Dawniej to było nie tylko miejsce spotkań, ale też wymiany informacji i podwyższania kwalifikacji. Dziś ta rola nie jest rozumiana, bo są internet i YouTube. W naszym cechu jest świetna ekipa, z którą często się konsultujemy, dyskutujemy. Co prawda nie jest to typowy cech jubilerski, ale łączący rzemieślników i artystów. Mamy tam zegarmistrzów, osoby wykonujące piszczałki do organów, specjalistów od renowacji książek i mebli, kaletników. To bardzo rozbudowane grono i na szczęście ci starsi reprezentanci zaczęli na spotkania przyprowadzać także swoje dzieci. Im chętniej przekazują wiedzę niż osobom zupełnie z zewnątrz.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Czy dojrzali rzemieślnicy chętnie dzielą się swoją wiedzą? My uważamy, że między nowymi rzemieślnikami i tymi z dużym doświadczeniem powinna zawiązać się współpraca, która sprawi, że rzemiosło będzie mogło trwać i się rozwijać.

Kacper: Myślę, że trudno im po prostu komuś przekazać swoją wiedzę, bo mają dosyć osób, które chcą widzieć efekty od razu. Oni przeszli na swojej drodze różne etapy, jak ja – sprzątali, podawali mistrzowi narzędzia, dopiero po pewnym czasie mogli samodzielnie wykonać projekt pod jego okiem. Sądzę, że gdyby czuli, że ich doświadczenie spotyka się z należytym szacunkiem, chętniej przyjmowaliby kogoś na naukę. Niestety, dla rzemieślników starej daty człowiek bez dyplomu nigdy nie będzie prawdziwym rzemieślnikiem. Nawet jeśli z czasem pozyska 10–15 lat doświadczenia i osoba, która go uczy, sama uzna, że już więcej wiedzy nie może mu przekazać. Nawet ja, chociaż pracuję w zawodzie, uparłem się, że chcę podejść do egzaminu mistrzowskiego. Ukończenie studiów artystycznych zapewniło mi status czeladnika, ale  wierzę, że uzyskanie tego tytułu będzie też dla mnie zwieńczeniem mojej dotychczasowej drogi zawodowej, kropką na „i”. Co prawda, na razie próbujemy zebrać komisję, która w ogóle mogłaby przeprowadzić mój egzamin. Obecnie nie jest to takie proste. Właśnie nasz cech wspiera moje aspiracje, chociaż wiele osób powtarza, żebym sobie odpuścił. Pytają, po co mi to i mówią, że o moich kompetencjach świadczy przecież moja praca. Dla mnie to byłoby zwieńczenie tej tradycyjnej ścieżki, którą obrałem.

Współcześnie coraz więcej rzeczy jest określanych mianem rzemieślniczych. Mamy wykonane rzemieślniczo krzesła i stoły, ale też pączki, piwa i makarony. Jak zdefiniowalibyście, co jest prawdziwym rzemiosłem? Kim jest rzemieślnik? Czy to także projektant?

Kacper: A co to jest galeria? Z czym kojarzy Ci się to słowo? Z galerią sztuki? Galerią wypieków? Podobna historia spotkała określenie „rzemieślnik”. Bardzo trudno to sprecyzować. Dla mnie to człowiek, który posiada wiedzę tajemną na jakiś temat. Rozwija ją, dąży do perfekcji, ale jednocześnie wciąż stawia przez sobą nowe wyzwania i nieustannie się kształci. Ma doświadczenie i umiejętności. Fach w rękach. Zdolności manualne, aby wypuścić pełnowartościowy produkt. Moim zdaniem rzemieślnik nie musi być projektantem, ale oczywiście może. To nawet wskazane. Aby być dobrym projektantem trzeba mieć albo sztab ludzi, którzy podpowiedzą prawidłowe rozwiązania technologiczne, albo samemu posiąść wiedzę materiałową. Rzemieślnik, który jednocześnie jest projektantem może proponować najciekawsze rozwiązania i wie, jak je wykonać.

Projekt Pracownie_wywiad_Schiffers Jewellery_Kacper Schiffers_fot_Radek Zawadzki

Ty jesteś rzemieślnikiem i projektantem? Masz tajemną wiedzę?

Kacper: Tak, jak najbardziej.

Małgorzata: Chociaż pewne określenia wydają się być archaiczne, warto podejść do tych nazw z odpowiednim dystansem. Pamiętam, że jak poznaliśmy się z Kacprem i powiedziałam rodzicom – rocznik ’44 – że jest on artystą-złotnikiem. Kiedy mój tata spytał przy jakiejś okazji, czy Kacper siedzi właśnie w warsztacie, moja mama była oburzona, że przecież on nie siedzi w żadnym warsztacie, tylko w pracowni! Jak prawdziwy artysta! (śmiech)

Nasza rozmowa w pracowni Schiffersów przeciągnęła się do północy. Kacper zagonił nas do roboty. Pod jego okiem wykonałam srebrną obrączkę, którą żartobliwie uznaliśmy w naszym zespole za symbol. Oficjalnie powiedziałam „tak” rzemiosłu. Ze względu na to, że wizytę przy Kępnej odbyliśmy zaledwie kilka dni po trzecich urodzinach Projektu Pracownie, ta subtelna ozdoba stała się częścią naszej historii. Niespełna miesiąc później Kacper przekonał mnie do zmniejszenia złotego pierścionka po mojej babci. Dzięki niemu rodzinna pamiątka zyskała nowe życie.

Schiffers Jewellery

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >