O instrumentach smyczkowych. Wizyta w pracowni lutniczej Mateusza Halickiego


Po wizycie w pracowni Sergiusza Stańczuka zdecydowanie wzrósł nasz apetyt na dalsze eksplorowanie obszaru lutnictwa. Gdy już poznaliśmy specyfikę tworzenia gitar, wciąż ciekawiło nas, jak wygląda praca lutnika wyrabiającego instrumenty smyczkowe. I tak za sprawą innego rzemieślnika (Pracownia Gitar – dzięki!) trafiliśmy do Mateusza Halickiego, którego warsztat mieści się w warszawskim Śródmieściu.

Mateusz Halicki jest samoukiem i jak podkreśla, do zawodu wszedł tylnymi drzwiami. Mimo braku wykształcenia kierunkowego dzięki determinacji i konsekwencji udało mu się zbudować wokół pracowni przy Koszykowej ogromną społeczność muzyków, entuzjastów pięknych brzmień i miłośników instrumentów smyczkowych.

Projekt Pracownie: Dlaczego rzemiosło i czemu akurat instrumenty smyczkowe? 

Mateusz Halicki: Od kiedy tylko pamiętam, lubiłem robić coś rękoma. Nie lubiłem za to chodzić do szkoły i przyswajać wiedzy w tradycyjny sposób (śmiech). Wybór zawodu, w którym będę działał manualnie, był dla mnie bardzo naturalny. Chciałem mieć poczucie sprawczości i widzieć efekty tego, co robię. Kilka sytuacji w życiu sprawiło, że ta decyzja wydawała mi się jeszcze bardziej uzasadniona. Jedną z nich była wizyta w pracowni lutniczej Marka i Bartosza Woźniaków. To miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie, było po brzegi wypełnione muzyką. Ja też chciałem robić coś, dzięki czemu nie tylko zobaczę, ale też usłyszę wyniki mojej pracy. Bo wiecie, szafa zawsze będzie szafą, a praca z instrumentami smyczkowymi to trochę nadawanie tym przedmiotom nowego życia. 

A czemu skrzypce? W sumie dlatego, że według mnie gitary są nudne (śmiech). Mówiąc serio, w gitarach na przełomie ostatnich trzystu lat zmieniło się wszystko, a w klasycznym lutnictwie smyczkowym – właściwie nic. Kiedyś były struny jelitowe, czyli takie ze skręconego jelita baraniego, a teraz popularniejsze są te z metalu. W samej formie instrumentu nic się nie zmieniło. Wykorzystywane są takie same drewna, lakiery i kleje. Skrzypce zbudowane w każdej części świata będą miały taki sam standard. Oczywiście są odchylenia, związane głównie z dostępnością materiałów. Na przykład w Chinach do produkcji skrzypiec fabrycznych są wykorzystywane tańsze odmiany klonu, a nie europejski jawor itd. Dla mnie w tej stabilizacji jest coś pięknego i zachwycającego. Kiedy współczesne gitary już można stworzyć z frezowanej formy, w skrzypcach zawsze dostrzec można nastrój lutnika, który nad nimi pracował. Widać na nich dokładnie, jaka jest ich historia i jaki dzień miał ich twórca. Mogę wziąć do rąk stuletni  instrument i korzystając z obecnego doświadczenia, nie zrobić mu krzywdy. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Czy sam grasz na skrzypcach? 

Nie, nie jestem muzykiem. Można nawet powiedzieć, że pochodzę z amuzycznej rodziny, ale zdecydowanie wszyscy mamy słuch muzyczny. Jeden z moich braci jest śpiewakiem, a za sprawą drugiego – Janka – który prowadzi Pracownię Gitar, trafiliście tutaj (śmiech). To nie jest też tak, że nie gram w ogóle. Kluczowe w instrumentach smyczkowych jest to, żebym oddał właścicielowi instrument, który brzmi lepiej albo na którym gra się lepiej. Muszę umieć to sprawdzić. Siedem lat zajęło mi dojście do takiej wprawy, żeby wziąć do ręki smyczek i wiedzieć, o co chodzi muzykowi. Zrozumieć intymny język, którym porozumiewa się ze swoim instrumentem. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Kiedy zdecydowałeś, że twoim sposobem na życie będzie lutnictwo?  

Wszystko zaczęło się od tego, że na jednej z aukcji internetowych znalazłem stare skrzypce i postanowiłem je kupić. Całkowicie je wtedy zniszczyłem, bo chciałem zajrzeć w każdy zakamarek i poznać ich budowę. To była kwestia ciekawości. Kiedy się do tego zabrałem, rozglądałem się też za literaturą, z której mógłbym skorzystać. Okazało się, że nie ma za wiele  polskich publikacji, poza pozycją poświęconą lutnictwu autorstwa Kamińskiego i Świrka. Bardzo dużo dowiedziałem się z internetu. Trafiłem na fantastyczną stronę Making The Violin, gdzie ludzie z całego świata dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Jest tam także dostępna przystępna dokumentacja, z której można korzystać w codziennej pracy. Można powiedzieć, że moja droga to trochę od zera do bohatera. Zacząłem siedem lat temu i uznałem, że zobaczę, co się stanie.

Wspieraj Autora na Patronite


Przez chwilę nawet myślałem o tym, żeby pójść na studia. Planowałem rozpoczęcie edukacji na lutnictwie artystycznym w Poznaniu. Zbudowałem wtedy swoje skrzypce i na szczęście się tam nie dostałem (śmiech). Z perspektywy czasu jestem pewien, że gdybym poszedł do szkoły, dzisiaj byśmy nie rozmawiali. Przede wszystkim dlatego, że ten czas, który normalnie spędziłbym w uczelnianej ławce, poświęciłem na rozwój osobisty i relacje z ludźmi. W moim zawodzie bardzo ważne jest zbudowanie bazy klientów, którzy będą mieli do mnie zaufanie. Z każdym kolejnym dniem poznajesz handlarzy, muzyków, uczniów szkół muzycznych, i to oni mają największy wpływ na to, jak szybko się uczysz i jaki poziom będziesz reprezentować. Na studiach może i nauczyłbym się budować skrzypce, ale nie zbudowałbym społeczności ludzi, których w tym czasie poznawałem. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


W jaki sposób zdobywałeś zaufanie swoich klientów? Wybacz bezpośredniość, ale trudno mi sobie wyobrazić, że muzycy tak po prostu zaczęli przychodzić do jakiegoś Halickiego, który postanowił pracować z instrumentami smyczkowymi. 

Największe powodzenie zapewniło mi moje podejście. Otworzyłem pracownię w dobrej lokalizacji i zawsze jestem, że tak powiem, pod ręką. Sukcesywnie pracowałem i po prostu dobrze wykonywałem swoją pracę. Wieści o tym, że jestem, rozchodziły się pocztą pantoflową. Gdybym miał powiedzieć o jakimś przełomie, to na pewno była to wizyta Agaty, wiolonczelistki z Filharmonii Narodowej. Była zadowolona z naszej współpracy, dlatego poleciła mi kontakt ze swoim partnerem, który jest kontrabasistą. Zapytała, czy nie chciałbym z nim pogadać. Kiedy Maciek tu przyszedł, od razu pojawiła się chemia. Zobaczył, co robię, jak pracuję, jakie robię postępy, wymieniliśmy się uwagami. Krótko po tym zaczęło pojawiać się tu coraz więcej muzyków.

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Jaki wpływ na instrumenty smyczkowe ma materiał, z którego są wykonywane? I co warto o nich wiedzieć? 

Skrzypce są wykonywane z drewna rezonansowego, bezsęcznego, które ma najwyższą jakość i pochodzi z rejonów górskich. W Europie najlepszym drewnem będzie to pozyskiwane ze świerków z Alp i klonów jaworów, które pochodzą z Karpat w Rumunii. Drzewa, które rosną wysoko w górach, najczęściej na skalistym podłożu, są wystawione na działanie różnych warunków atmosferycznych, a co za tym idzie, wciąż walczą o przetrwanie. W związku z tym mają one wąskie, lekkie i silne przyrosty. Właśnie to zapewnia skrzypcom takie wyjątkowe właściwości akustyczne. 

Płyta wierzchnia skrzypiec jest najczęściej wykonana ze świerku, a spodnia i boczki  – z jaworu. W altówkach pojawiają się też brzoza, wierzba i topola, a w wiolonczelach i kontrabasach  – na przykład cedr, inne iglaki, a nawet mahoń. Drewno oczywiście może być różnej jakości i często aby korzystać z tego najlepszego, trzeba  się liczyć z bardzo wysokimi kosztami, ale zdecydowanie ma to pozytywny wpływ na dźwięk instrumentu. 


Jeśli chodzi o sam kształt skrzypiec, to zasadnicza większość jest tworzona na modelu Stradivariego. Oczywiście wszyscy lutnicy na przełomie wieków dodawali do instrumentów elementy swojej inwencji, ale nie wszystkie weszły do kanonu. Warto zdawać sobie sprawę, że przemiany w lutnictwie zawsze są związane ze zmianami, które zachodzą w muzyce i technikach grania. To muzycy narzucają pewne wytyczne i to oni mówią, czego im brakuje. Muzycy dają i zawsze dawali najbardziej precyzyjny feedback. Ustawienia instrumentu bywają niepowtarzalne. Lutnik zawsze musi słuchać muzyka. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Jeśli dobrze rozumiem, Ty nie zajmujesz się budową skrzypiec? 

Nie, ale też nie mam takich aspiracji. Przynajmniej na razie. Naprawa i konserwacja skrzypiec niemalże w pełni zaspokajają moją potrzebę tworzenia. W skrzypcach może się wydarzyć bardzo wiele. Pojawiają się rozklejenia, konieczność wymiany podstawek, trzeba nabić smyczek. Skrzypce, chociaż są niezwykle delikatnym instrumentem, jednocześnie w codziennym użyciu przyjmują ogromne naprężenia, bo pracują na nich ogromne siły. Pomijam już wypadki. Do mojej pracowni trafiają też tzw. skrzypce po dziadku, które ludzie chcą doprowadzić do stanu użyteczności. W pandemii zauważalny był też trend wielkich powrotów do grania. Instrumenty chłoną swojego właściciela. Na ich kondycję ma wpływ wszystko. To, co osoba grająca je, co robi i w jaki sposób podchodzi do instrumentu. Pamiętajmy, że zawodowi muzycy intensywnie grają. Ich instrumenty bardzo dużo pracują. Jeśli ktoś ma np. bardzo silne odczynniki w pocie, to on może niemalże zmiękczyć smyczek czy same skrzypce. Zawsze mam tu coś do roboty. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Nigdy nie chciałeś tworzyć własnych instrumentów? 

Musicie sobie uświadomić, że już wykonanych instrumentów jest pewnie o wiele więcej niż osób, zainteresowanych tym, żeby na nich grać. Niestety. Kiedyś w czasie spotkań towarzyskich naturalne było muzykowanie. Wszyscy na czymś grali i było duże zapotrzebowanie na instrumenty, także te tanie. Umówmy się: dawne tanie instrumenty wciąż mają świetną jakość, tylko ze względu na upływ czasu i swoją historię mogą być w kiepskim stanie. Także z tego powodu nie czuję potrzeby tworzenia nowych instrumentów, a chętniej poświęcam się ratowaniu tych, które już są z nami. 

To, co wykonuję u siebie, to smyczki historyczne. Trudno w to uwierzyć, ale w całej Polsce jest może pięciu lutników-smyczkarzy, a takich bardziej aktywnych, którzy wykonują współczesne smyczki, ograniczyłbym do czterech. Tylko tyle osób na wszystkich muzyków! Taka sytuacja sprawiła, że muzycy często  byli zmuszani do sprowadzania smyczków historycznych z zagranicy, co też jest sytuacją mało komfortową, bo to jednak sprzedaż wysyłkowa. Nie można takiego smyczka obejrzeć ani wypróbować i porównać z innymi danego smyczkarza.

Kiedy zacząłem grzebać dalej, okazało się, że jeśli chodzi o smyczki historyczne, to  w Polsce zajmują się tym może dwie osoby, jeśli się nie mylę, a ich ceny są czasem dość wysokie. Tak znalazłem sobie niszę. W Polsce i zagranicą gra już 15 moich smyczków.

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


A czy można do Ciebie przyjść ze skrzypcami z marketu i poprosić, żebyś je… uszlachetnił? 

W skrzypcach słychać każdą złotówkę, dlatego raczej nie opłaca się pracować z marketowymi skrzypcami – ani mnie, ani samemu zainteresowanemu. Nie wszystko też można uratować. Jeśli produkcja takich skrzypiec była bardzo tania, można założyć,  że wykorzystane w nich materiały czynią je jednorazówkami. Wiadomo, że rodzice kupują tanie skrzypce dzieciom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z instrumentem, ale z czasem… Inwestycja w porządne skrzypce to spory wydatek. 

Co masz na myśli, mówiąc o sporym wydatku? 

Dobre skrzypce to koszt około 15–20 tysięcy złotych i mogę powiedzieć, że trudno znaleźć inną tak fetyszyzującą dziedzinę (śmiech). Są instrumenty smyczkowe, które wyjściowo będą tańsze, ale być może będzie trzeba w nie włożyć więcej pracy. Niektórzy instrumenty traktują też jak formę inwestycji i nawet na nich nie grają, tylko trzymają je dla ich rosnącej z wiekiem wartości.

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Czy gdybym przyszła do Ciebie z ulicy, zasugerowałbyś mi, jakie skrzypce mam kupić? 

Nie ma czegoś takiego jak idealny instrument czy smyczek. Każdy muzyk ma swoje indywidualne preferencje. Wiadomo, że niektóre modele bardziej się bronią, ale nie ma tu reguły. Jest duże lobby osób, które uważają, że to stare instrumenty są lepsze od nowych, ale w blind testach muzycy niejednokrotnie sięgali po te bardziej współczesne skrzypce. Gdybyś chciała kupić skrzypce, pokazałbym ci, co mam na stanie. Zagrałabyś na tym, co mam, i wspólnie zastanowilibyśmy się, czego więcej oczekujesz, aby ci odpowiadały. Tak to się tu odbywa. 

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Sąsiadom nie przeszkadza, że z Twojej pracowni dobiegają dźwięki muzyki? 

Ta kamienica ma historię, która zdecydowanie wspiera moją działalność! Powstała w 1911 roku i jako jedna z nielicznych przetrwała okres powstania warszawskiego. W miejscu, w którym jesteśmy, kiedyś mieszkał stróż kamienicy ze swoją żoną i dziećmi. Bezpośrednio przede mną był tu magazyn, a jeszcze wcześniej – sklep mięsny. Co jednak najważniejsze, to fakt, że mieszkała tu Grażyna Bacewicz – wybitna polska kompozytorka i skrzypaczka. Najstarsi mieszkańcy pamiętają dźwięk skrzypiec, który dobiegał z jej mieszkania. Były to melodie, które wykonywała zarówno ona sama, jak i jej uczniowie. Kiedy któryś z muzyków teraz zaczyna grać, wszyscy z zaciekawieniem wyglądają przez okna i pytają, kiedy będzie więcej. Niektórzy są gotowi nawet rzucać woreczki z pieniędzmi, gdy ktoś sprawdza instrument w podwórzu (śmiech). Ciągle myślę o organizacji kameralnych koncertów muzyki Grażyny Bacewicz tu obok, na dworze.

Projekt Pracownie_Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki_wywiad_Małgorzata Herman_fot_Radek Zawadzki


Jako lutniczy samouk jak określiłbyś najważniejsze cechy dobrego rzemieślnika? 
Zdecydowane i konsekwentne dążenie do celu oraz pracowitość. Według mnie dobry rzemieślnik ciężko pracuje, wyciąga wnioski, ale też potrafi uderzyć się w pierś i przyznać do błędu. Myślę, że ważna jest także chęć doskonalenia swoich umiejętność i charakterystyczny dla wielu twórców samokrytyzm. 

Co jest najbardziej wartościowe w byciu rzemieślnikiem? 

Po sobie widzę, że siedem lat działalności przyniosło ogromną zmianę, przede wszystkim we mnie samym. Nie tylko ze względu na kompetencje lutnicze, ale też osobowość. Nauczyłem się, że trzeba być pewnym siebie, mieć poczucie własnej wartości, a przede wszystkim – budować dobre, oparte na zaufaniu i zrozumieniu relacje z ludźmi.

W pracy rzemieślnika cenię sobie zmienność i to, że mogę pracować z bardzo różnymi instrumentami,a co za tym idzie – również właścicielami tych instrumentów. Uwielbiam przywracać stare skrzypce do życia, ale też tworzyć historyczne smyczki. Piękne jest też to, że wszystkiemu, co robię, towarzyszą dźwięki wspaniałej muzyki.

Pracownia Lutnicza Mateusz Halicki

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Projekt Pracownie

NAPISZ DO NAS

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Znasz rzemieślnika lub artystę, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem, pasją? Napisz do nas!

kontakt@projektpracownie.pl Od 25 maja 2018 roku obowiązuje „RODO”, czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony danych osobowych i w sprawie swobodnego... >